REM o tym, kiedy dziennikarz musi, a kiedy nie musi, autoryzować tekst rozmowy
Dziennikarze RP | 9 wrz 2026 18:56 | Brak komentarzy
Warszawa, 8 września 2026 r.
Pani Anna Karbownik
Trzebnica
Zwracam się z prośbą o sprawdzenie etyczności postępowania redaktora Daniela Długosza z Gazety „Nowa” w miejscowości Trzebnica – woj. dolnośląskie – napisała Pani do REM, załączając numer „Nowej Gazety Trzebnickiej” 27/2026, w którym ukazał się artykuł „Dlaczego Anna Karbownik wycofała wywiad? O czym rozmawialiśmy w Boleścinie”.
Zaprosiłam pana Daniela Długosza, redaktora gazety „Nowa” do szkoły na rozmowę, aby pokazać, jak szkoła się rozwija i aby ten wywiad był promocją szkoły. Pan Daniel rozpoczął rozmowę od politycznego ataku na mnie i mojego męża, co nie miało żadnego związku z tematem zaplanowanego wywiadu. Następnie rozmowa toczyła się o szkole – o jej sukcesach.
Po kilku dniach pan Daniel Długosz przedstawił mi artykuł do autoryzacji . W pierwszej chwili zgodziłam się, ale po konsultacji z prawnikiem wycofałam swoją zgodę i nie wyraziłam zgody na publikację informacji zawartych w artykule. Pan Daniel poinformował mnie, że artykuł nie będzie publikowany. Jednak 01.07.2026 artykuł ukazał się w wersji on line, a 02.07.2026 w wersji papierowej. (…) Proszę o przeanalizowanie sprawy – napisała Pani w skardze.
Dołączyła Pani zapis swojej korespondencji z red. Długoszem, w której napisała: „Nie wyrażam zgody na publikację w artykule fragmentu dotyczącego polityki i męża. Proszę tylko pisać o szkole”. Odpowiedź dziennikarza brzmiała: ”W takiej formie absolutnie nie mogę dać wywiadu. To ma być rzeczywista rozmowa, a nie tekst sponsorowany”.
REM zapoznała się z artykułem „Nowej Gazety Trzebnickiej” o szkole podstawowej w Boleścinie. Z artykułem, nie z wywiadem. Dlaczego to ważne? Ponieważ polskie prawo prasowe wymaga autoryzacji jedynie wywiadu, bo tylko ta forma dziennikarska jest zapisem „dosłownie cytowanej wypowiedzi” (art. 14a prawa prasowego).
W artykule może nie być takich cytatów i tak właśnie skonstruowany jest tekst w „Nowej Gazecie Trzebnickiej”. „Anna Karbownik szczegółowo opisywała… opowiadała… przekonywała… zapewniała… pokazywała… podkreślała”. Nie ma ani jednej „dosłownie cytowanej wypowiedzi”, która wymaga autoryzacji.
Nowelizacja prawa prasowego z 2017 r. ustanawia zresztą jej ścisłe terminy i wyłącza karę grzywny za brak autoryzacji, jeśli opublikowana wypowiedź jest identyczna z udzieloną (art. 49b ust. 2). W Pani zapisie swojego kontaktu z redakcją nie ma mowy o terminach autoryzacji, choć przyznaje Pani, że zgodę wyraziła, a następnie wycofała. W artykule redaktor Długosz informuje, że „Rozmowa trwała blisko dwie godziny i została nagrana”. Mógł więc opublikować wywiad, ale tego nie zrobił, co dobrze o nim świadczy.
Analiza przedstawionej przez Panią sprawy prowadzi REM do wniosku, że red. Długosz nie naruszył Karty Etycznej Mediów ani art. 14a prawa prasowego. Można zresztą przypuszczać, że Pani również jest tego świadoma; dlatego „wywiad” o którym początkowo pisze Pani do REM, zamienia się w „artykuł” zawierający informacje, na których publikowanie Pani „nie wyraziła zgody”. Ale dziennikarz o nią nie powinien pytać, a Pani nie miała prawa jej żądać.
P.S. Utrzymywanie w polskim prawie prasowym instytucji autoryzacji, nawet w okrojonej formie, jest ewenementem ograniczającym wolność słowa. Autoryzacja nie obowiązuje w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, USA. Dziennikarz odpowiada tam za błędne przytoczenie słów rozmówcy dopiero po publikacji materiału. Także w Polsce nagrania radiowe i telewizyjne autoryzacji nie podlegają.
W imieniu Rady Etyki Mediów
Andrzej Krajewski
członek REM
Komentarze
Pozostaw komentarz:





Trafiamy na książkę Jacka Snopkiewicza „Bezpieka zbrodnia i kara?”, wydaną wprawdzie przed trzema laty, ale świeżością tematu zawsze aktualna. „Bezpieka” jest panoramą powstania i upadku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, urzędu uformowanego na wzór radziecki w czasach stalinizmu.
Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.
17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.









Reprezentacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest pełnoprawny, członkiem Komitetów Monitorujących programy krajowe i programy regionalne. Aby wypełnić wszystkie wymogi postawione przed Stowarzyszeniem Dziennikarzy podajemy skład poszczególnych Komitetów Monitorujących.