Z ANGORY nr 51
Dziennikarze RP | 15 gru 2025 16:13 | Brak komentarzy

TELEWIZOR POD GRUSZĄ
Minęły dwa lata, jak premier Tusk ROZLICZA – zgodnie z obietnicą wyborczą – polityków Zjednoczonej Kłamstwem i Złodziejstwem Prawicy! Serce rośnie, raduje się dusza rodakom, gdy widzą, że Donaldowi robota pali się w rękach! Godni podziwu i gromkich braw na stojąco są agenci służb specjalnych, policjanci, prokuratorzy – ludzie szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości! Wszyscy oni – cuzamen do kupy – pracują na pełnym gazie, bez wytchnienia, żeby ludzie nie mieli wątpliwości, iż żyjemy w państwie prawa, gdzie nie ma równych i równiejszych! Gdzie święte krowy nie mają czego szukać i nie są – jak w Indiach – nietykalne!
W tym imponującym, iście szaleńczym tempie z pewnością nie uda się premierowi do końca kadencji rządu rozliczyć nikogo z kaczystowskiej wierchuszki! Żaden minister, dygnitarz zamieszany w przewały, przekręty nie zostanie skazany i zapuszkowany, choć dowodów na ich winę jest mnóstwo! Za to prorządowa propaganda będzie nadal z uporem lepszej sprawy karmić nas informacjami, ile to lat odsiadki grozi za to, za tamto i owamto przestępstwo! A mnie, za przeproszeniem, g… obchodzi, ile jednemu czy drugiemu złodziejowi, szubrawcowi w białym kołnierzyku grozi, tylko KIEDY znajdzie się za kratami, żeby sprawiedliwości stało się zadość!
Jakby kto nie wiedział i pytał, to śpieszę poinformować, iż złodziejskich megaafer z politykami w roli głównej mamy pod dostatkiem. Można wybierać, przebierać w nich do woli. Nie ma ograniczeń w opisywaniu wyczynów owych szumowin, pokazywaniu w mediach ich przestępczego dorobku! Śledztwa dziennikarskie wzbudzają publiczne zainteresowanie, ale nie mają większego znaczenia! Młyny sprawiedliwości z tego powodu nie mielą szybciej! Są niemrawe. Na efekt ich pracy – prawomocny wyrok – czeka się latami i nie ma żadnej gwarancji, że zapadnie! O nieuchronności kary dla kanalii odgrywającej ważną rolę na scenie politycznej można jedynie pomarzyć! Każdy zarzut wytoczony złodziejowi z klasy próżniaczej nazywa się ZEMSTĄ politycznych wrogów! Jakby inaczej!
ANTONI SZPAK
Okno na media
Marszałek rotacyjny – tak posłowie z opozycji zwracali się do Szymona Hołowni, gdy przed dwoma laty rozpoczynał poselską karierę przy lasce marszałkowskiej. Nie przejmował się, robił swoje. Stawał przed wysokim Sejmem jak przed telewizyjnymi kamerami. Bez tremy, stresu. Wychodził do dziennikarzy i nie nazywał tego konferencją prasową, lecz spotkaniem marszałka. Nie unikał pytań trudnych, kłopotliwych. Nieważna była redakcja czy telewizja, prawicowa czy publiczna, bo z jednakową atencją odpowiadał na zadane pytania. Posiedzeniom Sejmu dodał lekkości, wszystkich posłów traktował jednakowo, z należną powagą i godnością, czasem ubarwiając wypowiedź żartem lub udawaną srogością. Jako doświadczony dziennikarz telewizyjny wiedział, że kamery mówią prawdę, dlatego czuwał, by mimo dostojnej funkcji nie rezygnować z tego, co nazywamy „byciem sobą”.
Po dwóch latach niewielu pamiętało o „marszałku rotacyjnym”; powtarzano: Hołownia to dobry marszałek, Hołownia wiele w Sejmie zmienił… Ale i w tym wypadku musiało się sprawdzić powiedzonko, że dnia nie należy chwalić przed zachodem słońca, a Hołowni przed nocnym spotkaniem z Bielanem. Gdyby nie randka z czołowymi politykami PiS, nic by nie mogło zmienić pozytywnej oceny dwuletniej pracy Szymona Hołowni na stanowisku marszałka Sejmu. Stało się inaczej. W czasie pożegnalnego spotkania ustępującego marszałka z dziennikarzami, to już nie był ten sam Szymon, chociaż nadrabiał miną. Gdy Hołowni opadły notowania, następcy – czy raczej zmiennikowi – startować było łatwiej.
Na pierwszej konferencji – spotkaniu zapoznawczym – Włodzimierz Czarzasty, gdy już wybielił swoją komunistyczną przeszłość, oświadczył, że Szymon był bardzo dobrym marszałkiem, i że on będzie się starał to kontynuować. Jaka to będzie kontynuacja, dziennikarze przekonali się już podczas kolejnej konferencji. Marszałek Czarzasty, wyposażony w plik karteczek, tak zwanych ściąg, przedstawił kilka „zamrożonych” ustaw marszałka poprzednika. I to był pierwszy dowód na kontynuację. Na kolejne dowody długo nie trzeba było czekać. Marszałek poinformował ostentacyjnie, że zmienia zarządzenie Hołowni i do Konwentu Seniorów nie będzie zapraszał przedstawiciela partii Grzegorza Brauna oraz kół poselskich Pawła Kukiza i Adriana Zandberga. Dlaczego? Brauna, bo – jak stwierdził – właściwie należałoby go zdelegalizować, Zandberga chyba dlatego, że się urwał spod kurateli Nowej Lewicy, a Pawła Kukiza – dla towarzystwa.
W serii dziennikarskich pytań też próżno było szukać kontynuacji stylu Hołowni. Pierwszy reporter TV Republika (było ich dwóch) poprosił o komentarz do wypowiedzi premiera Donalda Tuska w Berlinie. Dziennikarz dowiedział się, że mamy wspaniałego, odważnego premiera, a wyjaśnienie w sprawie redakcja otrzymała. Niech poczyta. Drugiego reportera Republiki nie dopuszczono do głosu. Jedna redakcja, jedno pytanie. Odesłano reportera na koniec kolejki, zapewniając, że będzie miał możliwość zadać pytanie jako ostatni. Chwilę później dziennikarka TVN24 zadała cztery pytania. Na wszystkie marszałek odpowiedział. Reporter TV Republika grzecznie czekał na końcu kolejki, ale pytania nie zadał. Kiedy była jego kolej, marszałek Czarzasty schował długopis, zebrał kartki i ogłoszono zakończenie konferencji. Ów dziennikarz wrzasnął wówczas: „Panie marszałku, kiedy pan zacznie poważnie traktować dziennikarzy, w domyśle także TV Republika?”. Czy marszałek usłyszał, nie wiadomo, bo czmychnął do wyjścia. Pozostało jednak pytanie, czy pokazywanie przed kamerami swoich animozji marszałkowi przystoi?
ANDRZEJ MAŚLANKIEWICZ
Komentarze
Pozostaw komentarz:











Trafiamy na książkę Jacka Snopkiewicza „Bezpieka zbrodnia i kara?”, wydaną wprawdzie przed trzema laty, ale świeżością tematu zawsze aktualna. „Bezpieka” jest panoramą powstania i upadku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, urzędu uformowanego na wzór radziecki w czasach stalinizmu.
Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.
17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.








Reprezentacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest pełnoprawny, członkiem Komitetów Monitorujących programy krajowe i programy regionalne. Aby wypełnić wszystkie wymogi postawione przed Stowarzyszeniem Dziennikarzy podajemy skład poszczególnych Komitetów Monitorujących.