REM, CZYLI PASTOR WŚRÓD KURTYZAN

| 26 Gru 2016  11:34 | Brak komentarzy

W połowie 2015 roku Konferencja Mediów Polskich, powołana przed 22 laty z inicjatywy księdza Wiesława Niewęgłowskiego, po wyczerpaniu się formuły porozumienia założycieli, przekształcona została w Stowarzyszenie. To istotna zmiana, gwarantująca osobność prawną nie tylko Konferencji, ale także powołanej przez nią Radzie Etyki Mediów. Czy ta nowa formuła sprawdza się w działaniu?

Na to ostatnie pytanie oraz kilka innych odpowiada przewodniczący Rady Etyki Mediów red. Ryszard Bańkowicz w rozmowie z Andrzejem Maślankiewiczem

– Formuła sprawdza się całkowicie, bo pozbawia tych, którym dopiekły oświadczenia i stanowiska REM, pretekstów, by kwestionować jej legalność. REM istnieje, ma osobowość prawną. Komuś, kto próbuje temu zaprzeczać, można teraz podetknąć pod oczy dokument z właściwymi stemplami i podpisami. Działamy, pracujemy. Ale nie dziwię się tym, którzy pytają, czy aby naprawdę. Niemal wyłącznie zajmujemy się sprawami bagatelnymi, powiedzmy drugorzędnymi.

–Bo dziennikarze przestrzegają zasad etyki zawodowej?

– Bo nikt ich nie przestrzega. Pamięta Pan hasło „Prasa kłamie!”, druzgoczące oskarżenie słusznie przemijającego systemu o to, że totalnym zakłamaniem broni się przed ostatecznym upadkiem? Dziś media naginają i wypaczają prawdę powszechnie – kto powie, że po prostu kłamią, ten wyrazi to bez podsuwanych przez nakaz poprawności eufemizmów – i prawie nikogo to nie dziwi ani nie oburza.

– Więc REM powinna alarmować, krzyczeć, bić w dzwony.

– Wołać na puszczy, prawda? Przypomnę Panu kilka podstawowych zasad zapisanych w Karcie Etycznej Mediów, podstawy działania REM. Zasada prawdy mówi, że „dziennikarze, wydawcy, producenci i nadawcy dokładają wszelkich starań, aby przekazywane informacje były zgodne z prawdą, sumiennie i bez zniekształceń relacjonują fakty w ich właściwym kontekście”. Zasada obiektywizmu nakazuje, by „autor przedstawiał rzeczywistość niezależnie od swoich poglądów, rzetelnie relacjonował różne punkty widzenia”. Są w tym kodeksie zasady szacunku i tolerancji (a więc „poszanowania ludzkiej godności, praw, dóbr osobistych, a szczególnie prywatności i dobrego imienia”), pierwszeństwa dobra odbiorcy (co znaczy, że „podstawowe prawa czytelników, widzów i słuchaczy są nadrzędne wobec redakcji, dziennikarzy, wydawców, producentów i nadawców”), wolności i odpowiedzialności (bo „wolność mediów nakłada na dziennikarzy, wydawców, producentów, nadawców odpowiedzialność za treść i formę przekazu oraz wynikające z nich konsekwencje”). Dlaczego Pan się nie śmieje? Nie czyta Pan gazet, internetu, nie słucha Pan radia, nie ogląda telewizji?

– A co w tym śmiesznego?

– Jestem w REM od 2008 roku, od 2011 jako jej przewodniczący. Obserwuję te zmiany. Jeszcze kilka lat temu redakcje i dziennikarze bronili się przed zarzutem naruszenia zasad etycznych jak tylko mogli. Odbierali go jako kwestionowanie ich zawodowego profesjonalizmu. Dziś tylko machną ręką. Jak REM ma tłumaczyć im i ich szefom, że wierność zasadom etyki zawodowej buduje wiarygodność dziennikarza i tytułu, dla którego pracuje? Kogo to obchodzi? Jeśli znajdzie się młody dziennikarz, który stawiałby etykę zawodu na wysokim miejscu, to dowie się od kierownika działu albo od naczelnego, że liczą się tylko przeliczalne wyniki: nakład, słuchalność, oglądalność, klikalność. Słupki i wykresy. Że kto chce się zajmować etyką niech idzie do klasztoru. A jeśli naczelny byłby innego zdania, to wydawca zamieni go na takiego, który nie będzie. Kiedy rozmawiam z harującymi na wierszówkę dziennikarzami i mówię o misji REM, czuję się trochę jak pastor, który dziewczynom z domu publicznego opowiada o wartości dziewictwa, albo przekrzykuje pijaków w zatłoczonej knajpie, by przekonywać ich do abstynencji. To odpowiedź na pytanie, co w tym śmiesznego. Zawracanie Wisły kijem. Etyczna publikacja dziennikarska jest najczęściej w oczach wydawcy, właściciela mediów, produktem nieatrakcyjnym marketingowo. Prawda źle się sprzedaje, a nieprawda – zwłaszcza jeśli sensacyjna – dobrze. Kto nie chce za bardzo brudzić rąk, sięga do półprawd, niby zapominając, że pół prawdy to całe kłamstwo.

– Surowo ocenia Pan polskie media.

– Niczego im nie wytykam, nie moralizuję. Warunki wyznacza rynek. Tak jest dziś wszędzie, bo charakter tego rynku określa także powszechność mediów pozornie drugiego planu: internetowych i społecznych. I inne niż kiedyś oczekiwania odbiorców. Ilu z nich czyta (słucha, ogląda) aby poznać prawdę? Ludzie sięgają do mediów, by umacniać się w swoich przekonaniach i poglądach, politycznych, ale nie tylko. Chcą się czuć dobrze we własnej grupie, być razem przeciwko innej. Chcą widzieć, że nie są sami, że przeciwnie – tacy jak on są liczni, i razem chętnie drwią z tych, z którymi się nie zgadzają, z satysfakcją ich znieważają, czytają i piszą obraźliwe komentarze. Liczy się dla nich subiektywna prawda, a obiektywna nie istnieje, bo przeczy tamtej.

– To przecież także postawa wielu dziennikarzy.

– Tak. Tych, którzy swój brak obiektywizmu uważają za atut, przedstawiają się jako dziennikarze rządowi lub opozycyjni, deklarują, że w dzielących społeczeństwo sporach są stroną, a nie wolnym od uprzedzeń obserwatorem, recenzentem. Zabawne, że przeciwko takim samym jak oni dziennikarzom po drugiej stronie nakreślonej przez nich linii wytaczają zarzut stronniczości.

– Jedni i drudzy godzą się ze świadomością, że media nie muszą mówić prawdy?

– To dziś ciężka choroba mediów, wszystkich. Ile kłamstw musiało się przelać przez media brytyjskie, by inicjatorzy wyjścia z UE osiągnęli Brexit, cel swojej kampanii? Ile zakłamania jest dziś w prasie niemieckiej, np. w kwestiach dotyczących uchodźców i ich przestępstw, ukrywanych, by nie kompromitować otwartości okazanej im przez panią kanclerz? A prasa francuska z jej półprawdami o rządowej polityce antyterrorystycznej? A media amerykańskie w kampanii wyborczej Clinton i Trumpa? To nie jest tylko polska choroba. I nigdzie, nie tylko w Polsce, strażnicy etyki dziennikarskiej nie mają na nią lekarstwa. Żadne z analogicznych do REM ciał w tych krajach, także w Holandii (kłamstwa w sprawie imigrantów), Włoszech (kłamliwa kampania polityczna przed rozpisanym przez premiera referendum), Grecji (Angela Merkel jako współczesny Hitler) nie wiedziało po jaką maść ze swojej półki sięgnąć, jaki zaaplikować zastrzyk. Bezradność brytyjskiej, Press Complaints Commission wobec kampanii za Brexitem była szczególnie wymowna, bo ta szanowana instytucja stanowiła przez dekady wzorzec regulacji i praktyki w dziedzinie etyki mediów.

– Więc siedzicie z założonymi rękami?

– Nie, rozpatrujemy skargi, a napływa ich po kilkanaście tygodniowo. Dotyczą, jak mówiłem, spraw drugorzędnych, jeśli oceniać je miarą misji REM, nadziei wiązanych z REM przez ojców-założycieli, ale przecież istotnych dla autorów skarg. To nieuzasadnione odmowy zamieszczenia sprostowania. To niewłaściwe, zdaniem skarżących, zachowanie dziennikarza („wtargnął”, piszą, na zamknięte posiedzenie rady miejskiej, podczas gry on twierdzi, że „uczestniczył” w nim, bo powinno być otwarte dla publiczności). To liczne (np. w sprawach o znieważenie) skargi kancelarii adwokackich. Budzą moje wątpliwości, bo z doświadczenia wiem, że autorzy skargi posłużą się opinią REM, jeśli będzie korzystna dla opłacających ich usługi klientów, albo schowają ją, gdy uznają, że jest niekorzystna. To bardzo wiele skarg mających uderzyć w dziennikarza innej niż autor opcji politycznej. To skargi na autorów reportaży społecznych, interwencyjnych, zwłaszcza w telewizjach lokalnych, którzy, w opinii skarżących, prezentują, lub faworyzują, racje jednej tylko strony konfliktu.

– Nie zawsze skarżący się na nieetyczne postępowanie dziennikarzy mają rację. Co z takimi przypadkami robi REM?

– Informuje skarżących, że REM nie podziela ich zarzutu. A innym tłumaczy, że piszą na niewłaściwy adres. Tym, którzy skarżą się na nieetyczne, jak uważają, wpisy i komentarze internautów, na nieetyczne, ich zdaniem, reklamy, na filmy, których dzieci nie powinny oglądać, wyświetlane, gdy jeszcze nie śpią. Wyjaśniamy, że REM jest tylko od dziennikarzy, tylko od naruszeń etycznych zasad zawodowych, których dokonać mogą jedynie w swoich publikacjach, artykułach, programach, audycjach, że jak dziennikarz ukradnie rower to jest złodziejem rowerów, a nie obiektem troski o przestrzeganie zasad zapisanych w Karcie Etycznej Mediów.
Staramy się przede wszystkim , by nie pozostały bez odpowiedzi skargi od osób powodowanych tym samym, który nas nurtuje, niepokojem o etyczny obraz polskich mediów. Chcemy, by wiedzieli, że REM podziela ich obawy.

– Dziękuję za rozmowę.

Komentarze

Pozostaw komentarz:





  • ZAPROSZENIA

    Studio Reportażu i Dokumentu

    zaprasza na

    Spotkanie z Reportażem Radiowym”

    w programie m.in. prezentacja reportażu

    Krok po kroku”

    Cezarego Galka

    oprawa muzyczna: Anna Ozner (śpiew)

    Paweł Lipski (akompaniament)

    Spotkanie poprowadzi: Irena Piłatowska

    wtorek, 25.09.2018, godzina 18.00

    Klub Księgarza, Rynek Starego Miasta 22/24

  • POLECAMY

  • ***

    witryna4
    To miejsce przeznaczamy na wspomnienia dziennikarzy. W ten sposób staramy się ocalić od zapomnienia to, co minęło...

    Przejdź do Witryny Dziennikarskich Wspomnień

    ***

  • MEDIA

    Janusz Kawecki z KRRiT: nie chciałem nagrody i przekazałem ją na cele charytatywne, mogę dołożyć się do kosztów ochrony Kaczyńskiego Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji prof. Janusz Kawecki zapewnił, że był przeciwny przyznawaniu mu nagrody za ub.r. i w całości przeznaczył ją na różne cele charytatywne. Jednocześnie skrytykował media w negatywnym tonie opisujące duże wydatki na ochronę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Czytaj więcej...
    ***
    VN zwrócił żonie Urbana pieniądze z licytacji występu w „Szkle kontaktowym” W styczniu br. redakcja „Szkła kontaktowego” TVN24 prowadziła licytację występu w programie. Licytację zakończono wynikiem 30 800 zł, a cały dochód trafił na konto WOŚP. Występ wylicytowała Małgorzata Daniszewska, żona redaktora naczelnego tygodnika „Nie” Jerzego Urbana, która jednak nie pojawi się w „Szkle”. - Wszystkie pieniądze, które wpłacili zostały im zwrócone. Nie każdy potrafi się bawić, a my nie możemy oddawać naszych łamów po to, żeby ktoś reklamował swoje pismo - stwierdził Tomasz Sianecki. Czytaj więcej...
    ***
    Polsat News: „Wydarzenia i opinie” zamiast „Gościa Wydarzeń”, prowadzącymi Gawryluk, Mosór i Wrześniewska-Sieger Od dzisiaj w Polsat News po głównym wydaniu „Wydarzeń” zamiast „Gościa Wydarzeń” będzie emitowany od poniedziałku do piątku nowy, dłuższy program „Wydarzenia i opinie”. W różne dni będą go prowadziły Dorota Gawryluk, Agnieszka Mosór i Joanna Wrześniewska-Sieger. Czytaj więcej...
    ***
    „Nasz Dziennik” zamieścił wzór zgłoszenia do prokuratury plakatu PO, na którym „Rydzyk wziął 94 mln zł dotacji” Na kolejnym plakacie Platformy Obywatelskiej krytykującym premie i dotacje przyznawane przez obóz rządzących znalazł się o. Tadeusz Rydzyk. - Atakowali i atakują nas cały czas przeróżnymi kłamstwami, a najbardziej tym, jaki to rzekomo jestem bogaty. To wszystko miało służyć temu, żeby zniechęcić ludzi, żeby nie utrzymywali naszych katolickich mediów - skomentował o. Tadeusz Rydzyk. A „Nasz Dziennik” zachęca czytelników, żeby zgłaszali plakat do prokuratury. Czytaj więcej..
    ***
    Dziennikarze śledczy z Czech czują się zastraszani przez policję Troje dziennikarzy śledczych, którzy m.in. zajmują się biznesową działalnością szefa ruchu ANO, premiera Andreja Babisza, przekazało w czwartek agencji CTK oświadczenie, w którym sugerują, że policja chce ich zastraszyć lub zniechęcić do dalszej pracy. Czytaj więcej..
    ***
    Krzysztof Czabański grozi pozwem za sugestie, że dostał 72 tys. zł nagród jako wiceminister kultury Szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański zapowiada wystąpienie do prokuratury i sądu, ponieważ Platforma Obywatelska zarzuca mu wzięcie 72 tysięcy zł nagrody. Czabański utrzymuje, że dostał tylko 6 tys. zł. - Będę domagał się przeprosin i wpłacenia 72 tysięcy na toruńskie schronisko dla zwierząt - zapowiada Czabański w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl. Czytaj więcej...
    ***
    KRRiT o 82 tys. zł na nagrody: przyznano je zgodnie z przepisami, poprzedni skład wydał 6 razy więcej służbowymi kartami Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji potwierdziła, że w ub.r. jej członkowie otrzymali 81,7 tys. zł netto kwartalnych nagród. Jednocześnie zwróciła uwagę, że w 2015 roku poprzedni skład KRRiT dostał 60 tys. nagród, za to jego wydatki służbowymi kartami kredytowymi wyniosły 40 tys. zł, podczas gdy obecni członkowie KRRiT w ub.r. wydali w ten sposób 6,1 tys. zł. Czytaj więcej...
    ***
    Prezes PiS sugeruje, że wywiad z nim dla Wpolityce.pl był nieprawdziwy Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości zaprzeczył, że w wywiadzie dla serwisu Wpolityce.pl mówił, że radził Beacie Szydło: „pokaż proszę pazurki”. Czytaj więcej...
    ***
    KRRiT ma zastrzeżenia do nowych telewizji naziemnych Żaden z nowych telewizyjnych kanałów naziemnych nie był tworzony zgodnie ze wszystkimi obowiązkami wynikającymi z koncesji – stwierdziła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Czytaj więcej...
  • WYDARZENIA

    Laureaci Nagród SDP
    21 marca , pierwszego dnia wiosny,jak zaznaczył prezes Krzysztof Skowroński, w Domu Dziennikarza w Warszawie odbyła się uroczystość rozdania dorocznych nagród SDP.Poniżej lista laureatów.
    Czytaj więcej...
  • PARTNERZY

    infor_logo


  • FACEBOOK

  • Międzynarodowa Legitymacja Dziennikarska

    legitymacja Członkowie naszego stowarzyszenia mogą uzyskać legitymacje dziennikarskie (International Press Card) Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ (IFJ), z siedzibą w Brukseli.
  • Menu

  • Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy


    Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest organizacją członkowską Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy.
  • Tagi

  • ARCHIWUM