Z ANGORY nr 11
Dziennikarze RP | 9 mar 2026 08:47 | Brak komentarzy

Okno na media
Oczy całego świata zwrócone są na Iran. Wojna. Prezydent Trump nazywa to specjalną operacją wojskową. Ktoś już agresję określał podobnie. Ta wojna jest daleko od Polski, ale w czasach globalnych, przy rozwiniętej technice wojennej, odległość to żadna przeszkoda. Nie mam zamiaru straszyć ani przewidywać konfliktu rozlanego na cały świat, chociaż nigdy nie można wykluczyć takiego obrotu wydarzeń.
Wojna w Iranie miała trwać kilkadziesiąt godzin, tymczasem naloty i ataki odwetowe nie ustają od tygodnia. Konflikt przybiera na sile, zgodnie z zapowiedziami i ku zadowoleniu prezydenta Trumpa. Dla nas od pierwszych godzin tej wojny najważniejszą sprawą stały się losy kilkunastu tysięcy Polaków uziemionych na lotniskach z powodu zamkniętej przestrzeni powietrznej na Bliskim Wschodzie. Powrót do kraju stał się niemożliwy, a pobyt w miejscach w tamtych rejonach niebezpieczny.
Na Bliskim Wschodzie spadają pociski i drony, rozgrywają się ludzkie dramaty, a tymczasem opozycja w kraju znajduje dobry pretekst, by atakować rząd – bo nie wysłał natychmiast samolotów po polskich turystów. Mariusz Błaszczak, pierwszy w „dowalaniu” rządowi Tuska, wychodząc przed szereg, przed MSZ, już drugiego dnia wojny wykrzykiwał: Gdzie się schował Radosław Sikorski? Gdzie jest Donald Tusk… Gdzie jest plan ewakuacji obywateli Polski z Bliskiego Wschodu… Wychodzi rzecznik MSZ i kłóci się z dziennikarzami, to jest reakcja rządu, Koalicji 13 grudnia… Jakie to są standardy? A rzecznik PiS Rafał Bochenek uzupełniał: Polski rząd zaspał i zawalił sprawę bezpieczeństwa Polaków na Bliskim Wschodzie… Polacy nie zostali z wyprzedzeniem poinformowani, że skala irańskiego odwetu może być aż tak duża.
Czy tym panom resztki rozsądku i pamięci wyparowały z głów? Premier Tusk w odpowiednim czasie, przed inwazją, ostrzegał i odradzał wyjazdy w tamte rejony. Podobnie minister Sikorski. Ale Bochenek zawsze kłamał, a „mistrz wojskowości”, strateg podwórkowy Błaszczak gotów był wysyłać pilotów na Bliski Wschód natychmiast, bez przygotowania i rozeznania, narażając na niebezpieczeństwo. Dla opozycji każda okazja jest dobra do wzniecenia politycznej zadymy. Dla prawicowych dziennikarzy to woda na młyn, chętnie wtórują: „Gdzie jest Tusk?”. Takie pytanie, jako najważniejsze w drugim dniu inwazji, kierowali do rzecznika MSZ, a rzecznik „temperował”, bo co miał robić? Odpowiadać na głupie pytania?
Telewizja Republika z kolei wyjaśniła na pasku: Tusk na wywczasie w Sopocie, Kosiniaka-Kamysza nie ma w kraju, a Polacy tkwią bez pomocy na Bliskim Wschodzie. Pod ostrzałem giną tysiące irańskich żołnierzy, umierają cywile, na lotniskach koczują przerażeni Polacy, a w Telewizji Republika – „domu wolnego słowa” – zabawa trwa. Panowie Rachoń i Klarenbach prześcigają się w głupich dowcipach: Czy rzecznik MSZ to wewur, a może wiewiór, a ten poprzedni, Wroński, to co z nim? Szykuje się do Bułgarii, już zdał egzamin. Celująco, musiał znać pytania… Rachoń wrzuca na ekran rozmowę Rymanowskiego z rzecznikiem rządu Adamem Szłapką. Rzecznik, to prawda, nie był najlepiej przygotowany do rozmowy o sytuacji na Bliskim Wschodzie. To takie szłapkowanie – stwierdza Klarenbach, a żeby można było bardziej porechotać, Rachoń dodaje: Takie trochę brejowate. I rechoczą. Chwilę później Klarenbach wywleka zdjęcie marszałka Czarzastego w markecie z wózkiem wypełnionym zakupami. To ma być ilustracja do tego, że „pozostawieni bez opieki rządu Polacy nie mają wyżywienia”. Żenada. Nie wiadomo, czy to ma być show, czy kabaret. Na tle tragicznej wojny w Iranie żarty raczej nie na miejscu.
ANDRZEJ MAŚLANKIEWICZ
TELEWIZOR POD GRUSZĄ
Święto Kobiet skłoniło mnie do wyznania, z którym nosiłem się od dawna! Kiepskie czasy nastały dla nas, dojrzałych, pełnych wigoru mężczyzn, zachowujących się wobec kobiet szarmancko – mających nawyk zwracania się do pań z wyczuciem, bez niestosownych żartów, aluzji! Takie staroświeckie relacje damsko-męskie nie są dzisiaj w cenie. Obecnie niewinne adorowanie czy hołubienie płci pięknej wynikające z dobrego wychowania i kultury osobistej uchodzi wśród ortodoksyjnych feministek za niewłaściwe – mocno podejrzane!
Tacy jak wyżej opisani mężczyźni, jeżeli nie chcą się narazić owym wyzwolonym, wolnym, niezależnym niewiastom, muszą trzymać język za zębami – ważyć każde słowo i co najważniejsze – powstrzymywać się od wyrażania swojego zachwytu, komplementowania ich urody, wyglądu i intelektu! W przeciwnym wypadku będą na bank ciążyły na nich zarzuty spoufalania się, nękania, psychicznego molestowania. W głowach wojujących z chłopami feministek tkwi przekonanie graniczące z pewnością, że wszystkie relacje męsko-damskie mają w sobie znamiona samczej dominacji – wyraźnego seksizmu! Z takimi kategorycznymi opiniami nie ma sensu polemizować – a tym bardziej walczyć! No cóż, czy nam się to podoba, czy nie, do historii przechodzi męska galanteria, która nakazywała kłaniać się uniżenie paniom, przepuszczać je przodem w przejściach, podsuwać krzesło podczas siadania przy stole, składać na ich dłoniach w trakcie powitania i pożegnania delikatny, wyzuty z wszelkiego erotyzmu pocałunek, służyć swoim ramieniem, gdy zachodzi potrzeba itp., itd.!
Przykładów takiego wyrazu szacunku dla kobiet jest bez liku! Dziś generalnie to wszystko, czego uczyli i na co zwracali naszą uwagę rodzice, szkoła – ten cały savoir-vivre – można sobie o kant stołu rozbić! Dla pań zaczadzonych ortodoksyjnym feminizmem, mających hopla na punkcie fałszywie pojętej równości, ideałem mężczyzny jest buc niezwracający na nie uwagi! Przy takim nastawieniu, czyli samouwielbieniu feministek, męska adoracja jest im całkowicie zbędna!
ANTONI SZPAK
Komentarze
Pozostaw komentarz:












Trafiamy na książkę Jacka Snopkiewicza „Bezpieka zbrodnia i kara?”, wydaną wprawdzie przed trzema laty, ale świeżością tematu zawsze aktualna. „Bezpieka” jest panoramą powstania i upadku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, urzędu uformowanego na wzór radziecki w czasach stalinizmu.
Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.
17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.








Reprezentacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest pełnoprawny, członkiem Komitetów Monitorujących programy krajowe i programy regionalne. Aby wypełnić wszystkie wymogi postawione przed Stowarzyszeniem Dziennikarzy podajemy skład poszczególnych Komitetów Monitorujących.