Kto był? Kto jest? Kto będzie?

| 28 kw. 2013  09:59 | Brak komentarzy

Kiedy przed blisko czterdziestu latu wstępowałem do Stowarzyszenia Dziennikarzy był to proces skomplikowany. Nie od razu pozwalano dostąpić zaszczytu przekroczenia progu Domu Dziennikarza na Foksal, gdzie wstęp był tylko za okazaniem legitymacji stowarzyszenia. Szatniarz, prawie taki sam jak przesławny Pan Franio w SPATiFie, pilnował tego aż za bardzo, zwłaszcza w odniesieniu do młodzieży. Maleńka legitymacja kandydacka SDP o wymiarach 7,5 cm na 6,5 cm, oczywiście czerwona, otwierała drzwi przesławnej restauracji „U Dziennikarzy”, która choć oficjalnie nazwy nie miała, nosiła w Warszawie takie miano.

Kandydatem stowarzyszenia mógł zostać tylko ten, kto pracował na etacie dziennikarskim, pilnowali tego doświadczeni kadrowcy w wydawnictwach, i miał dorobek. Nieco ponad dwa lata, od roku 1977 do 1979, czekałem aż szanowne władze Oddziału Warszawskiego pozwoliły na wydanie mi oprawnej w skórę legitymacji członkowskiej ze złotym napisem „Prasa”. Litery na legitymacji były duże i widoczne z daleka. Robiły wrażenie na płci pięknej, gdy legitymacja „przypadkowo” wypadała z kieszeni. O legendzie restauracji zamilczę, bo na ten temat lepsi ode mnie napisali dostatecznie wiele. Tak było naprawdę, to zapewnienie kieruję do młodzieży, która może mieć wątpliwości. W redakcji delegat stowarzyszenia też się liczył. Nie tylko z urzędu zasiadał w kolegium, ale miał prawo weryfikowania wycen materiałów, co dawało mu poczesne miejsce w redakcyjnej hierarchii. Nie pamiętam dokładnie, ale coś mi się wydaje, iż nie regulowały tego żadne przepisy wyższego rzędu, po za regulaminem redakcji, a i to nie zawsze. W kilku, spośród redakcji, w których pracowałem, jakoś o opracowaniu regulaminu zapomniano, co wcale nie zmieniało pozycji „delegata redakcyjnego”. Był on wybierany za zebraniu koła stowarzyszenia w wyborach jak najbardziej demokratycznych. I jak sięgnę pamięcią na ogół brakowało ludzi godnych zaufania, którzy godziliby się na objęcie tej zaszczytnej funkcji. Teraz delegaci już nie istnieją, ale tak samo jak przed laty brakuje chętnych, spośród osób powszechnie szanowanych, do podjęcia trudu działania na rzecz środowiska. Jednak w tamtych czasach nie było problemów, kto jest dziennikarzem.

Lata minęły i poza niechęcią do darmowej pracy na rzecz całego środowiska, wszystko się zmieniło. Gdyby obecnie, jako wyznacznik „bycia dziennikarzem” przyjąć posiadanie etatu okazałoby się, iż niejednokrotnie całe redakcje, z kierownictwami na czele, dziennikarzami nie są. Nie można też, jako kryterium określać zatrudnienia na podstawie zasad wynagradzania. Od połowy lat 90. ubiegłego stulecia przestał istnieć Układ Zbiorowy Pracy Dziennikarzy, a bardzo niewiele instytucji sensu stricte prasowych ma Zakładowe Układy Zbiorowe Pracy, w których zostali wyodrębnieni dziennikarze. O doświadczonych kadrowcach nie wspomnę, bo oni, jako pierwsi poszli na wcześniejsze emerytury dziennikarskie, których zresztą też już dawno nie ma. Tak samo skończyły żywot sześciotygodniowe urlopy dla dziennikarzy, a o półrocznych urlopach dla „poratowania zdrowia” zapisanych w Układzie Zbiorowym Pracy Dziennikarzy pamiętają tylko niektórzy z najstarszych koleżanek i kolegów.

Kto więc jest dziennikarzem obecnie? Definicja jest dość prosta – ten, kto pisze, nagrywa, filmuje lub robi to wszystko na raz. Na potrzeby publikatorów. Brzydkie to słowo, ale jak określić najkrócej wszystkie nośniki informacji? Tu jednak zaczynają się problemy. Puryści i kauzyperdy, a tych pośród nas nie brakuje, nie chcą uznawać za dziennikarzy kolegów pracujących dla tego lub owego tytułu. A to nie podoba się im poziom periodyku, a to ma, ich zdaniem, za małe oddziaływanie społeczne, a to głosi zbyt ekstremalne, a nawet szkodliwe poglądy. Każdy z powodów jest dobry by się zastanawiać nad przyjęciem do stowarzyszenia nowego członka. Tym bardziej, że teraz nie ma mowy o kandydowaniu, czy jakichkolwiek formalnych ograniczeniach. Zresztą przy minimalnym zainteresowaniu wstępowaniem do stowarzyszeń stawianie jakichkolwiek zapór biurokratycznych byłoby absolutnym nonsensem. Masz dorobek jest on publikowany, a więc masz prawo do bycia dziennikarzem. I tak właśnie być powinno. Organizacji dziennikarskich jest dostatecznie wiele by każdy móg ł sobie wybrać tę, która mu odpowiada. A o technikach przekazywania informacji nie ma co mówić, bo nawet eksperci nie nadążają, za ich rozwojem.

Najciekawsze jest jednak jeszcze przed nami. Już niebawem czytelnik, słuchacz i widz będzie miał możliwość indywidualnie tworzyć własne programy. I to wszelkiego rodzaju nie ważne czy będzie to słowo pisane, mówione, czy też obraz. A sprawa blogerów, którzy mają więcej czytelników niż uznane gazety? Czy są już dziennikarzami, czy też jeszcze nie? Nadchodzą czasy, gdy ilość osób, które mają wpływ na społeczeństwo za pośrednictwem słowa czy obrazu gwałtownie się zwiększa. Czy wszyscy spośród nich będą mogli ubiegać się o wstąpienie do stowarzyszeń dziennikarskich? Zapewne nie, ale wielu spośród nich w pełni będzie na to zasługiwać.

Wiesław Marnic

Komentarze

Pozostaw komentarz:





  • RADA ETYKI MEDIÓW

  • Międzynarodowa Legitymacja Dziennikarska

    legitymacja Członkowie naszego stowarzyszenia mogą uzyskać legitymacje dziennikarskie (International Press Card) Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ (IFJ), z siedzibą w Brukseli.
  • POLECAMY

    Dziennikarz Olsztyński 1/2022  
    Wojciech Chądzyński: Wrocław, jakiego nie znacie Teksty drukowane tutaj ukazywały się najpierw w latach 80. ub. wieku we wrocławskim „Słowie Polskim”, nim zostały opublikowane po raz pierwszy w formie książkowej w 2005 roku.

    Więcej ...


    Magnat prasowy, który umarł w nędzy 17 grudnia 1910 roku ukazał się w Krakowie pierwszy numer Ilustrowanego Kuryera Codziennego – najważniejszego dziennika w historii polskiej prasy. Jego twórca – pochodzący z Mielca – Marian Dąbrowski w okresie międzywojennym stał się najpotężniejszym przedsiębiorcą branży medialnej w Europie środkowej.

    Więcej ...


    Olsztyńscy dziennikarze jako pisarze Niezwykle płodni literacko okazują się członkowie Olsztyńskiego Oddziału Stowarzyszenia. W mijającym roku ukazało się sześć nowych książek autorów z tego grona. Czym mogą się pochwalić?

    Więcej ...



    Wyścig do metali rzadkich Niedawno zainstalowany w Warszawie francuski wydawca Eric Meyer (wydawnictwo o dźwięcznej nazwie Kogut) wydał na przywitanie dwie ciekawe pozycje, z których pierwszą chcemy przedstawić dzisiaj. To Wojna o metale rzadkie francuskiego publicysty Guillaume Pitrona, jak głosi podtytuł Ukryte oblicze transformacji energetycznej i cyfrowej.

    Więcej...

     

  • ***

    witryna4
    To miejsce przeznaczamy na wspomnienia dziennikarzy. W ten sposób staramy się ocalić od zapomnienia to, co minęło...

    Przejdź do Witryny Dziennikarskich Wspomnień

    ***

  • PARTNERZY

    infor_logo


  • ***

  • FACEBOOK

  • ARCHIWUM