Nieoczytany? – jak Polak…

| 4 lut 2015  16:31 | Jeden komentarz

Biblioteka Sosnowa
Biblioteka Narodowa  ogłosiła właśnie, że w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła liczba osób, które czytają książki! Hurra! Jest lepiej, ponieważ, w 2012r. żadnej książki nie przeczytało aż… 61 procent(!) naszej populacji, zaś w 2014 roku – tylko 58 proc. Zatem jest lepiej.  Ale czy rzeczywiście?

Większość badanych (50,6 procent)) oświadczyło, że jeśli w ogóle cokolwiek czytało, to było to związane z uczęszczaniem do szkoły, ewentualnie studiowaniem. Nic w tym dziwnego, a nawet to chyba oczywiste. Gdy się człowiek uczy, zdobywa wiedzę, powinien coś przeczytać! Jednak w badaniach z 2010 r. 33 proc. studentów oświadczyło, że nie przeczytało w ciągu ostatniego roku ani jednej książki! Niemożliwe! – pomyślałam. A jednak! Tę informację podała Biblioteka Narodowa, która w tych sprawach wie, co mówi!

Do tej pory nie mogę wyjść ze zdumienia i zastanawiam się: jak ci nieczytający ludzie zdali jakiekolwiek egzaminy? Jakim sposobem ukończyli rok studiów? Pozostanie to ich tajemnicą oraz ich nauczycieli. Ja nie muszę tego wiedzieć i może lepiej, abym nie wiedziała, bo mam staromodne podejście do zdobywania wiedzy i wykształcenia. Mój rocznik rozpoczyna emerytury. Dodam tylko dla porządku, że badania prowadzone przez Bibliotekę Narodową książkami nazywają zarówno te wydane drukiem, jak i te, które wydane zostały w formie elektronicznej. Czyli wszystko jest brane pod uwagę, aby nikogo nie skrzywdzić.

*

Kilka lat temu odbyłam rozmowę, która w założeniu byłą kwalifikacyjną dla przyjęcia absolwenta wydziału prawa na praktykę w kancelarii prawniczej. Po pierwszej części rozmowy na tematy prawnicze, gdy ustaliłam, że nie da się na ten temat w żadnym aspekcie porozmawiać, ponieważ na każde zadane pytanie delikwent odpowiadał albo milczeniem, albo jakimś frazesem, prawie się poddałam. Ponieważ naprawdę miałam dobrą wolę przyjąć tego praktykanta, dałam mu jeszcze jedną szansą i zapytałam: – A co pan ostatnio przeczytał ciekawego? Absolwent myślał dłuższą chwilę i powiedział, że …właściwie to sobie niczego nie przypomina! –  No to, co pan ostatnio oglądał, może jakiś interesujący film? – drążyłam uparcie. Tu poszło nam lepiej, bo wskazał kanał telewizyjny, na którym nie dalej jak poprzedniego wieczoru oglądał film… Ale tytułu nie potrafił podać. – No to, jaką pan prasę czytuje? Nie dawałam chłopakowi spokoju, pytając w nadziei, że w końcu ustalę skąd wie, co się wokół niego dzieje. Podał mi tytuł naszej regionalnej gazety codziennej.

Przeszłam do ostatecznego ataku: – To skąd pan w ogóle czerpie wiedzę o świecie, o życiu, bo przecież musi pan, jako prawnik-administratywista wiedzieć, co się dzieje i jak podchodzić do problemów w pracy? Życie w tym aspekcie już pominęłam. Okazało się, że c z a s e m ogląda TVN 24. Skapitulowałam wobec tego niezwykłego źródła, podającego oprócz aktualnych wiadomości, w większości wydarzenia kroniki kryminalnej. Rzeczywiście, znakomite jedyne źródło wiedzy dla początkującego inteligenta po studiach wyższych!

 

Początkowo myślałam, że niedoszły praktykant żartował sobie ze mnie, ale szybko wykluczyłam tę wersję, ponieważ on naprawdę chciał dostać się na praktykę do kancelarii prawniczej.

Naprawdę nie wiedziałam, czy się śmiać czy płakać. Dłuższy czas nie mogłam dojść do siebie, bo naiwnie nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam i usłyszałam. Młody mężczyzna, które właśnie ukończył… studia na wydziale prawa i administracji! Ze wstydem muszę przyznać, że chciałam do niego krzyknąć: – Won, a tak w ogóle wrzasnąć na cały głos: – Ludzie, co tu się dzieje? Co z nami będzie, co będzie z Polską? Gdzie podziało się kształcenie z jego wyższym poziomem? Gdzie podziała się inteligencja, która była intelektualną siłą naszego narodu i społeczeństwa? Chciałam tak krzyknąć, nie naruszając przy tym godności robotników i rolników.

 

*

Nie mam wątpliwości, że powinniśmy zrobić autentyczny bilans i ćwierć wieku od rozpoczęcia zmian ustrojowych powinniśmy usłyszeć bardzo ważną odpowiedź na jeszcze ważniejsze pytanie: skąd ludzie czerpią wiedzę o otaczającym ich świecie?

Dlaczego? To oczywiste! W zależności od treści odpowiedzi będziemy wiedzieć, jakie społeczeństwo budujemy – mądre czy ogłupione? Czy mamy wśród siebie ludzi, którzy rozumieją, co oznacza być obywatelem swojego kraju? Czy Państwo, jako organizacja obywateli, jest nam w ogóle potrzebne i jakie nasze potrzeby zaspokaja? Czy przypadkiem nie grozi nam upadek Państwa, i czy to nie zagraża nie tylko naszej dumie narodowej, ale w ogóle istnieniu narodu, jako takiego?

*

To nie przesada ani patos, ale fundamentalne, ważne, na co dzień pytania, bo historia Polski pokazała nam już wielokrotnie, że gdy przestaliśmy stawiać takie poważne, ale i ważne pytania – kończyło się to dla nas źle, nawet bardzo źle. Przypomnijmy sobie, że nasze Państwo nie istniało fizycznie 123 lata. Dawno temu? Nie może się to powtórzyć, bo inny jest świat? Niestety, wszystko jest możliwe, a nauka z historii jest taka, że wszystko się powtarza i trzeba o tym pamiętać, wykorzystując pamięć historyczną! Otaczająca nas rzeczywistość wewnętrzna i zewnętrzna dostarcza na ten temat swoich dowodów.

Nie będę mnożyć pytań, których rodzi się więcej i więcej. Tyle wystarczy dla wyrażenia troski o mój kraj.

*

Świat się zmienił bardzo przez ostatnie kilkadziesiąt lat, a my razem z nim. Staramy się bardzo dorównać do państw tzw. Zachodu. Tylko określmy, do której części Zachodu chcemy doszlusować?

Spójrzmy, za informacjami tygodnika Newsweek z 2 lutego br, na Szwecję, w której działa zaprojektowany na wiele lat do przodu program narodowego rozwoju czytelnictwa. To państwo posiada rozbudowany system bibliotek i liczne instytucje, które propagują czytanie.  Pilnują czy we wszystkich grupach wiekowych dzieci czytają jednakowo aktywnie. Gdy ostatnio okazało się, że chłopcy wolą zajęcia sportowe, natychmiast połączono uprawianie sportu z czytaniem, wciągając do promocji czytelnictwa kluby sportowe. Można? Można!

Czy Szwedzi inaczej obserwują świat niż my?  Nie, ale oni chyba inne wyciągają wnioski z tych obserwacji i wiedzą jak ważne jest poznawanie świata nie z ogłupiających audycji telewizyjnych, lecz z książek. W Szwecji książki czyta 80 procent społeczeństwa, i przekłada się to na fakt, iż Szwecja jest jednym ze światowych liderów nowych technologii i wzornictwa. Czytanie to proces z ważnymi skutkami w postaci rozwoju wiedzy w bardzo różnych dziedzinach, a za tym osobowości, umiejętności logicznego myślenia, dokonywania prawidłowych ocen. Pozytywne skutki czytania książek są wielorakie, ale nie tylko dla samych czytających. To się przekłada zawsze na postawy obywatelskie i rozwój państw. Jednak same państwa muszą o to bardzo dbać, nie pozostawiając problemu tylko fundacjom, które czytają dzieciom książki. To stanowczo za mało.

*

Co oznacza, że od lat w Polsce obserwowany jest spadek czytelnictwa?  Do jakich czasów porównujemy ten spadek? Najbliższy czasowo jest PRL, więc spróbujmy porównać w mocno ograniczonym zakresie tamten 45-letni okres i obecne 25 lat.

Dla wielu poprzednich pokoleń Polaków, w tym dla mojego, powojennego wyżu demograficznego, było oczywiste, że należy czytać! Czytało się niemal wszystko, co tylko wpadło w ręce. Dla ludzi chcących zdobyć lepsze możliwości startowe w życiu, realnie ważne było osiągnięcie średniego i wyższego wykształcenia. Niemal wszyscy chcieli równać do góry, do inteligencji, uchodzącej za nieco wyższą warstwę społeczną. Na marginesie wyjaśnię, że w PRL-u inteligencja nie była klasą społeczną, lecz jedynie warstwą.

Awans społeczny, którego chcieli wszyscy, polegał na wejściu do grona inteligencji pracującej, czyli nauczycieli, urzędników, artystów itp. Aby podnieść swój poziom, na każdym stopniu, należało mieć wiedzę, a tę trzeba było uzyskać z książek i prasy w trakcie podnoszenia wykształcenia. To było oczywiste!

Czytaliśmy wszystko, co było modne i na tzw. topie. Pamiętam, jak na studiach na początku lat 70. dyskutowaliśmy o niezwykle popularnej wówczas w naszym kraju odkrywanej właśnie literaturze iberoamerykańskiej. Książki były tanie, prasa także, a samo posiadanie książek w domu było oczywiste, a nawet było obowiązkiem każdego, kto nie chciał uchodzić za „głąba”, jak to mało elegancko ujął ostatnio jeden z dziennikarzy z bardzo opiniotwórczej telewizji.

I prawdą jest, że nie tak dawno jeszcze do dobrego tonu należało znać nowości wydawnicze, znać ważne książki, wiedzieć, co jest trendy w świecie kultury, znać dorobek polskich i zagranicznych pisarzy, znać nazwiska z literatury, sztuki, teatru, filmu, historii i filozofii.

No tak, ale jeszcze nie tak dawno było wiadomo – nie wiadomo skąd, co to jest tzw. dobry ton, c o do niego należy i miał on swoją wysoką wartość. Ludziom zależało, aby ich zachowanie było w owym dobrym tonie, bo poza nim był… zwykły wstyd i śmieszność.

Nie mam ambicji ustalić w tym tekście przyczyn uwsteczniania się Polaków w zakresie wiedzy ogólnej. Co do faktu posiadania coraz mniejszej wiedzy, a nawet orientacji w elementarnych wiadomościach nie ma już nikt wątpliwości, a w szczególności nie mają ich nauczyciele akademiccy, którzy muszą organizować, jakieś upokarzające szkolnictwo średnie, kursy wyrównujące dla studentów pierwszego roku. Studenci rozpoczynający swą akademicką edukację nie posiadają, ponoć, podstawowej wiedzy absolutnie niezbędnej na pewnych kierunkach studiów. Nawiasem mówiąc, rzecz kiedyś nie do pomyślenia!

Przyczyny takiego stanu rzeczy powinni jak najszybciej ustalić badacze i je opisać. Powinni powiedzieć całemu społeczeństwu, CO tak naprawdę złego z nami się dzieje. Bo, że nie dzieje się zbyt dobrze, to już wiemy na podstawie obserwacji własnych i doniesień medialnych.

Pomyślałam, że to ciekawe, iż obecnie księgarnie zawalone są książkami, a równocześnie Polacy nie czytają. Odnosi się wrażenie, że coraz więcej ludzi pisze, a równocześnie coraz mniej ludzi czyta.

Zdałam sobie nagle sprawę, że dawniej w centrum mojego miasta było kilka i to dużych księgarni, które zniknęły kilka lat temu. Doskonale pamiętam, że w czasach PRL-u na każdym osiedlu była choćby mała księgarnia lub biblioteka. W małych miejscowościach także była, co najmniej jedna księgarnia, a o bibliotece czy punkcie bibliotecznym już nie wspomnę, bo był stałym punktem krajobrazu, szczególnie tam, gdzie nie było sklepu z książkami.

Ludzie nie tylko nie czytają, ale również nie kupują książek. To można nawet zrozumieć. Książki, w tym e-booki, są drogie, a dochody rodzin niewielkie. Często trzeba wybierać. Jednak 14 procent badanych mówi, że nie ma ani jednej książki w domu, a kolejne 15 procent ma tylko te, które wiążą się z nauką dzieci. To ponad 1/3 naszego społeczeństwa! I to w społeczeństwie, które uważa za sukces osiągnięcie wysokiego wskaźnika osób studiujących!

*

Z ciekawości zajrzałam do roczników statystycznych szukając odpowiedzi na pytanie: jak to było przez ostatnie dziesięciolecia w zakresie nakładów wydawanych książek i prasy oraz gdzie podziały się ważne placówki krzewiące szeroko pojętą kulturę, w tym życia codziennego, jakimi były od zawsze biblioteki.

Więc co mówią roczniki statystyczne?

Najpierw porównałam wysokość nakładów wydawanych książek. Poniżej podaję je – dla orientacji ogólnej – bez rozróżnienia książek dla dorosłych i dla dzieci, bez wdawania się w szczegóły czy jest to literatura naukowa czy beletrystyka oraz bez rozróżnienia czy to nowe nakłady czy wznowienia. I tak: jeszcze przed wojną w 1938 r. łączny nakład wydawanych książek wynosił 29,2 mln egz. Po wojnie w 1946 r.- 38, 9  mln egz.; w 1950 r. – 118, 9 mln egz; całe lata pięćdziesiąte wydawano po około 100 mln egzemplarzy rocznie. I dalej: w 1960r. – 94,3 mln egz.; w 1970r. – 112,2 mln egz;  w 1980r. -147,1 mln egz; w 1985r. – 246,5 mln egz; w 1990r. -175,6 mln egz; w 1991r.- 125,5 mln egz, a w 1998r. – 85 ; w 2005r. – 81,mln;  w 2011r. -93,7 mln egzemplarzy.

Poszukując informacji na temat bibliotek sięgnęłam najpierw do rocznika statystycznego z 1950 roku. Według informacji w nim zawartych w roku 1938 w Polsce było 1.033 biblioteki samorządu terytorialnego liczące 1.700 tys. woluminów i 375. tys. czytelników, przy czym charakter bibliotek powszechnych miały niektóre biblioteki organizacji społecznych.

Po wojnie w 1947r. było 934 biblioteki, bez określenia liczby punktów bibliotecznych, jednak poza tym istniały jeszcze biblioteki zakładów pracy (1.251),  biblioteki szkolne (10.848) oraz naukowe (851) – łącznie 13.894. Warto dodać, że wówczas biblioteką mógł być określony zbiór posiadający, co najmniej 50 książek. Do 1950r. niepodawane były dane odnośnie punktów bibliotecznych.

 W 1950r. było 4.193 bibliotek, punktów bibliotecznych -18.131 i bibliotek szkolnych 16.699; w 1960r. było 7.033 bibliotek, punktów bibliotecznych 28.969 i bibliotek szkolnych 29.277.

Stale rosła liczba bibliotek i w 1970r. było ich 8.621, punktów bibliotecznych 31.788 i bibliotek szkolnych 32.233,  w tym na wsi było 6.400 bibliotek, a punktów bibliotecznych 28.900. W 1980r. było 9.315 bibliotek, punktów bibliotecznych  26.532,  w tym na wsi było 6.500 bibliotek, a punktów bibliotecznych 23.000. W 1985r. było 9.899 bibliotek, punktów bibliotecznych 23.295, zaś bibliotek szkolnych 19.868, w tym na wsi było 6.720 bibliotek, a 20.097 punktów bibliotecznych.

 Jeszcze w 1990r liczby rosły i doliczono się 10.300 bibliotek, 17.600 punktów bibliotecznych, przy czym o ile na wsi w 1980 roku punktów bibliotecznych było 23.000, to już w 1990 liczba ich spadła do 15.000, a w 1991r. spadła po raz kolejny, tym razem prawie o połowę do liczby 8.500.

W 1998r. liczba bibliotek publicznych wyniosła 9.200, punktów bibliotecznych zanotowano  3.300, przy czym spadek tych punktów w ciągu lat 90-tych jest wyraźny i liczby wynoszą: w 1995r. – 3.400, w 1997r. – 2.600, a w 1998r. – już tylko 2.400. W 2011r. było 8.290 bibliotek, w tym na wsi 5.480, zaś punktów bibliotecznych było 1.369, w tym na wsi 867.

Wszystkie podane dane pozostawiam do własnych ocen czytelników.                                              

*

Badania Biblioteki Narodowej pokazują, że ludność wiejska, z małych miasteczek, gorzej wykształcona czyta coraz mniej i mniej. To są fakty, ale czy powinny pozostać bez komentarza i zmian?

 *  

Czy rzeczywiście trzeba czytać, aby umieć poruszać się w otaczającym nas świecie, komplikującym się coraz bardziej? No, ale, w jaki sposób mamy budować społeczeństwo obywatelskie i państwo prawa, jeśli członkowie naszej polskiej wspólnoty nie rozumieją komunikatów przekazywanych im przez media i dotyczy to głównie telewizji, która ma ogromny, a może nawet największy wpływ na kształtowanie wiedzy i postaw naszych obywateli? Kim są ludzie, którzy za pomocą wszechobecnych mediów elektronicznych sprawują rząd dusz?

 Dlaczego ludzie nie czytają? Bo poprzestają na oglądaniu telewizji i stamtąd czerpią swoją główną, albo wyłączną, wiedzę o świecie. To prawda, że człowiek ma naturalną skłonność do chodzenia na tzw. skróty. Po co ma się wysilać, jeśli to samo może osiągnąć bez wysiłku? Ale czy rzeczywiście bez wysiłku osiąga się to samo, co po wysiłku, w tym intelektualnym?

Przez całe długie wieki ludzkość była dumna ze swej historii, tej dobrej i tej złej. Dzieła filozofów starożytnych przetrwały i do dzisiaj czerpiemy, jako ludzkość, z ich mądrości. Jak obywatel bez wiedzy, którą może wynieść z mądrych, a czasem nawet z mniej mądrych i rozrywkowych książek, ma rozstrzygać o swoim losie w skomplikowanym świecie, jeśli nie rozumie praw, jakie tym światem rządzą? To po prostu niemożliwe!

 

Koniecznie trzeba przypomnieć, że w każdym przypadku: Z PUSTEGO I SALOMON NIE NALEJE!

Dr Jolanta Czartoryska

Komentarze

Jeden komentarz do “Nieoczytany? – jak Polak…”

  1. amica
    wtorek, 24 - lut - 2015, godz. 12:07

    Sprzedano w Polsce ok. 1 mln nakładu Greya. Jeżeli to uwzględnimy poprawi się nam statystyka, ale czy o takie czytelnictwo chodzi? Po wojnie gros stanowiła literatura propagandowa. Książki zdobywano spod lady. Przeglądam półki dla młodzieży. Jeżeli nie lubi wampirów, fantastyki i lektur to poza panią Musierowicz nie ma dla niej oferty. Ogólnie — bez analizy oferty wydawniczej analiza jest spłycona. Podsłuchane: daliśmy nauczycielowi książkę — słuchaj, ale on na pewno nie każe nam jej przeczytać?

Pozostaw komentarz:





  • RADA ETYKI MEDIÓW

  • Międzynarodowa Legitymacja Dziennikarska

    legitymacja Członkowie naszego stowarzyszenia mogą uzyskać legitymacje dziennikarskie (International Press Card) Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ (IFJ), z siedzibą w Brukseli.
  • POLECAMY

    Dziennikarz Olsztyński 3/2022
    BEZPIEKA WIECZNIE ŻYWA Trafiamy na książkę Jacka Snopkiewicza „Bezpieka zbrodnia i kara?”, wydaną wprawdzie przed trzema laty, ale świeżością tematu zawsze aktualna. „Bezpieka” jest panoramą powstania i upadku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, urzędu uformowanego na wzór radziecki w czasach stalinizmu.

    Więcej...


    Wojciech Chądzyński: Wrocław, jakiego nie znacie Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.

    Więcej ...


    Magnat prasowy, który umarł w nędzy 17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.

    Więcej ...


    Olsztyńscy dziennikarze jako pisarze Niezwykle płodni literacko okazują się członkowie Olsztyńskiego Oddziału Stowarzyszenia. W mijającym roku ukazało się sześć nowych książek autorów z tego grona. Czym mogą się pochwalić?

    Więcej ...



    Wyścig do metali rzadkich Niedawno zainstalowany w Warszawie francuski wydawca Eric Meyer (wydawnictwo o dźwięcznej nazwie Kogut) wydał na przywitanie dwie ciekawe pozycje, z których pierwszą chcemy przedstawić dzisiaj. To Wojna o metale rzadkie francuskiego publicysty Guillaume Pitrona, jak głosi podtytuł Ukryte oblicze transformacji energetycznej i cyfrowej.

    Więcej...

     

  • A TO CIEKAWE…

    Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych pozwał SDP OMZRiK zarzuca Jolancie Hajdasz powtarzanie kłamstw Agnieszki Siewiereniuk-Maciorowskiej. Ośrodek pozwał Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich za tekst, w którym Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wstawia się za pozwaną przez Ośrodek Agnieszką Siewiereniuk-Maciorowską
    Świat Młodych Świat Młodych 73 lata temu W poniedziałek, 7 lutego 1949 roku ukazał sie pierwszy numer Świata Młodych. Gazeta była czasopismem dla młodzieży wydawanym w latach 1949 – 1993 w Warszawie, utworzonym z połączenia tygodnika Świat Przygód i dwutygodnika Na Tropie.

    Więcej...



  • ***

    witryna4
    To miejsce przeznaczamy na wspomnienia dziennikarzy. W ten sposób staramy się ocalić od zapomnienia to, co minęło...

    Przejdź do Witryny Dziennikarskich Wspomnień

    ***

  • PARTNERZY

    infor_logo


  • ***

  • FACEBOOK

  • ARCHIWUM