„To nie jest kraj dla pracowników”

| 5 Sty 2018  08:55 | Brak komentarzy


Autorem książki jest dziennikarz „Polityki”, Rafał Woś. Warto po nią sięgnąć. Czytelnicy „Przeglądu” poznali jej fragmenty. W styczniowym numerze „Spraw Nauki” (WWW.sprawynauki.edu.pl) zamieściłam recenzję, którą publikujemy.

Przypomnijmy w tym miejscu, że Rafał Woś był w gronie pięciu nominowanych do nagrody im. Bolesława Prusa w kategorii „młody dziennikarz”, kiedy po siedemnastu latach przerwy Stowarzyszenie Dziennikarzy RP wznowiło w 2015 roku przyznawanie tej ważnej nagrody. Kapitule przewodniczył prof. Walery Pisarek. Według nowego regulaminu główną nagrodą była statuetka „Złoty Prus”, natomiast wyróżnieniem dla młodego dziennikarza – „Zielony Prus”.

Rafał Woś porusza w swoich tekstach ważkie sprawy ekonomiczne, przedstawia mocne argumenty tłumacząc zawiłości gospodarki w Polsce i na świecie. Czasami przedstawia nawet sposoby rozwiązania problemów. Stosunkowo niedawno napisał książkę „Dziecięca choroba liberalizmu”. A ponieważ uznał, że od tego czasu niewiele się zmieniło postanowił … napisać nową książkę. Właśnie „To nie jest kraj dla pracowników” .

Polecam.

(baj)

***

To nie jest kraj dla pracowników!

„To nie jest kraj dla pracowników” – to najnowsza książka Rafała Wosia, którą wydała Grupa Wydawnicza Foksal.  Autor „Dziecięcej choroby liberalizmu” zastanawia się tym razem, dlaczego współczesny kapitalizm nie jest systemem doskonałym. Wprawdzie dzięki kapitalizmowi osiągnięto postęp, ale też kapitalizm generuje kryzysy, nierówności i nieefektywną alokację zasobów.

W Polsce – według Wosia – panuje przekonanie, że jesteśmy około dwie dekady za rozwiniętym Zachodem. I nadal obowiązuje oklepana teza, że „jeśli tylko nie zejdziemy ze ścieżki wolnorynkowych reform, albo (jeszcze lepiej) przyspieszymy tempo rozwoju gospodarczego, to już wkrótce ten bogaty Zachód dogonimy”. Tymczasem autor przedstawia w książce argumenty świadczące o tym, że to bogaty Zachód… nas goni.

Bo to w Polsce globalizacja pokazała swoje ciemniejsze oblicze, to u nas potężne globalne korporacje wymuszały na rządach mrożenie płac i standardów zatrudnienia, albo specjalne przywileje podatkowe. „Elity polityczne na dorobku doskonale wiedziały, w którą stronę powinny zmierzać neoliberalne reformy”. To najlepszy dowód, że kraje takie jak Polska od początku transformacji kroczą jakby w awangardzie neoliberalnej rzeczywistości. Polska przez lata była zaimpregnowana na wszelką krytykę kapitalizmu i dopiero obecnie „leczymy się powoli z dziecięcej choroby liberalizmu”.

Po co autorowi te stwierdzenia i odwołania do poprzedniej książki? Ano po to, żeby stwierdzić, że „kapitalizm od samego początku miał absolutnie zasadniczy feler: nie potrafił sobie poradzić z pracą. Nie umiał tego w roku 1816, 1916 i nie umie też w 2016. I ta nieumiejętność jest niestety bardzo kosztowna, ponieważ powoduje napięcia społeczne, kryzysy ekonomiczne, przemoc oraz wojny…”

„To nie jest kraj dla pracowników” autor podzielił jakby na dwie części: jedną poświęcił Polsce, drugą – światu. W bliźniaczych rozdziałach: „Co się stało z naszą pracą? Co się dzieje z naszą pracą? Co się stanie z naszą pracą? – krok po kroku prowadzi nas przez historię i ewoluowanie systemów gospodarczych na świecie i w Polsce.

Pisze o rewolucji teorii ekonomicznych i o tym, że w Polsce „brak zrozumienia prawdziwej wagi pracy w gospodarce był również grzechem ojców założycieli III RP, co przejawiało się między innymi w dopuszczeniu do przedwczesnej deindustrializacji, zubożenia polskich protokapitalistów i niedocenianiu dialogu społecznego”. Woś twierdzi, że po 1989 roku była w Polsce alternatywa i można było tym zjawiskom zapobiec lub je zminimalizować, ale takie rozwiązania zignorowano.

Świat po kryzysie 2008 roku przekonał się , że „nierówności majątkowe są zabójcze dla gospodarek, walka z długiem publicznym nie może być celem samym w sobie, a uelastycznianie rynków pracy czy obniżki podatkowe przypominają jazdę w kierunku urwiska”.
Dlatego Woś – ponieważ uznał, że problemy, które poruszał w „Dziecięcej chorobie liberalizmu” nie zostały rozwiązane … napisał nową książkę. Autor wierzy, że „panujący obecnie w Polsce duopol opinii kiedyś się załamie. Wtedy nadejdzie czas, by i w Polsce skorzystać z klucza pracy i otworzyć nim parę zaryglowanych dzisiaj drzwi”.

Jak napisał we wstępie – „Właśnie o tym będzie ta książka. Praca będzie tu kluczem do starszych i nowszych tajemnic współczesnego świata. Wyjaśni między innymi genezę kryzysu roku 2008, triumf Kaczyńskiego i Trumpa oraz prawdziwe sedno sporu o przyszłość globalizacji”. I dokładnie o tym ta książka jest.

Barbara Janiszewska

DZIENNIKARZE KSIĄŻKI PISZĄ: KOBIETA PO PRZEJŚCIACH

| 24 Gru 2017  14:31 | Brak komentarzy

Do grona dziennikarzy piszących i wydających własne książki dołączyła Alicja Wejner, członkini naszego Oddziału Warszawskiego SDRP. Ostatnio na rynek trafiła książka jej autorstwa zatytułowana „Pilota zamienię”, nakładem Wydawnictwa Jagoda. Jest to historia o kobietach w średnim wieku i po przejściach, które nie chcą swojego czasu przeżywać samotnie. Bohaterka Pola, dwukrotna rozwódka, opowiada osobie, a także podobnych przypadkach innych kobiet, które wybrały samotność, ale z nią się nie pogodziły.

> Czytaj dalej >>>

WYWIAD RZEKA

| 23 Kwi 2017  13:01 | Brak komentarzy

Na 480 stronach toczy się rozmowa Olgierda Łukaszewicza z Tomaszem Miłkowskim. O takich wywiadach zwykło się mawiać : wywiad rzeka. Rozmowa z wybitnym aktorem to po prostu wielka rzeka, pełna szalenie interesujących wiadomości z życia Olgierda Łukaszewicza, twórcy setek znakomitych ról teatralnych i filmowych, jak Albercik w Seksmisji, Stanisław w Brzezinie, powstaniec w Wiernej rzece, kochanek w Dziejach grzechu, czy tragiczny i wielki generał Nil i prawdziwy nad wyraz Ślązak w Soli ziemi czarnej i Perle w koronie. Takiego Olgierda Łukaszewicza znamy skoro zapamiętaliśmy kilkanaście filmów albo było nam dane oglądać artystę w spektaklach Jerzego Grzegorzewskiego i Jerzego Jarockiego.

> Czytaj dalej >>>

Teraz też „Nie wszystko jest jasne”

| 14 Mar 2017  20:17 | Brak komentarzy

„Reportaże z Ziem Zachodnich” Klemensa Krzyżagórskiego miały ukazać się za życia autora – napisał nawet przedmowę. Wydania nie doczekał, a zbiór opublikowano dzięki staraniom Stowarzyszenia Dziennikarzy RP w 2017 roku.

„Zebrałem w tej książce nieco reportaży przydrożnych, pisanych w latach pięćdziesiątych, sześćdziesiątych. (…) Zarejestrowane w nich fakty zetlały już i adiustując teraz książkę dla wydawcy, mam wrażenie, że gmeram piórem w popiele. Ale fakty są zawsze przestarzałe, bo pisujemy za późno. (…) Nawiasem mówiąc – chodziła mi kiedyś po głowie idea, by tym dawnym reportażom dopisać dzisiejsze dalsze ciągi” – czytamy w przedmowie Krzyżagórskiego.

Dopisać nie zdążył, ale lektura tej książki pokazuje dobitnie, jak te teksty są aktualne! Znakomitym przykładem jest tytułowy reportaż ze Złotoryi „Nie wszystko jest jasne”, którego lekturę polecam (w załączniku). To dzisiejsza Polska, choć nie ma już sekretarzy komitetów powiatowych, milicję zastąpiła policja. W tamtych czasach jego publikację wstrzymał osobiście sekretarz KC PZPR Artur Starewicz. A obecnie? Warto zapamiętać zakończenie tego reportażu – i czytać je przed … wyborami samorządowymi. „W małym miasteczku liczy się wszystko, każdy gest i każde słowo, władza stoi tam naprawdę na świeczniku, na świeczniku wszystko widać. Może trudniej rządzić jedenastoma tysiącami ludzi, niż trzydziestoma milionami?”.

O twórczości reportażowej autora „z uznaniem wypowiadali się koledzy po piórze i krytycy, zgodnie zaliczając Krzyżagórskiego do ekstraklasy powojennego reportażu polskiego” – napisał Andrzej Maślankiewicz w „Od wydawcy”. Czytając opublikowany zbiór reportaży – wraz z jego autorem „zanurzyliśmy się we wrzącym – społecznym, politycznym, demograficznym, ekonomicznym etc. – tyglu pierwszych powojennych dziesięcioleci na terenach, które przez pewien czas nazywaliśmy Ziemiami Odzyskanymi. (…) To dawne, ale o zadziwiającej świeżości teksty”.
Nic nie trzeba pisać więcej. Trzeba przeczytać tę książkę.

Barbara Janiszewska

„Braterska pomoc 1968” Jana J. Akielaszka

| 27 Lut 2017  19:11 | Jeden komentarz

Może w twierdzeniu, że Jan Janusz Akielaszek zarówno tworzył historię, jak i po latach potrafił jej fałszowane oblicze oczyścić, jest odrobina przesady, to jednak po zapoznaniu się z zawartością biograficzno-historycznej pozycji, jaką niewątpliwie jest ostatnio wydana „Braterska pomoc 1968” Jana J. Akielaszka, śmiem twierdzić, że jest w tej refleksji zdrowe jądro prawdy.

W moim życiorysie – i chyba całej mojej generacji – przypominam sobie tylko dwa podobne momenty, gdy doznawało się aż tak potężnego moralnego wstrząsu: to był rok 1956, gdy radzieccy weszli do Budapesztu i właśnie rok 1968, gdy Układ Warszawski przy udziale wojsk polskich, wtargnął do Czechosłowacji.

Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj: 21 sierpień 1968 roku. Byłem wtedy już wieloletnim nauczycielem języka polskiego i wychowania muzycznego w XVI Liceum im. Tadeusza Kościuszki w Warszawie – Rembertowie. Szkoła za patrona miała sąsiadującą z nią Akademię Sztabu Generalnego, co było naturalną konsekwencją faktu, iż do liceum uczęszczały w przeważającej części dzieci kadry dydaktycznej Akademii. Wczesnym rankiem 21 sierpnia przywołało mnie do okna mego żoliborskiego mieszkania głośne nawoływanie: „panie profesorze, panie profesorze!” Zaintrygowany podszedłem do okna i zobaczyłem ucznia z mojej klasy, syna jednego z oficerów wykładających w ASG. Nie zdążyłem spytać, co się stało, że w wakacje, z Rembertowa tak rano przyjechał aż na Żoliborz, bo następne wykrzyczane przez niego słowa wyjaśniły wszystko: „wojna, wojna!”.

Jan Janusz Akielaszek

Tak właśnie ten początek inwazji, „braterską pomoc” państw Układu Warszawskiego dla rzekomo zagrożonej kontrewolucją Czechosłowacji, zapamiętałem na zawsze. I oto po latach leży przede mną skromna objętościowo (80 stron) bogata za to w treści książka mego znakomitego Kolegi po piórze, byłego dziennikarza prasy wojskowej, Jana Janusza Akielaszka pt. „Braterska pomoc 1968. Smutny chichot historii”.

Lektura tej książki zmusza czytelnika do refleksji. W zależności od wieku i doświadczenia życiowego, będzie to zapewne różna refleksja, jest jednak niezaprzeczalną zaletą książki, że do takiej refleksji prowokuje. Jan J. Akielaszek pisze o „smutnym chichocie historii”. Bo tak, ze swojego punktu widzenia, człowieka, który brał bezpośredni udział w agresji na zaprzyjaźnione sąsiednie państwo – choć nie z bronią w ręku, a długopisem i dziennikarskim notatnikiem – ocenia po latach owe historyczne już wydarzenia i ich następstwa.

„Braterska pomoc” ujęta jest przez autora dodatkowo w cudzysłów, choć przed pół wiekiem, nikt z piszących nie ośmieliłby się tak przygotować do druku informacji o wojskowej interwencji. Należało chwalić zdecydowanie „miłujące pokój” państwa Układu Warszawskiego na czele ze Związkiem Radzieckim, które nie zostawiły bratniej Czechosłowacji w potrzebie i w porę zbrojnie zareagowały w obronie zdobyczy socjalizmu i integralności socjalistycznej wspólnoty. Jak jeszcze chętnie dodawano, zagrożonej przez zachodnich imperialistów (czytaj: USA i RFN).

Po latach już można sobie na ten cudzysłów pozwolić. Że trochę późno? Cóż, historia bywa nierychliwa, ale sprawiedliwa. A tę prawdę odkrywa i głosi człowiek, nie zapominajmy, który w pewnym sensie w tworzeniu historii uczestniczył. Dzięki przeobrażeniom, jakie dokonały się w ostatnich dziesięcioleciach na naszym kontynencie, ta książka mogła powstać. Można „pomoc” nazwać zgodnie z prawdą „agresją”, „kontrewolucję” – walką o wolność i niezależność od imperialnego państwa. Po latach zwyciężyła prawda, którą też Jan J. Akielaszek powoli odkrywa przed czytelnikiem na kartach swej książki, podpierając się dostępnymi dokumentami, własnymi spostrzeżeniami poczynionymi w trakcie pobytu na sąsiedniej, słowiańskiej ziemi i przemyśleniami. To wszystko doprowadziło go do takiego wewnętrznego przeobrażenia, że jak pisze, w trakcie powrotu dywizji do Kłodzka „był już innym człowiekiem”.

To bardzo osobista, choć jednocześnie i historyczna książka. Pozwolę sobie zacytować fragment mej opinii powstałej na żywo po lekturze maszynopisu „Braterskiej pomocy1968”. Znalazła się ona na obwolucie książki i stanowi chyba najlepszą zachętę do lektury.

„Polecam tę książkę jako lekturę obowiązkową młodym, którzy końca lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku i tego, co działo się wtedy w Polsce, nie pamiętają. Polecam dojrzałej generacji, która co prawda wie, co pod koniec owej dekady zdarzyło się w Czechosłowacji, ze zrozumiałych jednak względów nie miała możliwości konfrontowania faktów z propagandowymi mitami tworzonymi przez politycznych mocodawców z Kremla i jego satelitów, na użytek podległych im „demoludów”. I polecam też nam wszystkim, należącym do tej samej generacji, co ówczesny plutonowy – dziennikarz LWP Jan Janusz Akielaszek, a to dla przypomnienia, ile historycznych zakrętów udało nam się już przeżyć Przeżyjmy to jeszcze raz, dzięki wspomnieniom, napisanym przystępnym, komunikatywnym językiem, do tego barwnym i niepozbawionym elementów autoironii.”

Jan Janusz Akielaszek, od lat czterdziestu mój kolega po piórze i przyjaciel, dokonał tą książką rzeczy niezwykłej – publicznej spowiedzi przed czytelnikiem z rozterek i wątpliwości, które towarzyszyły mu na żołnierskim szlaku. Brawo Jasiu!

Wojciech W. Zaborowski

Teatr wspomnień Tomasza Miłkowskiego

| 5 Gru 2016  10:11 | Brak komentarzy

166mono_okladka_front
Małe, ale pojemne wydawnictwo, przygotowane w serii Czarna Książeczka z Hamletem (Wrocław 2016). Autor, Tomasz Miłkowski prezentuje „166 monodramów”, z ponad tysiąca spektakli teatru jednego aktora.

> Czytaj dalej >>>

Teatr w PRL

| 17 Lis 2016  14:20 | Brak komentarzy

okladka_teatr
Teatr w Polsce, zwłaszcza po zakończeniu II wojny światowej, był obecny „na scenie polityki”. Tak jest do dzisiaj.

Teatr na scenie polityki 1944 – 1969” to cenne wydawnictwo, książka znakomicie dokumentująca dorobek twórców i teatrów w tych latach. Ogromna w tym zasługa autora, Mieczysława Wojtczaka (członka Stowarzyszenia Dziennikarzy RP).

Czasy, o których czytamy obejmują niełatwą epokę Polski Ludowej. Autor opisuje w książce „ludzi teatru, duże sceny stolicy, Krakowa i Łodzi i te nie tak wielkie, działające w mniejszych ośrodkach”. Przedstawia „wybitne inscenizacje i te mniej udane”. A wszystko w otoczce „polityki pozostającej w porozumieniu ze środowiskiem teatralnym lub będącej w rozbracie z nim” i „władzy politycznej tego czasu, która z jednej strony cenzurowała i ingerowała, często brutalnie, w przedstawienia teatralne oraz w codzienną działalność poszczególnych scen”. Z drugiej zaś strony była to władza, która „sprawowała mecenat nad polską kulturą rozsądnie i skutecznie”.

Mieczysław Wojtczak wykorzystał w swoim monumentalnym opracowaniu wiedzę, którą zdobył będąc przez lata wśród tych, którzy kształtowali politykę kulturalną i kierowali instytucjami kultury. Właśnie dlatego ta książka ma tak olbrzymi walor poznawczy.

Opisane 25 lat teatru powojennego spina klamra polityczna. „W lipcu 1944 roku, kiedy na wyzwolonych skrawkach ziemi odbywały się pierwsze występy teatrów polskich – w Białymstoku i Lublinie – główną polityczną rolę odgrywał Władysław Gomułka, jako sekretarz generalny PPR. W końcu 1970 roku, kiedy zamykaliśmy uroczyście VI Warszawskie Spotkania Teatralne, Władysław Gomułka kończył karierę polityczną”- pisał Wojtczak. W tym czasie, kiedy zdjęto z afisza „Dziady” Kazimierza Dejmka „polityka kulturalna, wbrew głoszonym oskarżeniom w okresie wydarzeń 1968 roku, nie zmieniła się”. A w sezonie 1969/70 w polskich teatrach odbyło się 370 premier – 8o razy sięgnięto po polską klasykę, prawie 100 razy po klasykę obcą. Na deski sceniczne przeniesiono wiele tekstów współczesnej dramaturgii (polskiej ok. 80, światowej ponad 70).

Jestem przekonana, że do lektury „Teatru na scenie polityki 1944 – 1969” najlepiej zachęcą tytuły rozdziałów: „Spełnione marzenia Stefana Jaracza”, „Rok 1944 – od podstaw”, „Zapowiedź politycznego przełomu w teatrze”, „Rozprawa z Schillerem”, „Zaostrzenie walki o nowe oblicze demokracji”, „Czy tylko w służbie ideologii”, „Nowy rozdział w historii dramatu polskiego”, „Napór artystów i kolejne konflikty”, „Wielka zmiana na polskiej scenie teatralnej”, „Przełom dekady”, „Dziady w Polsce Ludowej”, „Sztuka teatralna w końcu dekady”, „Polityka ta sama, ale klimat już nie”.

We wszystkich rozdziałach aż „kipi” od emocji, awantur politycznych i wykluwania się nowych trendów, czasami wbrew obowiązującym normom.

Tak było z rewolucją, a potem ewolucją Kazimierza Dejmka, coraz mocniejszą pozycją Erwina Axera, który z Łodzi przywędrował do stolicy, by pokierować założonym Teatrem Współczesnym. Obok tuzów, gigantów sceny – Zelwerowicza, Szyfmana, Schillera byli Skuszanka i Krasowski w Nowej Hucie, był młody Warmiński. W połowie lat 50. zaczęły powstawać teatry eksperymentalne, prowadzone nawet w prywatnych mieszkaniach oraz szybko zdobywające popularność teatry studenckie, na czele z STS-em.

Na osobną książkę wystarczy długa lista indywidualności tego ćwierćwiecza – Zygmunt Huebner, Adam Hanuszkiewicz, Jerzy Grotowski, Henryk Tomaszewski, Jerzy Jarocki, Andrzej Wajda, Lidia Zamkow, Maciej Prus, Jerzy Grzegorzewski. „Różnorodność i indywidualności reżyserskie stanowiły niewątpliwą wartość, która miała wpływ na pozycję polskiego teatru, także na świecie”. Po 1956 roku „zaczęła kwitnąć awangarda i nowatorstwo teatralne, której ton nadawali tacy wybitni twórcy, jak Kantor, Szajna, Grotowski, Tomaszewski”.

9 maja 1945 roku funkcjonowało w Polsce zaledwie i 16 scen zawodowych. W epoce Gierka było 70 teatrów państwowych. A dodać do tego trzeba setki nowatorskich teatrów studenckich i objazdowych, jednego aktora, kabaretów.

Spełnione zostały nadzieje Stefana Jaracza, scena teatralna stała się szkołą”- , napisał autor w ostatnim rozdziale. Dlaczego? Przeczytać można w pierwszym rozdziale. „Optymizm i realizm Jaracza w sytuacji jeszcze wojennej – głodu i niedostatku, zniszczeń i niepokojów oraz rozpoczynających się walk bratobójczych, skłonił go do patrzenia daleko i z wiarą, że powstanie w Polsce teatr, oparty na wspaniałych wartościach i przeznaczony dla wszystkich, a nie tylko wybranych grup społecznych”. Mamy taki teatr w Polsce, a Jaracz swoje credo opublikował w tekście „O Teatrze Narodowym” w 1944 roku („Odrodzenie, 22 X 1944).

Polecam „Teatr na scenie polityki 1944 – 1969” wszystkim, nie tylko tym, którzy interesują się kulturą. Nie warto zapominać o tych czasach i dorobku polskich scen.

Wydawnictwo Studio Emka (2016, str. 493, cena 44,90)

Barbara Janiszewska

 

 

ŻYD W ZIELONYM KAPELUSZU

| 19 Lip 2016  21:53 | Jeden komentarz

planty_okladka_1

70 rocznica pogromu Żydów w Kielcach minęła kilka tygodni temu w atmosferze różnych poglądów wygłaszanych na temat tej strasznej zbrodni. Niektóre wypowiedzi były skandaliczne, miedzy innymi ministra edukacji. A przecież pogrom w Kielcach został zbadany, wydano na ten temat ponad 150 książek, powstało kilkanaście opracowań naukowych i wydawać się może, iż sięgając do ogólnie dostępnych publikacji nie powinno się mieć wątpliwości, kto był sprawcą okrutnego mordu Żydów w Kielcach. Mimo to niektórzy uważają , że ten okrutny los zgotowali Żydom 4 lipca 1946 roku w Kielcach nie sąsiedzi Polacy ale jacyś dotychczas nie odkryci sprawcy.

Książka Jerzego Daniela pod tytułem „Żyd w zielonym kapeluszu” wznowiona po 20 latach , wzbogacona opiniami, ukazała się przed 70 rocznicą pogromu Żydów w Kielcach , jakby na przekór temu wszystkiemu co wokół tego makabrycznego zdarzenia się ciągle dzieje , aby powiedzieć wszem i wobec – panowie i panie ( minister jest kobietą) prawda o pogromie jest jedna i znajdziecie ją w książce Jerzego Daniela, który temat pogromu drąży od wielu lat.

 

planty_okladka_4
Rafael Blumenfeld , ranny w pogromie , ocalał i po dwóch latach wyjechał do Izraela, na konferencji , która odbyła się w Kielcach powiedział:

Jerzy Daniel, który napisał książkę Żyd w zielonym kapeluszu”, był pierwszy, który opisał pogrom tak rzetelnie. Ja gromadzę wszystko o pogromie ,ciągle się tym interesuję, mam całą bibliotekę na ten temat , chyba ze 150 książek i innych publikacji. I dlatego, kiedy przeczytałem co napisał Jerzy Daniel, to nie mogłem się powstrzymać i wysłałem do niego bardzo gorący list. I powiedziałem mu: po raz pierwszy kielecki żurnalista i pisarz dał tak obiektywne nakreślenie tamtych wydarzeń, Bardzo mu podziękowałem, głęboko podziękowałem.

I my dziękujemy Jerzemu Danielowi za ten ogromny trud i mozolną pracę, którą wykonał przeprowadzając dziesiątki rozmów ze świadkami, a także ocalałymi ofiarami tamtych odległych wydarzeń, gromadząc setki dokumentów, docierając do najbardziej odległych i mrocznych zakamarków prawdy o pogromie. Bez tego , bez reporterskiego zacięcia , Jerzego Daniela nie powstała by ta cenna książka, obowiązkowa lektura dla wszystkich, którzy jeszcze nie dotarli do prawdy o pogromie Żydów w Kielcach. Polecamy tę lekturę przede wszystkim pani, która zarządza w naszych szkołach edukacją.

Jerzy Daniel jest dziennikarzem , pisarzem, wydawcą, kielczaninem. Autorem m.in. ostatnio opublikowanych książek „ W gwiazdach zapisane”( tom reportażowych opowieści o losach kielczan oraz „Wierni sobie” ( o kolegach szkolnych Stefana Żeromskiego). Jako działacz odznaczony „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”. Jest wiceprzewodniczącym Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej w Kielcach.

(am)

TEKŚCIARZ, czyli…

| 13 Cze 2016  21:26 | Brak komentarzy

teksciarz

… Krzysztof Dzikowski. Jego piosenki śpiewa kilka pokoleń. „Nie wiem, czy to warto”, „Mały książę”, „Był taki ktoś”, „Anna Maria”, „Gondolierzy znad Wisły”. Śpiewali je Ludwik Sempoliński, Mieczysław Fogg, Anna German, Czesław Niemen, Katarzyna Sobczyk, Czerwone Gitary, Irena Jarocka, Maryla Rodowicz, Danuta Błażejczyk. Jaki naprawdę jest Krzysztof Dzikowski? Warto spotkać się z Nim na kartach książki „Tekściarz”.

W rozdziale zatytułowanym „Do starszego pana mi daleko” czytamy, że Krzysztof Dzikowski, jako autor tekstów przebojów jest postrzegany zwykle jako „zadumany, zamyślony, jakby nieobecny duchem poeta”. Kiedy spotkał się po raz pierwszy z Urszulą Sipińską, ta nie mogła uwierzyć, że to On.„Twoje teksty są takie uduchowione i poetyckie”. W gronie prywatnym jest człowiekiem „lekko nieobliczalnym”. Trudno się dziwić, że Marek Majewski dedykował Mu, podczas spotkania w Domu Literatury (24 maja 2016) piosenkę „Że tobie się jeszcze chce”.

Bohater książki prowadzi „Życie na pograniczu słowa i muzyki” (to początek „Tekściarza”). Według Krzysztofa Dzikowskiego: „Słowo uskrzydlone muzyką jest na ustach tysięcy ludzi”. Do dzisiaj pozostał wierny swoim słowom. „Nie lubiłem prosić się o wywiady, zabiegać w radiu o emisje piosenek. Nie zależało mi też na pojawianiu się w okienku telewizora. Zostawiłem to innym. Uważałem – i nadal uważam – że teksty mają mówić same za siebie”.

Na dodatek Krzysztof Dzikowski jest poetą. Może to pozwala Mu tak dobrze pisać dla… kobiet? Irena Jarocka była o tym przekonana, kiedy mówiła, że „potrafię pisać piosenki dla kobiet, o kobietach, gdyż bardzo dobrze rozumiem ich psychikę, jakbym był jedną z nich”.

Trudno w to uwierzyć czytając takie wyznanie: „Mam wrażenie, że szkołę udało mi się skończyć tylko dlatego, że nauczyciele chcieli się mnie jak najszybciej pozbyć”. „Urwis i straszny charakter” edukację odebrał na warszawskiej Pradze, lubił fizykę i matematyką, a najlepiej czuł się w …gangu „Siniores” ! Ale dzieciństwo nie było do końca takie szczęśliwe – lata okupacji spędził na Kielecczyźnie i Lubelszczyźnie. „Wychowany z dala od rodziców, najpierw u obcych ludzi, potem u wujostwa, szukałem swojego miejsca na ziemi. Szukałem swojej planety”. Przebój „Mały książę” (z muzyką Ryszarda Poznakowskiego) jest odbiciem tego dzieciństwa.

„Tekściarz” nie jest jednak typową biografią – jest za to pasjonującą lekturą dla wszystkich! Autor i bohater odsłaniają kulisy, układy i układziki, jakie rządziły światem rozrywki w minionych latach. A ponadto pokonywanie życiowych przeszkód, do których niewątpliwie należał choćby zakup maszyny do pisania ERIKA. Niedostępny z powodu ceny enerdowski produkt nabył Dzikowski … jako radio na raty.

Nieobce były „Tekściarzowi” również pomyłki, kiedy piosenki przypisywano innym autorom. Skromnie mówi, że „przykro mi”. Wspomina miażdżącą recenzję Romana Waschki o piosence „W moich myślach Consuelo”, do której tekst napisał po lekturze książek autora „Małego księcia” (Antoine de Saint-Exupery, francuski pilot, pisarz i poeta). Ale zareagował na nią Seweryn Krajewski w wywiadzie radiowym: „Czasem trzeba , panie redaktorze Waschko, czytać książki, zanim napisze się żałosną recenzję”. Do tych „smaczków” , które znajdziemy w „Tekściarzu” dodam, że Dzikowski jest autorem piosenki uznanej za hymn Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej i jako niepokorny miewał spore kłopoty z władzą. Nie tylko z powodu tekstów do piosenek, ale także programów kabaretowych Stodoły i Hybryd.

Nie dziwi więc, że poza twórczością na co dzień „walczy” o uznanie (także materialne) i szacunek dla polskich twórców, przewodnicząc Związkowi Zawodowemu Twórców Kultury.

Barbara Janiszewska

 

 

KŁAMSTWA, PRZEMILCZENIA…

| 19 Gru 2015  16:47 | Brak komentarzy

Sarmaci_Katolicy_zwyciescy

Prezentujemy książkę red. Andrzeja Zielińskiego zatytułowaną SARMACI, KATOLICY, ZWYCIĘZCY (Kłamstwa, przemilczenia i półprawdy w historii Polski). Polecamy tę interesującą lekturę, momentami szokującą, jak wiele innych pozycji tego autora, który ma w swoim dorobku13 książek dotyczących przemilczanych lub mało znanych wydarzeń z historii Polski i Europy.

W przedmowie do prezentowanej książki autor pisze:
„Historia Polski, nie tylko zresztą ta najdawniejsza, ginąca gdzieś w pomroce wieków, lecz także współczesna pełna jest mitów, półprawd, przemilczeń i niedomówień. Wymusiły to różne wydarzenia z naszych dziejów… Ale mity, w odróżnieniu od legend, mają również to do siebie, że żyją niezależnie od jakiejkolwiek prawdy historycznej… Z reguły są przecież tworzone po to, aby spełnić bardzo konkretne oczekiwania , lub wręcz powstają na zamówienie określonej religii, konkretnego władcy, liczącej się grupy społecznej lub narodowościowej…Można zatem powiedzieć, że każde państwo, każde społeczeństwo ma takie mity, jakie samo sobie stworzyło lub ciągle tworzy… Do tworzenia mitów przystąpiono w państwie polskim bardzo późno – dopiero w początkach XII wieku, przy okazji powstania naszej pierwszej kroniki. Trzeba było przecież wtedy znaleźć lub stworzyć jakiś w miarę wiarygodny , a zarazem efektowny rodowód dla panującej dynastii piastowskiej…Mity powstają przecież dlatego, że ludzie chcą, aby powstawały. Co z tego, że w samym założeniu mity są zwykle kłamstwem, w najlepszym zaś wypadku bzdurą? Chciałbym wyraźnie w tym miejscu podkreślić, że SARMACI, KATOLICY, ZWYCIĘZCY nie jest kolejnym podręcznikiem historii Polski dla uczniów czy studentów. To tylko zbiór historycznych esejów, które – mam taką nadzieję – pobudzą każdego, kto sięgnie po tę książkę, do zastanowienia nie tylko nad naszymi dziejami, lecz stale doskonalonymi przez stulecia mechanizmami manipulowania, w zależności od bieżących potrzeb, polskim społeczeństwem, a przede wszystkim polską historią, zarówno tą najstarszą, jak i tą najnowszą…”

Polecając tę książkę, czynimy to z satysfakcją, ponieważ autor doktor Andrzej Zieliński jest członkiem naszego Stowarzyszenia. Pracę w zawodzie dziennikarskim , po studiach na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, rozpoczynał w redakcji „Sztandar Młodych”, następnie redagował „Walkę Młodych”, był komentatorem ekonomicznym w „Rzeczpospolitej”, redaktorem naczelnym „Rynków Zagranicznych”, współpracował z „Kulturą” „Perspektywami”, „Gazetą Krakowską”, „Polityką” i chociaż jest specjalistą od problematyki ekonomicznej i gospodarczej, zainteresowania , które wymienia to : zakony rycerskie, tajne organizacje i stowarzyszenia.

„Sarmaci, katolicy, zwycięzcy” ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński Media 2015.

Wyświetl więcej »
  • MEDIA

    Jacek Nizinkiewicz: „Wiadomości” zmanipulowały moje słowa o Thun i Czarneckim Dziennikarz „Rzezcpospolitej” Jacek Nizinkiewicz ocenił, że w „Wiadomościach” TVP zmanipulowano jego słowa dotyczące sporu europosłów Róży Thun i Ryszarda Czarneckiego. Zapowiedział, że nie będzie już udzielał wypowiedzi do programu. Czytaj więcej...
    ***
    Nieoczekiwane odejście Klaudiusza Pobudzina to ucieczka Kurskiego do przodu. Napięcia między prezesem TVP, a szefostwem TAI to nic nowego, ale ostatnie ruchy kadrowe mogą świadczyć o desperacji Jacka Kurskiego. - Wróble ćwierkają, że nowy układ rządowy nie specjalnie ceni sobie prezesa Kurskiego, więc zabieg „egzekucji” Pobudzina wygląda na ruch wyprzedzający - ocenia Bogusław Chrabota, redaktor naczelny „Rzeczpospolitej”. Czytaj więcej...
    ***
    Grzegorz Pawelczyk i Ewa Bugała na urlopie. To prognoza "daleko idących zmian" w TVP Grzegorz Pawelczyk, wiceszef TAI i dyrektor TVP Info złożył wypowiedzenie. Obecnie przebywa na urlopie - potwierdza Centrum Informacji TVP. Wolne wzięła również dziennikarka Ewa Bugała. Czytaj więcej...
    ***
    Andrzej Olejniczak pozwał Agorę. Chce przywrócenia do pracy w „Gazecie Wyborczej” Zwolniony z „Gazety Wyborczej” (Agora) Andrzej Olejniczak złożył pozew w sądzie pracy, żądając przywrócenia na poprzednie stanowisko - dowiedział się portal Wirtualnemedia.pl. Terminu rozprawy jeszcze nie ma, ale informacja o pozwie wpłynęła już do firmy. Czytaj więcej...
    ***
    Jarosław Olechowski p.o. dyrektorem TAI. Zastąpił Klaudiusza Pobudzina Jarosław Olechowski pełni obowiązki dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Klaudiusz Pobudzin, dotychczasowy szef TAI złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Czytaj więcej...
    ***
    Freedom House: zmalała wolność w Polsce, publiczne media tak jak na Węgrzech oczerniają opozycję OLEĆ W Polsce, tak samo jak na Węgrzech, publiczne media w ub.r. oczerniały opozycję, ponadto władze utrudniały działalność organizacji pozarządowych - uważa Czytaj więcej...
    ***
    Jacek Kurski bez obaw przed ocenieniem przez RMN pracy zarządu TVP Po tym jak Rada Mediów Narodowych zapowiedziała własny raport na temat działania zarządu Telewizji Polskiej prezes firmy Jacek Kurski mówi portalowi Wirtualnemedia.pl: - Czekam spokojnie na werdykt i ocenę, przemawiają za mną wyniki oglądalności. Czytaj więcej...
    ***
    Reforma w TVP od 1 marca. Matyszkowicz dyrektorem biura programowego Telewizja Polska rozpocznie formalne wdrażanie zmian w strukturze spółki od 1 marca br. Tak zdecydował zarząd TVP, który zatwierdził także Mateusza Matyszkowicza jako dyrektora nowo powstałego biura programowego - nieoficjalnie ustalił portal Wirtualnemedia.pl. Czytaj więcej...
    ***
    Prezes PAP: będą konsekwencje ws. depeszy o poparciu premiera dla WOŚP Ta sprawa nie pozostanie bez echa, zostaną wyciągnięte konsekwencje - powiedział "Presserwisowi" prezes Polskiej Agencji Prasowej Wojciech Surmacz, odnosząc się do informacji o poparciu premiera Mateusza Morawieckiego dla WOŚP, która znalazła się w depeszy PAP na podstawie wpisu cytowanego za fałszywym kontem na Twitterze. Czytaj więcej...
    ***
    KRRiT wybiera technologię do własnego badania oglądalności i słuchalności Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zaczęła pracę nad własnym pomiarem korzystania z mediów elektronicznych. Obecnie zastanawia się nad najlepszą technologią badania, do końca br. planuje zorganizować panel pilotażowy. Projekt będzie konsultowany z nadawcami i branżą marketingową. Czytaj więcej....
    ***
    Januszowi Kaweckiemu z KRRiT nie podoba się uchylenie kary dla TVN Janusz Kawecki, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wydał w poniedziałek 15 stycznia br. oświadczenie w którym zaznaczył, że nie identyfikuje się z decyzją przewodniczącego KRRiT w sprawie uchylenia kary dla spółki TVN SA i z trybem doprowadzenia do tej decyzji. Czytaj więcej...
    ***
    TVP pozywa serwis Wyborcza.pl za tekst o sylwestrze TVP w Zakopanem Jacek Kurski, prezes Telewizji Polskiej zapowiedział na Twitterze, że pozwie serwis „Gazety Wyborczej” Wyborcza.pl za tekst o wydatkach na sylwestra organizowanego przez TVP w Zakopanem. Czytaj więcej...
    ***
    TVP po tekście „Faktu” nt. wniosku o ukaranie kierowcy Jacka Kurskiego zapowiada kroki prawne Telewizja Polska zapowiada kroki prawne przeciwko wydawcy dziennika „Fakt” (Ringier Axel Springer Polska). Chodzi o tekst opisujący kolejne fakty w sprawie kolizji drogowej z udziałem służbowego auta Jacka Kurskiego, jaki zamieścił dziennik. - To sąd wyda wyrok w tej sprawie, a nie „Fakt” - czytamy w specjalnym oświadczeniu TVP. Czytaj więcej...
    ***
    "Woronicza 17" nadano na żywo, goście wystąpili z serduszkami WOŚP Program publicystyczny TVP Info "Woronicza 17", mimo wcześniejszych doniesień medialnych, został nadany na żywo. Goście audycji mieli przyklejone czerwone serca - symbol Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Czytaj więcej...
    ***
    KRRiT zgodziła się na więcej dokumentu w Stopklatce Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zgodziła się na zmiany w koncesji telewizji naziemnej Stopklatka dotyczące zwiększenia udziału pozycji dokumentalnych. Czytaj więcej...
    ***
    Jan Pospieszalski wytknął marszałkowi Senatu obecność na gali 25-lecia Polsatu W programie „Warto rozmawiać” w TVP1 Jan Pospieszalski wytknął marszałkowi Senatu Stanisławowi Karczewskiemu, że był gościem na gali z okazji 25-lecia Polsatu, podczas gdy założyciel stacji Zygmunt Solorz jest jednym z bohaterów książki „Resortowe dzieci”. Czytaj więcej...
    ***
    Członkowie KRRiT nie są zadowoleni, że przewodniczący uchylił karę dla TVN Członkowie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zaznaczają, że uchylenie kary dla TVN SA to decyzja przewodniczącego Witolda Kołodziejskiego. Nie wszyscy członkowie Rady są z niej zadowoleni. Czytaj więcej...
     
  • Dziennikarze wspominają…

    witryna4
    To miejsce przeznaczamy na wspomnienia dziennikarzy. W ten sposób staramy się ocalić od zapomnienia to, co minęło...

    Przejdź do Witryny Dziennikarskich Wspomnień

    ***

  • POLECAMY

  • PARTNERZY

    infor_logo


  • FACEBOOK

  • Międzynarodowa Legitymacja Dziennikarska

    legitymacja Członkowie naszego stowarzyszenia mogą uzyskać legitymacje dziennikarskie (International Press Card) Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ (IFJ), z siedzibą w Brukseli.
  • Menu

  • Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy


    Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest organizacją członkowską Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy.
  • Tagi