Z ANGORY nr 3
Dziennikarze RP | 11 sty 2026 15:07 | Brak komentarzy

Okno na media
„Wystrzałowy sylwester z Republiką” 2025 r. nie wystrzelił. Zapowiadano oglądalność wyższą niż w roku poprzednim, gdy koncert w telewizji oglądało średnio 1,5 miliona widzów, a stało się inaczej – przed telewizorami zasiadło tylko 1,33 miliona. W tej sylwestrowej walce stacji telewizyjnych Republika przegrała z TVP2 i Polsatem. I to mimo wysiłków Sakiewicza, który nakręcając oglądalność swojej stacji, tak się wkręcił w disco polo, że zapomniał o transmisji orędzia prezydenta Karola Nawrockiego.
Nie sądzę, żeby zapomniał, raczej jako prywatny właściciel stacji telewizyjnej skorzystał z tego przywileju, że nie ma obowiązku transmitowania orędzia prezydenta. W noc sylwestrową dla Sakiewicza ważniejsza była maksymalna oglądalność programu niż pokazanie prezydenta Nawrockiego głoszącego orędzie, które według wielu komentatorów nie miało cech tradycyjnego noworocznego orędzia. Byli i tacy, którym się nie podobało, bo było napastliwe w stosunku do rządu, a powinno być pojednawcze.
Dla kilkuset rozbawionych i podskakujących w rytmie disco na Placu Niepodległości w Chełmie ludzi, których redaktorka Popek zagrzewała do wystrzałowej zabawy, było to zupełnie obojętne. Natomiast łatwo wyobrazić sobie wnerwionych wyznawców Republiki, którzy, co najmniej w liczbie miliona, nie doczekali się przed telewizorami orędzia prezydenta. Żaden Papa Dance ani Playboys nie byli w stanie wynagrodzić im poniesionej straty. Sylwestrowy wieczór bez orędzia prezydenta Nawrockiego to dla telewidzów Republiki jak serwis informacyjny „Dzisiaj” bez Danuty Holeckiej. Najwierniejsi wyznawcy stacji uznali brak transmisji orędzia „za karygodne zaniedbanie, poważny błąd, wręcz skandal”, o czym dali znać postami w mediach społecznościowych.
Wyobraźmy sobie podobną sytuację w TVP. Opozycja wszczęłaby natychmiastowe dochodzenie. Jeszcze w czasie sylwestra posłowie PiS dotarliby do TVP z kontrolną wizytą i żądaniem dymisji. Właściciela Republiki zdymisjonować nie sposób. Można tylko w mediach społecznościowych wyrazić krytyczne uwagi pod adresem Republiki i Sakiewicza – i tak się stało.
Internauci zmienili obiekt zainteresowania, gdy 3 stycznia Trump najechał na Wenezuelę i pojmał prezydenta Nicolása Maduro z małżonką. Świat oniemiał z powodu tego bezprecedensowego napadu na suwerenne państwo. Dla Sakiewicza, jak sądzę, to zaskakujące wydarzenie światowe miało zgoła inne znaczenie. Nadarzyła się okazja, by najazdem Trumpa przykryć brak orędzia w sylwestrowym programie Republiki. Wykorzystał więc pojmanie dyktatora Maduro, przenosząc reżim z Wenezueli na grunt polski. W serwisie X redaktor naczelny znaczącej stacji „zabłysnął wystrzałowo” skandalicznym wpisem: „Assad, Maduro… Tusk?”. W tym momencie nikt już nie pamiętał o orędziu, którego nie było. Zaczęto się zastanawiać, jak Sakiewicz mógł tak potraktować premiera.
Wyjaśnił to poseł Zbigniew Kuźmiuk: „Żyjemy w wolnym kraju, jest wolność słowa, więc Sakiewicz miał prawo wypowiedzieć swoje zdanie”. Nie zauważył jednak poseł, że ten post Sakiewicza może mieć głębsze znaczenie i tak przez wielu został odczytany. Wskazał bowiem Trumpowi kierunek działania w czasie przyszłej kampanii wyborczej w Polsce. Wprawdzie trudno wyobrazić sobie porwanie „dyktatora Tuska”, ale wpływanie na kampanię wyborczą w roku 2027 już znacznie łatwiej. Wiele znaków na ziemi i niebie wskazuje, że polska opozycja oczekuje obcego wpływu na wybory. Potwierdził to swoim wpisem na X Mariusz Kamiński, europoseł: „Zobacz Donald Tusk, jak kończą dyktatorzy”. Czyta się to nie jak prognozę, a wręcz bezpośrednią groźbę.
ANDRZEJ MAŚLANKIEWICZ
TELEWIZOR POD GRUSZĄ
W cyklu Ocalić od zapomnienia zajmę się nomen omen sprawą, która dotyka telewizorni. Dawno, bo w 2008 roku, premier Tusk był święcie przekonany, że abonament radiowo-telewizyjny jest niczym innym, jak tylko haraczem ściąganym od ludzi. Twierdził też, iż ów sposób finansowania mediów jest przeżytkiem i czas najwyższy skończyć z tym łupieniem rodaków! Będąc premierem, mając w rękach wystarczającą władzę, przyrzekł uczynić to niebawem. Ale nie zrobił tego – zawiódł! Obecnie Tusk ponownie stoi na czele Rady Ministrów i nie przeszkadza mu, że abonament RTV jak był, tak jest i uwiera ludzi niczym kamień w bucie. Obietnica premiera okazała się funta kłaków warta – jak wiele innych, którymi nas przez lata karmił i karmi!
Włodarze telewizji publicznej – niezależnie z jakiego są partyjnego rozdania – wciskają nam, że bez pieniędzy z abonamentów nie są w stanie realizować programów misyjnych! Chcieliby bardzo, ale nie dadzą rady! To wyjątkowo bezczelne i podłe kłamstwo. Biedacy, nie mają szmalu na programy misyjne, za to bez problemu znajdują kasę na kretyńską rozrywkę, debilne formaty, szmatławe seriale i nędzną, propagandową publicystykę. Telewizja, tylko z nazwy publiczna, nie służy obywatelom! Z przymrużeniem oka patrzy władzy na ręce, nie jest rzetelna, obiektywna i bezstronna! To jest telewizja PARTYJNA! Rządzi nią ugrupowanie, które wygrało wybory i ma władzę. Partia obsadza TVP swoimi ludźmi i przekształca ją w swoją tubę propagandową! Gdyby ta telewizja nie była traktowana jak wyborcza zdobycz, nie przechodziłaby z rąk do rąk, byłaby wiarygodna i cieszyłaby się poważaniem. Ponieważ jest własnością partii rządzącej, więc niech ona ją finansuje, a nie obywatele! Taka stronnicza telewizja nie jest Polakom potrzebna! Najgorsze w tym wszystkim jest, że tego TVPmolocha, owej przechowalni spadów partyjnych, nie da się zreformować i stworzyć telewizji publicznej z prawdziwego zdarzenia. Takiej, do której Polacy mieliby zaufanie i z którą by się utożsamiali!
ANTONI SZPAK
Komentarze
Pozostaw komentarz:











Trafiamy na książkę Jacka Snopkiewicza „Bezpieka zbrodnia i kara?”, wydaną wprawdzie przed trzema laty, ale świeżością tematu zawsze aktualna. „Bezpieka” jest panoramą powstania i upadku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, urzędu uformowanego na wzór radziecki w czasach stalinizmu.
Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.
17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.








Reprezentacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest pełnoprawny, członkiem Komitetów Monitorujących programy krajowe i programy regionalne. Aby wypełnić wszystkie wymogi postawione przed Stowarzyszeniem Dziennikarzy podajemy skład poszczególnych Komitetów Monitorujących.