Z ANGORY nr 7
Dziennikarze RP | 8 lut 2026 13:27 | Jeden komentarz

Okno na media
Tygodniki lokalne padają pokotem. Co się stało, dlaczego? Przecież zapotrzebowanie na lokalną prasę, lokalne wiadomości z miasta, powiatu, czasem dużej wsi przez wiele lat, począwszy od transformacji ustrojowej, było na topie. Jaki więc powód, że po trzech dekadach, jak stwierdza w tygodniku „Press” Ryszard Parka, obserwujemy „efekt domina”, który jest początkiem lawiny likwidacji niezależnych papierowych tygodników lokalnych. Ze 140 gazet na koniec ubiegłego roku z rynku zeszło 30 – 40 takich tytułów.
Dominik Księski, wydawca poczytnego, o bogatej renomie i tradycji tygodnika „Pałuki”, zdecydował w grudniu o zakończeniu wydawania tygodnika w formie papierowej. Po 35 latach robienia gazety dla czytelników w Żninie i okolicach nie była to łatwa decyzja, ale jak mówi redaktor naczelny i wydawca tygodnika, w pełni uzasadniona. Ponieważ model wydawania prasy z końca ubiegłego wieku przestał się obecnie sprawdzać. Podobne decyzje podjęli wydawcy kilkunastu innych tygodników. Zniknęły „Nowiny Rybnickie” wydawane od lat 60. ubiegłego wieku, a także: „Czas Chojnic”, „Gazeta Jędrzejowska”, „Fakty Jasielskie”, „Nowiny Podlaskie”, „Panorama Kłodzka” „Nowiny Sokólskie” i liczące ponad 60 lat „Nowiny Jeleniogórskie”. Niepewna jest przyszłość „Tygodnika Zamojskiego”, którego wielotysięczny nakład znacznie się obniżył. Padł „Tygodnik Ostrołęcki” wydawany przez Polska Press Grupa. Przypominam sobie przejęcie przez Orlen wszystkich tygodników lokalnych wydawanych pod szyldem Polska Press. To był polityczny zamach w celu wykorzystania przez PiS lokalnych mediów do partyjnych i propagandowych celów.
Czytelnicy odwrócili się od większości tych upolitycznionych pism i efekt jest taki, że ze 150 do dziś uchowało się 60 – 80 tytułów, ledwie dyszących, na krawędzi opłacalności. Wydawca unika podawania liczby obecnie wydawanych gazet. W opinii wielu wydawców niezależnej prasy lokalnej to pandemia była cezurą, od której rozpoczął się spadek nakładów. Te kilka tygodni zamknięcia w domach, kiedy nawet wstęp do lasu był zakazany, wystarczyło, by potencjalni czytelnicy zmienili przyzwyczajenia, utracili nawyk kupowania gazet, nie tylko lokalnych.
A bez czytelnika gazeta nie żyje. Pamiętam, jak nam, studentom dziennikarstwa, wpajał tę maksymę nieodżałowany prof. Tadeusz Kupis. Dziś ta prawda oczywista sprawdza się dotkliwie. Czytelnik przekonał się, że wiadomości można znaleźć w internecie na portalach informacyjnych, nawet we własnym telefonie. Na spadek czytelnictwa niezależnych gazet lokalnych miały również wpływ piętrzące się kłopoty z dystrybucją. Ruch zlikwidował kioski w małych miejscowościach, a próby organizowania kolportażu we własnym zakresie okazały się zbyt kosztowne. Wydawanie gazety lokalnej o bardzo niskim nakładzie stawało się nieopłacalne. Lokalni wydawcy nie mogli i nie mogą znikąd liczyć na pomoc. Rząd nie docenia znaczenia niezależnej prasy lokalnej. Włodarze w małych miastach często zwalczają lokalne tygodniki, tocząc wojny z wydawcami i dziennikarzami, a powodem są krytyczne materiały. Sami natomiast zainteresowani są wydawaniem prasy samorządowej, którą wykorzystują do akcji propagandowych podczas kampanii wyborczych. W przygotowywanej ustawie medialnej miał się znaleźć zapis zakazujący samorządom wydawania własnej prasy. Prawdopodobnie lobby samorządowców postarało się o to, by zapis usunięto z projektu ustawy. Pani minister kultury Marta Cienkowska uzasadniła ten manewr decyzją polityczną. A to ciekawostka.
ANDRZEJ MAŚLANKIEWICZ
TELEWIZOR POD GRUSZĄ
Mimo zmiany ustroju, zrzucenia jarzma sowieckiej niewoli, wejścia Przenajświętszej Rzeczpospolitej do NATO i UE przez cały czas czułem pewien niczym nieuzasadniony niepokój! Niepewność jutra zaprzątała moją móz-
gownicę. Sen z powiek spędzało mi natrętne zastanawianie się nad tym, jaki los zgotuje Polsce i Polakom przyszłość – ta bliższa i dalsza! Ale mam już tę gonitwę myśli za sobą! Czarne chmury nad moją głową rozproszyły się – nie ma po nich śladu.
Obecnie oprócz błękitnego nieba nic mi więcej nie potrzeba! Późno, bo późno, ale odzyskałem spokój umysłu i pogodę ducha. Od rana do wieczora tryskam optymizmem i radością. Rodzina wręcz przeciwnie – z osłupienia zaniemówiła! Przerażona obserwuje, przygląda mi się bacznie, bo nigdy nie widziała mnie w takim dobrym, żeby nie powiedzieć szampańskim nastroju! Żona, dzieci podchodzą bardzo nieufnie do mojego na wskroś pozytywnego podejścia do życia – czerpania uciechy z każdego dnia!
Minął już miesiąc od mojej przemiany, a rodzinka ciągle jest pełna lęków i obaw. Ba, żona przerwała milczenie i powiedziała dzieciom wprost, że mój entuzjazm nie jest czymś normalnym! Jest święcie przekonana, że moje – niestosowne do wieku – dziwaczne zachowanie wskazuje na jeden z objawów pocovidowych powikłań! Myli się małżonka luba i to szpetnie! Nie ma w moim „przeobrażeniu” niczego nadzwyczajnego! Owa zmiana – mentalna, duchowa – nastąpiła, dokonała się za sprawą książąt UBOGIEGO Kościoła Katolickiego, którzy znają odpowiedzi na wszystkie pytania. To od nich – ziemskich namiestników Pana Boga – dowiedziałem się, że Wszechmogący Stwórca nas kocha i DAJE zadania tak poszczególnym ludziom, jak i narodom. Na przestrzeni całej naszej historii widać jasno, że Pan Bóg nas PROWADZI i ma PLAN również dla Polski! Ot i cała tajemnica mojej PRZEMIANY! Nie mam co się martwić, czym się stresować, ponieważ WSZYSTKO przebiega i przebiegnie zgodnie z bożym planem! Jak zapewniają fioletowe berety, w samym NIEBIE ZATWIERDZONA jest kolej rzeczy! I ja im WIERZĘ!
ANTONI SZPAK
Komentarze
Jeden komentarz do “Z ANGORY nr 7”
Pozostaw komentarz:












Trafiamy na książkę Jacka Snopkiewicza „Bezpieka zbrodnia i kara?”, wydaną wprawdzie przed trzema laty, ale świeżością tematu zawsze aktualna. „Bezpieka” jest panoramą powstania i upadku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, urzędu uformowanego na wzór radziecki w czasach stalinizmu.
Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.
17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.








Reprezentacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest pełnoprawny, członkiem Komitetów Monitorujących programy krajowe i programy regionalne. Aby wypełnić wszystkie wymogi postawione przed Stowarzyszeniem Dziennikarzy podajemy skład poszczególnych Komitetów Monitorujących.
niedziela, 8 - lut - 2026, godz. 16:20
Rozkoszne jest, że o niezależność prasy lokalnej troszczy się dzisiaj były aparatczyk wydziału prasy KC PZPR, którego zadaniem było m.in. trzymanie na smyczy licznych pism zakładowych (faktycznie pełniących rolę lokalnych). Gość, który niszczył niezależność SDP, weryfikował negatywnie dziennikarzy, dzisiaj jest wielkim obrońcą „wolnych mediów”.