Z ANGORY nr 48
Dziennikarze RP | 24 lis 2025 09:50 | Brak komentarzy

TELEWIZOR POD GRUSZĄ
Zacznę od gratulacji dla przaśno-buraczanej, bogobojnej partii katolików-rozwodników za sprawne, wzorowe wręcz wybranie prezesa! O fotel przywódcy walczyło dwóch kandydatów: Kosiniak i Kamysz. Szanse były wyrównane – na dwoje babka wróżyła! Szli łeb w łeb, równo do końca. W rezultacie – po skrupulatnym policzeniu głosów – wygrał Władysław Kosiniak-Kamysz! I tak oto partia Pawlaków, Sawickich i Zgorzelskich nawiązała do starych dobrych czasów, w których tak właśnie wybierano sekretarza partii (patrz: Gomułka, Gierek!).
Wybory w PSL były pięknym nawiązaniem do tradycji, do czasów, gdy klasa robotniczo-chłopska przewodziła narodowi i prowadziła go na manowce. Ten duch, ta atmosfera partyjnych zjazdów z minionej epoki była wyraźnie wyczuwalna w powyborczym przemówieniu Władysława Kosiniaka-Kamysza! Oto jego istotny fragment: „NIE ZAWIODĘ! Obiecuję wam, że poprowadzimy w taki sposób Stronnictwo, żeby za cztery lata było jeszcze silniejsze! Żeby miało wpływ na rzeczywistość, żeby kreowało rzeczywistość, żeby nigdy nie było żadnym kwiatkiem do czyjegoś kożucha, żeby zawsze było samodzielne, samostanowiące o sobie, podmiotowe, patriotyczne i ludowe! Takim, jacy jesteśmy MY! Takie, jakie jest nasze serce! To wam mogę obiecać, że nie spocznę w tych działaniach!”.
Rany boskie, czy ty, Władysławie, zastanowiłeś się dobrze nad składanymi towarzyszom z partii obietnicami?! Jak ty sobie z nimi poradzisz? Jak i kiedy je zrealizujesz? Toż ty, Władku, lichego zdrowia jesteś, a wziąłeś na siebie ciężar nie do udźwignięcia! Z Funduszem Kościelnym sobie nie poradziłeś (poległeś, zanim się do niego zabrałeś), a porywasz się na takie wielkie zobowiązanie! Radzę ci, odpuść, niczego nie dźwigaj, bo ci jeszcze jakaś żyłka pęknie czy przepuklina wyskoczy i szlag trafi jurnego tygryska! Staniesz się pośmiewiskiem nie tylko w swojej partii. Obiecuj, ale niczego nie rób, bo to ci najlepiej wychodzi! Lubię Kosiniaka-Kamysza. Tylko on w PSL-u wie, kiedy i gdzie należy włożyć do drogiego garnituru gumiaki!
ANTONI SZPAK
Okno na media
Gdyby przed meczem Polska – Holandia ktoś mi powiedział, że szef gabinetu prezydenta będzie miał pretensje do TVP z powodu, jego zdaniem, nieprawidłowej relacji tego spotkania, uznałbym go za idiotę. Jednak rzeczywistość może zaskoczyć, a tym bardziej reakcja polityka.
Minister Paweł Szefernaker po meczu, w którym reprezentacja Polski zremisowała z Pomarańczowymi, przypuścił atak na media publiczne, mając pretensje o to, że gdy kibice okrzykami witali prezydenta Karola Nawrockiego, sprawozdawcy zajęci byli czymś zupełnie innym. A to inne to była prezentacja składów obu drużyn i sędziów. Hymny, pierwszy gwizdek i początek meczu.
Dla tych, którzy nie znaleźli się na trybunach Stadionu Narodowego, lecz śledzili na ekranach telewizorów dwudziestu piłkarzy biegających z piłką lub za piłką, najważniejsze były akcje tego meczu. Kto siedzi w loży VIP czy ma szalik biało-czerwony, a może jest bez szalika, czy to jest minister, czy prezydent – dla kibica to sprawa drugorzędna. Główni aktorzy są na boisku i na nich kierowane są kamery. Tam się dzieje. To śledzi realizator transmisji.
Prezydenta Nawrockiego telewizja pokazała w dwóch czy trzech migawkach. Nie jestem pewien, w ilu. Nie liczyłem, nie przypuszczając, że będzie to taki problem. Ujęcie w geście zwycięstwa pamiętam doskonale, bo pan prezydent lubi kciukiem operować. Chyba jednak pomylono wydarzenia. Wiec polityczny – może nawet wyborczy – z meczem piłkarskim, gdzie polityki nie powinno być za grosz. Realizatorzy transmisji meczu piłkarskiego otrzymują zadania i z mniejszą lub większą rutyną te zadania wykonują. Jak piłka się toczy, czy prawy podał do lewego, to ich interesuje. Didaskalia są na aucie.
Można natomiast mieć pretensje do sprawozdawców, że nie są Szpakowskim czy Ciszewskim i przy relacjach telewizyjnych mylą radio z telewizją. Opowiadają, co widzą na boisku, gdy widz to samo ogląda na ekranie. Język sprawozdawców sportowych, ubogi zasób słów, to również może być powodem do krytycznych uwag. Ale ganienie telewizji za to, że nie przywitała wylewnie prezydenta, to przesada. Prezydenci różnych opcji wielokrotnie gościli na stadionowych trybunach. Bywali tam Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski, a ostatnimi laty najczęściej Andrzej Duda. Wśród kibiców powielane było powiedzenie, że ilekroć pojawiał się prezydent Duda, reprezentacja przegrywała. Ile w tym prawdy, nie wiem, ale dla reprezentacji może to było jakieś alibi.
Przy prezydencie Nawrockim wynik remisowy 1:1. Z Pomarańczowymi sukces i to był temat do komentarzy. Tymczasem minister Szefernaker przesterował zainteresowanie na zupełnie inny kierunek. Nadarzyła się okazja – to trzeba przyłożyć telewizji publicznej, niech wiedzą, że Kancelaria Prezydenta i w tym przypadku ma zdanie krytyczne. Redaktor Piotr Semka zorganizował nawet dyskusję na ten wrzucony temat. W ocenie poszedł o „dwa mosty” dalej. Zarzucił telewizji publicznej małostkowość, niejako tendencyjne relacjonowanie spotkania piłkarskiego. Kto jak kto, ale doświadczony redaktor Semka powinien pamiętać, jak fetowano sekretarzy, premierów za czasów słusznie minionych. Każda okazja była dobra, by wykrzyczeć „Wiesław, Wiesław”, „Gierek, Gierek”, a telewizja musiała to pokazywać do znudzenia.
W miniony piątkowy wieczór prezydent Karol Nawrocki udał się na mecz polskiej reprezentacji, na sportowe wydarzenie, jako kibic. Nie na wiec w Hyde Parku. Nie oczekiwał, jak przypuszczam, relacji telewizyjnej z pobytu na stadionie. To minister chyba pomylił przedstawienia. Jakby w telewizyjnej wersji Jeziora łabędziego nie doszukał się białych ptaków z długimi szyjami; a na meczu najważniejsi byli wiwatujący kibice czy kibole, którzy dziś fetują, a za chwil kilka mogą buczeć. Kibic piłkarski jest nieprzewidywalny. Telewizja publiczna musi to wiedzieć i wyczuwać.
ANDRZEJ MAŚLANKIEWICZ
Komentarze
Pozostaw komentarz:










Trafiamy na książkę Jacka Snopkiewicza „Bezpieka zbrodnia i kara?”, wydaną wprawdzie przed trzema laty, ale świeżością tematu zawsze aktualna. „Bezpieka” jest panoramą powstania i upadku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, urzędu uformowanego na wzór radziecki w czasach stalinizmu.
Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.
17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.








Reprezentacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest pełnoprawny, członkiem Komitetów Monitorujących programy krajowe i programy regionalne. Aby wypełnić wszystkie wymogi postawione przed Stowarzyszeniem Dziennikarzy podajemy skład poszczególnych Komitetów Monitorujących.