Termometr stanu społeczeństwa

| 6 Sie 2018  09:49 | Brak komentarzy

„Stan dziennikarstwa jest najlepszym termometrem stanu społeczeństwa, z którego ono wyrasta. Ma ono zwykle jego wady i przymioty spotęgowane, wyrazistsze, niż są w tłumie”.

To ciągle najlepsza diagnoza, choć postawił ją przed wielu laty Józef Ignacy Kraszewski. Właśnie dlatego, aby pochylić się nad kondycją polskiego dziennikarstwa, w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego powołano do życia (w marcu 2016 roku) Klinikę Dziennikarstwa. Inicjatorzy – eksperci i redaktorzy Kliniki Dziennikarstwa – szukają odpowiedzi (i proponują recepty) na ważne pytania.

> Czytaj dalej >>>

ZNAKI PAMIĘCI

| 5 Lip 2018  07:03 | Brak komentarzy

Wydawanie kolejnych zeszytów poświęconych pamięci dziennikarzy Pomorza i Kujaw zapoczątkował Jerzy Kiss-Orski. Obecnie Zespół Starszych Dziennikarzy działający przy Oddziale Stowarzyszenia Dziennikarzy RP w Bydgoszczy kontynuuje dzieło swego nieżyjącego kolegi. Znaki Pamięci to jednak nie tylko zbiór biogramów zmarłych dziennikarzy tego regionu, to również przypomnienie historii prasy na Pomorzu i Kujawach.

W czwartym wydaniu Znaków Pamięci (pierwsze w 1993 roku) znalazł się szkic Zefiryna Jędrzyńskiego, w którym autor sięga do odleglejszej historii i przypomina niektórych dziennikarzy kujawsko – pomorskiego regionu, którzy tworzyli w okresie rozbiorów i czasach II Rzeczypospolitej. Zefiryn Jędrzyński opisuje szańce prasy polskiej w zaborze pruskim.

Nie ma w Polsce regionu – pisze – dla którego prasa polska ma większe zasługi niż prasa dawnego Pomorza Zachodniego, będącego od pierwszego rozbioru Polski w 1772 roku pod zaborem pruskim. Kolebką i znaczącymi ośrodkami prasy polskiej w naszym regionie w połowie XIX wieku było Chełmno i Toruń. Autor wspomina nazwiska redaktorów i wydawców: ziemianina Józefa Gółkowskiego – wydawcy „Nadwiślanina”, Ignacego Łyskowskiego redaktora tego pisma i później „Gazety Toruńskiej”, dr Franciszka Rakowicza twórcę „Gazety Toruńskiej”, Ignacego Danielewskiego właściciela i redaktora „Przyjaciela”, Jana Brejskiego ostatniego właściciela „Gazety Toruńskiej” i jego brata Antoniego, również redaktora .

Z opracowania tego można się dowiedzieć , że „Gazeta Toruńska” przez długie lata była jedyną polską gazetą na terenie dzisiejszego województwa kujawsko – pomorskiego. Dopiero w latach późniejszych ukazały się „Gazeta Grudziądzka”( 1894), „Gazeta Brodnicka” ( 1899), „Kurier Grudziądzki” (1910), „Gazeta Świecka” i „Gazeta Chełmińska” (1913). Wojnę przetrwał i znakomicie się rozwijał „Dziennik Bydgoski” założony w 1907 r przez Jana Teskę.

Czwarte wydanie Znaków Pamięci zawiera 208 biogramów zmarłych dziennikarzy. Jest to zbiorowe dzieło dziennikarzy zrzeszonych w ZSD, których pracą podobnie jak przy trzecim wydaniu kierował Zefiryn Jędrzyński. Znaki Pamięci powstały także dzięki wsparciu Doroty Jakuty, przewodniczącej Sejmiku Województwa Kujawsko – Pomorskiego, Zbigniewa Ostrowskiego, przewodniczącego Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa województwa oraz prezydentów miast: Bydgoszczy – Rafała Bruskiego, Torunia – Michała Zaleskiego, Grudziądza – Roberta Malinowskiego i Włocławka – Andrzeja Pałuckiego. Całość wydania do druku przygotował Krzysztof Pawłowski.

Jak informuje Zbigniew Kołpacki, pełniący obecnie obowiązki przewodniczącego Oddziału Kujawsko – Pomorskiego SDRP, w przygotowaniu jest piąte wydanie Znaków Pamięci.

A.M.

„Fruwam po ziemi”, czyli…

| 27 Cze 2018  15:59 | Brak komentarzy

Krzysztof Dzikowski – jego proza, poezja, teksty satyryczne i – oczywiście – teksty przebojów śpiewanych przez kolejne pokolenia. Autor, który świętuje przez cały rok 2018 swoje 80-lecie, jak sam twierdzi „żyje na pograniczu słowa i muzyki”. Ciągle czynny, ciągle w biegu.

W antologii twórczości Krzysztofa, wydanej pod tytułem „Fruwam po ziemi” poznajemy innego Dzikowskiego. Poetę, kunsztownie składającego rymy, urzekające „niecodziennością” i zmuszające do pochylenia się nad wieloma codziennymi sprawami. Lektura tej antologii to znakomita „odtrutka” na współczesne czasy, pełne mowy nienawiści, agresji, a także… na upalne dni, urlop, kiedy chcemy zwolnić bieg życia i zapomnieć o kłopotach dnia powszedniego.

Pełne zadumy i liryczne strofy nijak nie pasują do lat dziecinnych i młodzieńczych naszego Autora. Lubił psoty, układał śmieszne wierszyki o rodzinie, kolegach, nauczycielach, bywał na wagarach. Aż przyszedł czas poboru do wojska. I na tę okoliczność natychmiast napisał wierszyk: „Dwie karty leżą przede mną, jak Astry – kwitną wspomnienia… Jedna karta – to list od ciebie, a druga – karta wcielenia”.

Był czas – znowu odwołajmy się do słów Dzikowskiego: „ Zaczynam dużo czytać i dochodzę do wniosku, że kimże ja jestem jako poeta wobec tylu wspaniałych twórców parających się tą dziedziną”. A kto by potrafił lepiej przełożyć wiersz z powieści „Noc Iguany” Tennessee Williamsa? Ostatnią zwrotkę tego wiersza Krzysztof Dzikowski przyjął jako swoje credo.

„Odwago! Nieosiągalna, dumna i wyniosła, czy nie mogłabyś zmusić się do zamieszkania nie tylko w drzewach cierpliwych, w swej mądrości prostych, lecz w sercu moim drżącym w chwili przemijania?”

Wszyscy pamiętamy piękną piosenkę Anny German „Chcę być kochaną” – to też wiersz Krzysztofa Dzikowskiego, do którego muzykę napisała Katarzyna Gaertner!

Zanim został poważnym autorem tekstów przebojów „uprawiał” satyrę, m.in. w „Stodole”, na łamach „Szpilek” i w radiowym magazynie satyrycznym „Dziewiątka”. Wspólnie z Wojciechem Młynarskim napisał dla kabaretu „Hybrydy” „Radosną gębę stabilizacji” i „Ludzi to kupią”. Ciągle aktualne!
Zatem „z czystym sumieniem” polecam tę lekturę nie tylko starszym czytelnikom. Młodzi też mogą z niej czerpać. Warto razem z Krzysztofem Dzikowskim „Pofruwać po ziemi”

Barbara Janiszewska

Dziwny jest świat mediów

| 11 Cze 2018  20:03 | Brak komentarzy

„Dziennikarstwo jest zawodem zawsze związanym z realiami politycznymi – tak jest na całym świecie”. Tak zaczyna się książka Ewy Bonieckiej „Dziennikarki w poszukiwaniu swoich dróg”, w której autorka opisuje własne doświadczenia zawodowe. To wynik wieloletniej pracy w różnych redakcjach w Polsce (m.in. w „Życiu Warszawy”, „Sukcesie”, „Kulturze”, „Perspektywach” ) i podczas kilkuletnich pobytów w Wielkiej Brytanii oraz w USA.

> Czytaj dalej >>>

Manipulator Krzysztof Ziemiec

| 7 maja 2018  13:02 | Brak komentarzy

Znany prezenter telewizyjny Krzysztof Ziemiec ma większe ambicje niż tylko prowadzenie propagandowego programu w TVPiS pt. „Wiadomości”. Odnalazł w sobie talent literacki i najpierw, wspólnie z Mirą Suchodolską, napisał książkę o swoim wychodzeniu z poważnego wypadku. Ostatnio dał się poznać jako reportażysta, pisząc książkę „Wysiedlenie. Akcja Wisła 1947”. Autor był z nią nawet na promocji w Olsztynie, gdzie otrzymał zaległą Nagrodę Pieniężnych w konkursie organizowanym przez miejscowy oddział SDP. Podobno głosów polemicznych nie usłyszał.

Tymczasem krytyczną recenzję tej publikacji napisał, i zamieścił w ukraińskim tygodniku „Nasze słowo”, Andrzej Orzechowski z Lelkowa, jeden z rozmówców Ziemca. Mamy polską wersję tego tekstu pt. „Wysiedlenia, wypędzenie czy deportacja?”, z którym nie do końca musimy się zgadzać, ale w którym autor punktuje stołeczną gwiazdę dziennikarstwa telewizyjnego, chwilowo na usługach partii rządzącej. Jak z tego wynika, Ziemiec pisał pod założoną z góry tezę, co jest najgorszym przewinieniem w branży medialnej, ale co staje się – niestety – coraz częstszą praktyką.

> Czytaj dalej >>>

„To nie jest kraj dla pracowników”

| 5 Sty 2018  08:55 | Brak komentarzy


Autorem książki jest dziennikarz „Polityki”, Rafał Woś. Warto po nią sięgnąć. Czytelnicy „Przeglądu” poznali jej fragmenty. W styczniowym numerze „Spraw Nauki” (WWW.sprawynauki.edu.pl) zamieściłam recenzję, którą publikujemy.

Przypomnijmy w tym miejscu, że Rafał Woś był w gronie pięciu nominowanych do nagrody im. Bolesława Prusa w kategorii „młody dziennikarz”, kiedy po siedemnastu latach przerwy Stowarzyszenie Dziennikarzy RP wznowiło w 2015 roku przyznawanie tej ważnej nagrody. Kapitule przewodniczył prof. Walery Pisarek. Według nowego regulaminu główną nagrodą była statuetka „Złoty Prus”, natomiast wyróżnieniem dla młodego dziennikarza – „Zielony Prus”.

Rafał Woś porusza w swoich tekstach ważkie sprawy ekonomiczne, przedstawia mocne argumenty tłumacząc zawiłości gospodarki w Polsce i na świecie. Czasami przedstawia nawet sposoby rozwiązania problemów. Stosunkowo niedawno napisał książkę „Dziecięca choroba liberalizmu”. A ponieważ uznał, że od tego czasu niewiele się zmieniło postanowił … napisać nową książkę. Właśnie „To nie jest kraj dla pracowników” .

Polecam.

(baj)

***

To nie jest kraj dla pracowników!

„To nie jest kraj dla pracowników” – to najnowsza książka Rafała Wosia, którą wydała Grupa Wydawnicza Foksal.  Autor „Dziecięcej choroby liberalizmu” zastanawia się tym razem, dlaczego współczesny kapitalizm nie jest systemem doskonałym. Wprawdzie dzięki kapitalizmowi osiągnięto postęp, ale też kapitalizm generuje kryzysy, nierówności i nieefektywną alokację zasobów.

W Polsce – według Wosia – panuje przekonanie, że jesteśmy około dwie dekady za rozwiniętym Zachodem. I nadal obowiązuje oklepana teza, że „jeśli tylko nie zejdziemy ze ścieżki wolnorynkowych reform, albo (jeszcze lepiej) przyspieszymy tempo rozwoju gospodarczego, to już wkrótce ten bogaty Zachód dogonimy”. Tymczasem autor przedstawia w książce argumenty świadczące o tym, że to bogaty Zachód… nas goni.

Bo to w Polsce globalizacja pokazała swoje ciemniejsze oblicze, to u nas potężne globalne korporacje wymuszały na rządach mrożenie płac i standardów zatrudnienia, albo specjalne przywileje podatkowe. „Elity polityczne na dorobku doskonale wiedziały, w którą stronę powinny zmierzać neoliberalne reformy”. To najlepszy dowód, że kraje takie jak Polska od początku transformacji kroczą jakby w awangardzie neoliberalnej rzeczywistości. Polska przez lata była zaimpregnowana na wszelką krytykę kapitalizmu i dopiero obecnie „leczymy się powoli z dziecięcej choroby liberalizmu”.

Po co autorowi te stwierdzenia i odwołania do poprzedniej książki? Ano po to, żeby stwierdzić, że „kapitalizm od samego początku miał absolutnie zasadniczy feler: nie potrafił sobie poradzić z pracą. Nie umiał tego w roku 1816, 1916 i nie umie też w 2016. I ta nieumiejętność jest niestety bardzo kosztowna, ponieważ powoduje napięcia społeczne, kryzysy ekonomiczne, przemoc oraz wojny…”

„To nie jest kraj dla pracowników” autor podzielił jakby na dwie części: jedną poświęcił Polsce, drugą – światu. W bliźniaczych rozdziałach: „Co się stało z naszą pracą? Co się dzieje z naszą pracą? Co się stanie z naszą pracą? – krok po kroku prowadzi nas przez historię i ewoluowanie systemów gospodarczych na świecie i w Polsce.

Pisze o rewolucji teorii ekonomicznych i o tym, że w Polsce „brak zrozumienia prawdziwej wagi pracy w gospodarce był również grzechem ojców założycieli III RP, co przejawiało się między innymi w dopuszczeniu do przedwczesnej deindustrializacji, zubożenia polskich protokapitalistów i niedocenianiu dialogu społecznego”. Woś twierdzi, że po 1989 roku była w Polsce alternatywa i można było tym zjawiskom zapobiec lub je zminimalizować, ale takie rozwiązania zignorowano.

Świat po kryzysie 2008 roku przekonał się , że „nierówności majątkowe są zabójcze dla gospodarek, walka z długiem publicznym nie może być celem samym w sobie, a uelastycznianie rynków pracy czy obniżki podatkowe przypominają jazdę w kierunku urwiska”.
Dlatego Woś – ponieważ uznał, że problemy, które poruszał w „Dziecięcej chorobie liberalizmu” nie zostały rozwiązane … napisał nową książkę. Autor wierzy, że „panujący obecnie w Polsce duopol opinii kiedyś się załamie. Wtedy nadejdzie czas, by i w Polsce skorzystać z klucza pracy i otworzyć nim parę zaryglowanych dzisiaj drzwi”.

Jak napisał we wstępie – „Właśnie o tym będzie ta książka. Praca będzie tu kluczem do starszych i nowszych tajemnic współczesnego świata. Wyjaśni między innymi genezę kryzysu roku 2008, triumf Kaczyńskiego i Trumpa oraz prawdziwe sedno sporu o przyszłość globalizacji”. I dokładnie o tym ta książka jest.

Barbara Janiszewska

DZIENNIKARZE KSIĄŻKI PISZĄ: KOBIETA PO PRZEJŚCIACH

| 24 Gru 2017  14:31 | Brak komentarzy

Do grona dziennikarzy piszących i wydających własne książki dołączyła Alicja Wejner, członkini naszego Oddziału Warszawskiego SDRP. Ostatnio na rynek trafiła książka jej autorstwa zatytułowana „Pilota zamienię”, nakładem Wydawnictwa Jagoda. Jest to historia o kobietach w średnim wieku i po przejściach, które nie chcą swojego czasu przeżywać samotnie. Bohaterka Pola, dwukrotna rozwódka, opowiada osobie, a także podobnych przypadkach innych kobiet, które wybrały samotność, ale z nią się nie pogodziły.

> Czytaj dalej >>>

WYWIAD RZEKA

| 23 Kwi 2017  13:01 | Brak komentarzy

Na 480 stronach toczy się rozmowa Olgierda Łukaszewicza z Tomaszem Miłkowskim. O takich wywiadach zwykło się mawiać : wywiad rzeka. Rozmowa z wybitnym aktorem to po prostu wielka rzeka, pełna szalenie interesujących wiadomości z życia Olgierda Łukaszewicza, twórcy setek znakomitych ról teatralnych i filmowych, jak Albercik w Seksmisji, Stanisław w Brzezinie, powstaniec w Wiernej rzece, kochanek w Dziejach grzechu, czy tragiczny i wielki generał Nil i prawdziwy nad wyraz Ślązak w Soli ziemi czarnej i Perle w koronie. Takiego Olgierda Łukaszewicza znamy skoro zapamiętaliśmy kilkanaście filmów albo było nam dane oglądać artystę w spektaklach Jerzego Grzegorzewskiego i Jerzego Jarockiego.

> Czytaj dalej >>>

Teraz też „Nie wszystko jest jasne”

| 14 Mar 2017  20:17 | Brak komentarzy

„Reportaże z Ziem Zachodnich” Klemensa Krzyżagórskiego miały ukazać się za życia autora – napisał nawet przedmowę. Wydania nie doczekał, a zbiór opublikowano dzięki staraniom Stowarzyszenia Dziennikarzy RP w 2017 roku.

„Zebrałem w tej książce nieco reportaży przydrożnych, pisanych w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych. (…) Zarejestrowane w nich fakty zetlały już i adiustując teraz książkę dla wydawcy, mam wrażenie, że gmeram piórem w popiele. Ale fakty są zawsze przestarzałe, bo pisujemy za późno. (…) Nawiasem mówiąc – chodziła mi kiedyś po głowie idea, by tym dawnym reportażom dopisać dzisiejsze dalsze ciągi” – czytamy w przedmowie Krzyżagórskiego.

Dopisać nie zdążył, ale lektura tej książki pokazuje dobitnie, jak te teksty są aktualne! Znakomitym przykładem jest tytułowy reportaż ze Złotoryi „Nie wszystko jest jasne”, którego lekturę polecam (w załączniku). To dzisiejsza Polska, choć nie ma już sekretarzy komitetów powiatowych, milicję zastąpiła policja. W tamtych czasach jego publikację wstrzymał osobiście sekretarz KC PZPR Artur Starewicz. A obecnie? Warto zapamiętać zakończenie tego reportażu – i czytać je przed … wyborami samorządowymi. „W małym miasteczku liczy się wszystko, każdy gest i każde słowo, władza stoi tam naprawdę na świeczniku, na świeczniku wszystko widać. Może trudniej rządzić jedenastoma tysiącami ludzi, niż trzydziestoma milionami?”.

O twórczości reportażowej autora „z uznaniem wypowiadali się koledzy po piórze i krytycy, zgodnie zaliczając Krzyżagórskiego do ekstraklasy powojennego reportażu polskiego” – napisał Andrzej Maślankiewicz w „Od wydawcy”. Czytając opublikowany zbiór reportaży – wraz z jego autorem „zanurzyliśmy się we wrzącym – społecznym, politycznym, demograficznym, ekonomicznym etc. – tyglu pierwszych powojennych dziesięcioleci na terenach, które przez pewien czas nazywaliśmy Ziemiami Odzyskanymi. (…) To dawne, ale o zadziwiającej świeżości teksty”.
Nic nie trzeba pisać więcej. Trzeba przeczytać tę książkę.

Barbara Janiszewska

„Braterska pomoc 1968” Jana J. Akielaszka

| 27 Lut 2017  19:11 | Jeden komentarz

Może w twierdzeniu, że Jan Janusz Akielaszek zarówno tworzył historię, jak i po latach potrafił jej fałszowane oblicze oczyścić, jest odrobina przesady, to jednak po zapoznaniu się z zawartością biograficzno-historycznej pozycji, jaką niewątpliwie jest ostatnio wydana „Braterska pomoc 1968” Jana J. Akielaszka, śmiem twierdzić, że jest w tej refleksji zdrowe jądro prawdy.

W moim życiorysie – i chyba całej mojej generacji – przypominam sobie tylko dwa podobne momenty, gdy doznawało się aż tak potężnego moralnego wstrząsu: to był rok 1956, gdy radzieccy weszli do Budapesztu i właśnie rok 1968, gdy Układ Warszawski przy udziale wojsk polskich, wtargnął do Czechosłowacji.

Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj: 21 sierpień 1968 roku. Byłem wtedy już wieloletnim nauczycielem języka polskiego i wychowania muzycznego w XVI Liceum im. Tadeusza Kościuszki w Warszawie – Rembertowie. Szkoła za patrona miała sąsiadującą z nią Akademię Sztabu Generalnego, co było naturalną konsekwencją faktu, iż do liceum uczęszczały w przeważającej części dzieci kadry dydaktycznej Akademii. Wczesnym rankiem 21 sierpnia przywołało mnie do okna mego żoliborskiego mieszkania głośne nawoływanie: „panie profesorze, panie profesorze!” Zaintrygowany podszedłem do okna i zobaczyłem ucznia z mojej klasy, syna jednego z oficerów wykładających w ASG. Nie zdążyłem spytać, co się stało, że w wakacje, z Rembertowa tak rano przyjechał aż na Żoliborz, bo następne wykrzyczane przez niego słowa wyjaśniły wszystko: „wojna, wojna!”.

Jan Janusz Akielaszek

Tak właśnie ten początek inwazji, „braterską pomoc” państw Układu Warszawskiego dla rzekomo zagrożonej kontrewolucją Czechosłowacji, zapamiętałem na zawsze. I oto po latach leży przede mną skromna objętościowo (80 stron) bogata za to w treści książka mego znakomitego Kolegi po piórze, byłego dziennikarza prasy wojskowej, Jana Janusza Akielaszka pt. „Braterska pomoc 1968. Smutny chichot historii”.

Lektura tej książki zmusza czytelnika do refleksji. W zależności od wieku i doświadczenia życiowego, będzie to zapewne różna refleksja, jest jednak niezaprzeczalną zaletą książki, że do takiej refleksji prowokuje. Jan J. Akielaszek pisze o „smutnym chichocie historii”. Bo tak, ze swojego punktu widzenia, człowieka, który brał bezpośredni udział w agresji na zaprzyjaźnione sąsiednie państwo – choć nie z bronią w ręku, a długopisem i dziennikarskim notatnikiem – ocenia po latach owe historyczne już wydarzenia i ich następstwa.

„Braterska pomoc” ujęta jest przez autora dodatkowo w cudzysłów, choć przed pół wiekiem, nikt z piszących nie ośmieliłby się tak przygotować do druku informacji o wojskowej interwencji. Należało chwalić zdecydowanie „miłujące pokój” państwa Układu Warszawskiego na czele ze Związkiem Radzieckim, które nie zostawiły bratniej Czechosłowacji w potrzebie i w porę zbrojnie zareagowały w obronie zdobyczy socjalizmu i integralności socjalistycznej wspólnoty. Jak jeszcze chętnie dodawano, zagrożonej przez zachodnich imperialistów (czytaj: USA i RFN).

Po latach już można sobie na ten cudzysłów pozwolić. Że trochę późno? Cóż, historia bywa nierychliwa, ale sprawiedliwa. A tę prawdę odkrywa i głosi człowiek, nie zapominajmy, który w pewnym sensie w tworzeniu historii uczestniczył. Dzięki przeobrażeniom, jakie dokonały się w ostatnich dziesięcioleciach na naszym kontynencie, ta książka mogła powstać. Można „pomoc” nazwać zgodnie z prawdą „agresją”, „kontrewolucję” – walką o wolność i niezależność od imperialnego państwa. Po latach zwyciężyła prawda, którą też Jan J. Akielaszek powoli odkrywa przed czytelnikiem na kartach swej książki, podpierając się dostępnymi dokumentami, własnymi spostrzeżeniami poczynionymi w trakcie pobytu na sąsiedniej, słowiańskiej ziemi i przemyśleniami. To wszystko doprowadziło go do takiego wewnętrznego przeobrażenia, że jak pisze, w trakcie powrotu dywizji do Kłodzka „był już innym człowiekiem”.

To bardzo osobista, choć jednocześnie i historyczna książka. Pozwolę sobie zacytować fragment mej opinii powstałej na żywo po lekturze maszynopisu „Braterskiej pomocy1968”. Znalazła się ona na obwolucie książki i stanowi chyba najlepszą zachętę do lektury.

„Polecam tę książkę jako lekturę obowiązkową młodym, którzy końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i tego, co działo się wtedy w Polsce, nie pamiętają. Polecam dojrzałej generacji, która co prawda wie, co pod koniec owej dekady zdarzyło się w Czechosłowacji, ze zrozumiałych jednak względów nie miała możliwości konfrontowania faktów z propagandowymi mitami tworzonymi przez politycznych mocodawców z Kremla i jego satelitów, na użytek podległych im „demoludów”. I polecam też nam wszystkim, należącym do tej samej generacji, co ówczesny plutonowy – dziennikarz LWP Jan Janusz Akielaszek, a to dla przypomnienia, ile historycznych zakrętów udało nam się już przeżyć Przeżyjmy to jeszcze raz, dzięki wspomnieniom, napisanym przystępnym, komunikatywnym językiem, do tego barwnym i niepozbawionym elementów autoironii.”

Jan Janusz Akielaszek, od lat czterdziestu mój kolega po piórze i przyjaciel, dokonał tą książką rzeczy niezwykłej – publicznej spowiedzi przed czytelnikiem z rozterek i wątpliwości, które towarzyszyły mu na żołnierskim szlaku. Brawo Jasiu!

Wojciech W. Zaborowski

Wyświetl więcej »
  • POLECAMY

  • Spotkanie z Reportażem Radiowym

  • SZLIF

    Ciekawość świata kluczem do sukcesu
    Po wakacyjnej przerwie ukazał się październikowy numer miesięcznika „Szlif” wydawanego przez Młodzieżową Wszechnicę Dziennikarską działającą przy XIII LO we Wrocławiu pod patronatem Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk.  Czytaj więcej...
  • ***

    witryna4
    To miejsce przeznaczamy na wspomnienia dziennikarzy. W ten sposób staramy się ocalić od zapomnienia to, co minęło...

    Przejdź do Witryny Dziennikarskich Wspomnień

    ***

  • PARTNERZY

    infor_logo


  • FACEBOOK

  • Międzynarodowa Legitymacja Dziennikarska

    legitymacja Członkowie naszego stowarzyszenia mogą uzyskać legitymacje dziennikarskie (International Press Card) Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ (IFJ), z siedzibą w Brukseli.
  • Menu

  • Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy


    Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest organizacją członkowską Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy.
  • Tagi

  • ARCHIWUM