Ewa Wiśniewska z Nagrodą im. Ireny Solskiej

| 7 Gru 2018  16:13 | Brak komentarzy

„… Osoba tak różnobarwna, jak jej niezliczone role w filmie, teatrze, telewizji, wszędzie… Potrzebna, podziwiana, poszukująca …”. To o bohaterce wieczoru – Ewie Wiśniewskiej!

Nagrodę im. Ireny Solskiej Ewa Wiśniewska – jako ósma laureatka tej nagrody – odebrała w warszawskiej siedzibie ZASP 3 grudnia 2018 r. Otrzymała ją „za wszechstronny dorobek artystyczny w teatrze, kinie, telewizji i radiu, ze szczególnym uwzględnieniem kreacji na deskach Teatru Narodowego”.

> Czytaj dalej >>>

”Szlif”: Czas podsumowań i nie tylk

| 6 Gru 2018  11:38 | Brak komentarzy

Koniec grudnia jest z pewnością jednym z najbardziej ekscytujących i sentymentalnych momentów w ciągu całego roku. Nie dość, że przypada on na okres świąt Bożego Narodzenia, to jeszcze z niecierpliwością czekamy na końcowe odliczanie, które z każdą sekundą zbliża nas do pierwszego dnia stycznia i różnych noworocznych postanowień.

Wielu z nas, myśląc o nowym roku, wymyśla plany, które stara się zrealizować, z lepszym lub gorszym skutkiem. Wszyscy wiedzą, że gdy przyjdziemy na siłownię parę dni po Nowym Roku, okazuje się, że nie ma wolnych miejsc. Po paru tygodniach liczba sezonowych sportowców drastycznie spada. To zjawisko możemy również zaobserwować na ulicach, gdzie nagle coraz więcej ludzi zaczyna biegać, a z dnia na dzień robi się ich coraz mniej” – zauważa Olga Powązka w artykule „Nowy rok, nowa ja”.

Gdy jednak nie uda się wytrwać w naszych postanowieniach noworocznych, nikomu nie zaszkodzi niewielkie osłodzenie porażki. W grudniowym „Szlifie” znajdziemy aż dwie propozycje gastronomiczne. Martyna Stanisz oraz Olga Powązka w swoich tekstach, znajdujących się kolejno na pierwszej i drugiej stronie gazety, przedstawiają nam miejsca takie jak Cafe Równik oraz Piernikarnia Wrocławska, wyjaśniając także ich wyjątkowość.
Nie mogło zabraknąć również trudniejszych tematów poruszanych przez młodzież. W tym numerze dowiemy się o historii tatuażu oraz jego wadach i zaletach, problemie braku tolerancji dla osób odmiennej orientacji czy kolejnym sposobie przyozdabiania ciała, jakim jest piercing.

Oczywiście to nie wszystko! Gorąco zachęcamy do odkrycia, co jeszcze mają nam do przekazania młodzi adepci sztuki dziennikarskiej i wraz z nimi życzymy Państwu spokojnych, rodzinnych świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku!

Urszula Kokot
ulaa.kokot@gmail.com

 

 

Losy spółdzielczości w Polsce w okresie transformacji – zaproszenie na spotkanie

| 20 Lis 2018  11:03 | Brak komentarzy

Serdecznie zapraszamy na spotkanie z prof. Zofią Chyrą-Rolicz na temat:
„Losy spółdzielczości w Polsce w okresie transformacji – niewykorzystana szansa rozwoju”.
Spotkanie odbędzie się 27 listopada 2018 (wtorek), o godz. 12.00, w klubie „Cudzysłów” (Dom Dziennikarza, ul. Foksal 3/5, I piętro).

> Czytaj dalej >>>

REFLEKS REDAKTORA RESZCZYŃSKIEGO

| 9 Lis 2018  18:44 | Brak komentarzy

Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego wydał oświadczenie, w którym protestuje przeciwko „drastycznemu obniżaniu standardów pracy dziennikarskiej” i prosi władze Polskiego Radia o „zajęcie jednoznacznego stanowiska” w sprawie nazwania prof. Władysława Bartoszewskiego „bydlakiem” przez gościa audycji w radiowej Trójce.

Taki bydlak powiedział, że Polska to jest taka brzydka panna, która nie bardzo może sobie znaleźć męża” – powiedział w trakcie środowego programu „Trójka na poważnie” muzyk Paweł Piekarczyk. „Ja mówiłem o Bartoszewskim akurat” – dodał po chwili. Prowadzący audycję  Wojciech Reszczyński nie zareagował.
– Ubolewam, że te słowa padły z ust gościa w audycji na żywo – powiedział „Presserwisowi” Wiktor Świetlik, dyrektor Programu III Polskiego Radia.

„Jesteśmy oburzeni tym, co zaszło (…) Jesteśmy dalecy od tego, by ograniczać swobodę wypowiedzi, czy odbierać komukolwiek prawo do krytycznej oceny osób i wydarzeń. Ale debata na antenie publicznego radia powinna odbywać się z poszanowaniem godności wszystkich osób, także zmarłych. Za jakość tej debaty odpowiedzialni są zaś dziennikarze, dlatego naruszanie godności innych powinno spotykać się z reakcją i dystansowaniem się od tego typu wypowiedzi” –  napisał zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego, który tworzą dziennikarze Polskiego Radia: Wojciech Dorosz, Dorota Nygren i Marcin Majchrowski.

Źródło: PRESS

PS. W pełni popieramy stanowisko Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego. Dodajmy, że red Reszczyński popisał się wyjątkowym refleksem. Jeżeli dziennikarz w audycji na żywo nie potrafi zareagować na niegodne słowa rozmówcy, to albo nie nadaje się do zawodu, lub co gorsze utożsamia się z wypowiedzią muzyka Piekarczyka. Trudno również zrozumieć , jaki problem w tej sprawie, ma dyrektor Programu III Polskiego Radia –Wiktor Świetlik. Ubolewanie to zbyt mało.

Prezydium ZG SDRP

***

Aktualizacja: Dyrekcja Programu III Polskiego Radia zawiesiła Wojciecha Reszczyńskiego w prowadzeniu audycji ”Trójka na poważnie” – ustalił Press.pl.
Z naszych informacji wynika, że Wojciech Reszczyński nie będzie prowadzić programu prawdopodobnie do końca roku.

Danuta Dunin-Wąsowicz (31 stycznia 1930 – 30 października 2018)

| 9 Lis 2018  18:25 | Brak komentarzy

Bardzo osobiste wspomnienie o red. Danucie Dunin-Wąsowicz przekazała nam red. Irena Scholl, która mówi o Danusi: moja najdłuższa psiapsiółka.

„Moja najdłuższa psiapsiółka”

Że z Danką jest źle, wiedziałam już od wielu tygodni przed Jej śmiercią. Marek (mąż) nigdy nie tracił nadziei. Używał formy informacyjnej, unikał ukazującego skrywaną rozpacz tonu felietonowo – komentarzowego, mówiąc np. o tym, że pielęgniarz nosi bezsilną Danusię do wanny. W ten sposób poznawałam coraz gorszą prawdę. 30 października poznałam tę najgorszą, ostateczną: o 8 rano Jej zwykły sen, w który coraz częściej zapadała, przekształcił się w wieczny. Odeszła spokojnie, już nie cierpiąc dzięki środkom uśmierzającym ból.

Od tamtej chwili, a zwłaszcza 6 listopada, podczas żałobnego nabożeństwa i pogrzebu na cmentarzu ewangelicko-reformowanym przy ul. Żytniej 42 w Warszawie, i teraz wciąż jeszcze, przewija się w mojej głowie taśma z nagraniami, których dokonała zawodna, niestety, pamięć.

Znałyśmy się z Danusią 88 lat, czyli – rzec można – od narodzin w tym samym, 1930 roku. Ona była córką Stanisławy i Józefa Pośpiechów – tata był księgowym w naszej kalwińskiej (jak mawiają w Warszawie) parafii, zaś mój wujek, pastor Ludwik Zaunar, jej drugim proboszczem. Obie rodziny zajmowały mieszkania „służbowe” w lewej oficynie Pałacu Zuga przy ul. Leszno 20 – obie oficyny poległy podczas zagłady Warszawy po Powstaniu, a po wojnie nie zostały, niestety, odbudowane. Do dawnej świetności wrócił główny budynek pałacu z pomieszczeniami parafialnymi, m. in. salą zborową. I to właśnie na podłodze tej sali w 1930 r. ćwiczyłyśmy raczkowanie, potem chodzenie kuksając się, ściskając, wymieniając całuski, zabawki, cukierki.

Działo się to regularnie co tydzień podczas agap. Agapa, po grecku miłość, słowem tym pierwsi chrześcijanie określali swoje pierwsze spotkania po śmierci Chrystusa. Odbywały się po eucharystii, a u nas kontynuuje się tę tradycję pod nazwą „herbatka”, na którą przychodzą po nabożeństwie całe rodziny. Tu był niejako nasz drugi dom. Bardzo byliśmy zżyci.

Podrosłyśmy i rozpoczęłyśmy naukę religii w niedzielnej szkółce. Wśród katechetek był moje obie ciocie: pastorowa Irena i Mela (siostry mojego taty). Mela, nauczycielka i działaczka ZNP, po I wojnie tworzyła bibliotekę Związku, szkoły dla pracujących i uniwersytety robotnicze na warszawskim Powiślu, o czym Danka dowiedziała się ode mnie, bo ciocia Mela była uosobieniem skromności i o popisywaniu się czymkolwiek nie było mowy. Pamiętam że Danka, jak już przybywało nam w głowach oleju, wypytywała ciocię Melę o tamte dzieje. Tak więc bardzo wcześnie ujawniła się Jej dziennikarska ciekawość i sądzę, że nie było przypadkiem Jej zainteresowanie właśnie tematyką społeczną, edukacyjno-oświatową. Ale o tym za chwilę.

Kiedy Powstanie Warszawskie padło i niemcy (nie poprawiać, o członkach tej narodowości pisało się wówczas małą literą) weszli na teren parafii i spytali, kto tu jest nie polskiego pochodzenia, najwyraźniej oczekiwali odpowiedzi twierdzącej, wszak znaleźli się wśród ewangelików, ale i Zaunarowie i Pośpiechowie ich zawiedli, nie skorzystali z okazji, aby ujść wolno, uniknąć Pruszkowa. A przecież mogli odpowiedzieć twierdząco. Tak, z pochodzenia nie jesteśmy Polakami, co było prawdą. Ich korzenie były w Czechach! Wujka Lutka wywieźli do Dachau, tej znanej kaźni duchownych różnych wyznań, gdzie zginął w lutym 1945 r. Pani Stanisława z Danusią, także ciocia Irena znalazły się w Ravensbruck, dzieląc los 30 tys. Polek. Szczęśliwie nie podzieliły losu 17 tys., które zginęły w tym strasznym koncentraku. Kiedy po wojnie warszawiacy jakoś się poodnajdywali, nie pamiętam, aby któraś z nich opowiadała o horrorze, jaki przeżyła. Epatowanie cierpieniem, demonstrowanie martyrologii, popisywanie się patriotyzmem – to nie w kalwińskim stylu.

Ale przecież w każdej z nich tamten okres pozostawił ślady. Ciocia Irena żyła raptem 64 lata, zaś Danusi młodziutki organizm nie wytrzymał głodowych racji i ciężkiej, niewolniczej pracy. Jeszcze przed 20-tką dopadła Ją gruźlica. Los sprawił, że podczas jednego z etapów Jej choroby pracowałyśmy przez 4 lata (1953-1957) w jednym pokoju redakcji związkowego dziennika „Głos Pracy”, który znajdował się na IV piętrze budynku przy ul. Smolnej 12. W tamtym okresie nie było w nim windy! Podczas wojny zburzony został sąsiedni dom, nośna ściana naszego naruszona i jakoś tam podparta, ale o uruchomieniu dźwigu nie było mowy. Nastąpiło to po latach, gdy na styk zbudowano nowy dom. (Za te wszystkie szczegóły nie ręczę. Dziury w pamięci.) Gdy Danka odbyła wspinaczkę, padała pół żywa na krzesło, a ja przykładałam ucho do Jej klatki piersiowej skąd dochodziło głośne rzężenie. Pooperacyjne zrosty zaciskały się wokół aorty… Potem je wypalano poprzez dziurę w boku. Moja wspinaczka stała się uciążliwa, gdy rósł mi w brzuchu Władek. Wtedy Danka mnie osłuchiwała, ale to były wesołe chwile. Zwłaszcza, że miała poczucie humoru i gdy Władek zaczął serwować solidne kopniaki, zamieniała się w sprawozdawcę z meczu piłkarskiego. W tamtych czasach fundowałyśmy sobie jeszcze jedną wspinaczkę – na III piętro kamienicy przy ul. Górskiego, gdzie po ślubie Dunin-Wąsowiczowie zamieszkali u mamy Marka. Ukochana teściówka podawała natychmiast pyszną zupkę, a brat Marka, Krzysztof, historyk, gdy właśnie był w domu, opowiadał ciekawe historie z historii, bo go maglowałam i dostawałam najnowsze książki.

Kiedy poszłam na urlop macierzyński, najpierw ustawowy, a potem bezpłatny, do domu letniskowego zbudowanego przez moich rodziców przed moim pojawieniem się na świecie, w którym zamieszkałam po ślubie, przyjeżdżała na letnie niedziele cała redakcyjna ferajna. Był piękny ogród, Zbyszek robił nalewki na owocach z naszych własnych drzew. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek i gdziekolwiek tak się śmiała, jak wtedy. Piękna Danka była, jak zawsze, duszą towarzystwa. Wesoły Mietek Ziemski, szef naszego działu, jak również Andrzej Dobrzyński, wówczas głosopracowy główny prawnik (gazeta była świetnym edukatorem w dziedzinie prawa pracy, a na pierwszej stronie znajdowała się stała pozycja piętnująca łamanie tego prawa pod tytułem „Bolesne sprawy dnia powszedniego”) opowiadali niecenzuralne kawały obyczajowo-politycznie. Ale naczelnym rozśmieszaczem był Mariusz Kwiatkowski, nasz działowy kolega, syn Remigiusza Kwiatkowskiego, znanego przed wojną autora aforyzmów „Parasol noś nawet przy pogodzie”.
Te wesołe spotkania przypominały Dance i mnie wygłupy podczas niedzielnych spotkań w Skolimowie, gdzie rodzina Pośpiechów zamieszkała po wojnie. Moim popisowym numerem było stanie na głowie.

W 1957 r. rozstałyśmy się z Danką na długie lata. Przeszła do nowej popołudniówki „Kuriera Polskiego”. I – jak to Ona – całym sercem i umysłem zaangażowała się najpierw w jej tworzenie, a potem prowadzenie działu – oczywiście – kulturalno-oświatowego. Potem pracowała w innych działach, m. in. była korespondentem „Kuriera” w Pradze. Minęło kilka lat, przeszła do „Tygodnika Demokratycznego” na stanowisko zastępcy redaktora naczelnego. Miała coraz więcej obowiązków, bo rodzina się powiększała. Syn Tomek zafundował Jej trzech wnuków, których uwielbiała i poświęcała im każdą wolną chwilę. Potem pojawiła się prawnuczka. Poznawałam ich podczas uroczystych obchodów rocznic ślubu Dunin – Wąsowiczów i urodzin Danusi. Wątpię, czy ich kiedyś zobaczę. Zapamiętam, jak podczas pogrzebu ukochanej babci podtrzymują nie mogącego utrzymać się na nogach Marka. Zapamiętam pożegnalne słowa, które napisał, ale nie mógł wypowiedzieć, w czym zastąpił go prof. Roch Dunin – Wąsowicz, wykładowca na Londyńskim Uniwersytecie. Mój kochany Roszek, mówiła o nim Danka, dumna ze świetnie wyedukowanego, między innymi w USA, wnuka. Pamiętam jak w „Głosie” z dumą pisała o sukcesach w walce z analfabetyzmem, dzięki którym coraz więcej młodzieży ze wsi, z robotniczych rodzin może studiować…

Czy ktoś o tym wspomni w 100-lecie odzyskanej niepodległości? -zastanawiała się Danka, kiedy jeszcze mogła rozmawiać przez telefon. A z badań socjologicznych wynika, że dziś coraz więcej studentów pochodzi z zamożnych rodzin… Na takie refleksje stać dziś tylko bardzo starych ludzi.

Ale zanim zrobiłyśmy się takimi, w 1988 r. połączyła nas jeszcze na kilkanaście lat wspólna praca w Społecznym Komitecie Opieki nad Zabytkami Cmentarza Ewangelicko-Reformowanego w Warszawie. Z pomocą Jerzego Waldorffa opracowałam statut Komitetu, zaprosiłam „znane nazwiska” i energiczne osoby z parafii, ówczesny proboszcz Bogdan Tranda (nieodżałowany !) pomógł zarejestrować Stowarzyszenie w sądzie, a Danusię, człowieka wielkiej rzetelności i pracowitości poprosiłam, aby była sekretarzem. Zgodziła się natychmiast, choć to przecież papierkowa robota, niewdzięczna i żmudna. Obie jej nienawidziłyśmy. Tak z ręką na sercu, to my obie przez kilkanaście lat „ciągnęłyśmy” Komitet. Tych różnych formalności było sporo, parafia pomagała, gdy żył Bogdan, potem różnie bywało. Nie będę opisywała naszych osiągnięć z tamtego okresu. Można je odczytać na naszym cmentarzu. Zostało odrestaurowanych 26 najbardziej zniszczonych, pięknych nagrobków, w których spoczywają prochy naszych słynnych przodków. Pomocą finansową wspierało nas miasto dzięki wystąpieniom o dotacje stołecznego konserwatora zabytków, któremu przekazywałyśmy uzasadnione wnioski. Podczas pogrzebu podziękowałam Dance za tamte lata. Dziękuję też Markowi, który nam świadczył samochodowe usługi.

Irena Scholl

„Szlif”; Jest dla nich nadzieja!

| 9 Lis 2018  18:09 | Brak komentarzy

Powszechnie uważa się, że współczesną młodzież obchodzi tylko czubek własnego nosa. Całymi dniami wpatrzeni w smartfony, nie robią nic produktywnego. Nie mają wyrobionych poglądów, nie interesują się wydarzeniami na świecie czy w swojej ojczyźnie, a co dopiero w lokalnej społeczności.

Na szczęście w jednym z wrocławskich liceów, a konkretnie w Liceum Ogólnokształcącym nr XIII im. Aleksandra Fredry, działa grupa uczniów, która jest idealnym zaprzeczeniem tego stereotypu. Ci młodzi adepci sztuki dziennikarskiej co miesiąc wydają kolejny numer gazety „Szlif”, która istnieje nieprzerwanie od 2002 roku. W artykułach poruszają rozmaite tematy, a w najświeższym, listopadowym numerze, pokazują między innymi, że też mają głos i dostrzegają nieprawidłowości tego świata…

> Czytaj dalej >>>

Krzyż Oficerski OOP dla redaktor Grażyny Orłowskiej-Sondej

| 6 Lis 2018  16:14 | Jeden komentarz

Redaktor Grażyna Orłowska-Sondej została uhonorowana Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystość wręczenia odznaczenia odbyła się 30 października 2018 roku w Pałacu Prezydenckim, podczas spotkania pary prezydenckiej z organizatorami i wolontariuszami akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”. Główną pomysłodawczynią i organizatorką tej akcji oraz prezeską Fundacji Studio Wschód jest red. Grażyna Orłowska-Sondej, nasza koleżanka ze Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk.

Prezydent RP Andrzej Duda, wręczając Grażynie Orłowskiej-Sondej odznaczenie, podziękował jej za dotychczasową działalność oraz podkreślił jej wybitne zasługi przy ratowaniu polskich cmentarzy na Kresach.

Wzruszenia nie kryła również bohaterka spotkania, która stwierdziła między innymi, że akcja „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia” narodziła się z miłości do Kresów. – Kto choć raz pojechał na Kresy, ten będzie chciał tam powrócić. Polscy wolontariusze są tego najlepszym przykładem i w każde wakacje z wielką ochotą jadą na Kresy. W tym roku, w ramach IX edycji, w akcji uczestniczyło ponad 1300 wolontariuszy, którzy pracowali na 145 opuszczonych polskich cmentarzach położonych w okolicach Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, na Podolu i Wołyniu – powiedziała Grażyna-Orłowska Sondej.

Miłym akcentem spotkania był występ chóru ze Szkoły Podstawowej nr 2 im. Henryka Sienkiewicza z Ziębic (Oddział Gimnazjalny), pod kierownictwem Marzeny Jabłońskiej.

Red. Grażyna Orłowska-Sondej pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku wstąpiła do dziennikarskiego stowarzyszenia. Przez trzy kadencje była we władzach Dolnośląskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

Ryszard Mulek
Fot. Krzysztof Sitkowski (KPRP)

„Siłaczki” Warszawy

| 5 Lis 2018  19:47 | Brak komentarzy


Bohaterki dnia codziennego… Dwie z nich – wybrane spośród kilkuset zgłoszonych – zostały Warszawianką Stulecia i Warszawianką roku 2018. To Irena Sendler i Anna Ojer.

Jakże różne! Działające w sytuacji wymagającej ogromnej, heroicznej odwagi, kiedy nie lękając się śmierci ratowały innych (to Warszawianka Stulecia), ale także potrafiące zorganizować i uaktywnić tysiące osób – nie tylko w swojej „lokalnej ojczyźnie”, ale w całej Polsce – aby pomagać rodzicom dzieci przebywających w Centrum Zdrowia Dziecka (to Warszawianka 2018).

Kapituła, której przewodniczyła Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca Rady m.st. Warszawy nominowała w każdej kategorii 10 wspaniałych.

> Czytaj dalej >>>

WARSZTATY  DZIENNIKARSKIE

| 30 Paź 2018  09:52 | Brak komentarzy

Arbuzowa pokusa – zabieg silnie nawilżający za 149 zł, skalpel – bezinwazyjna redukcja zmarszczek (smocza krew) za 135 zł, po… kąpiel w kolorach za 17 zł. Takie m. in. zabiegi oferuje hotel „Jawor” w Sarbinowie/Koszalin. Tam też odbył się kolejny etap szkolenia dziennikarzy. Miejscowość nadmorska z nowoczesną promenadą (ok. 2 km) i zabytkowym kościołem pw Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z połowy XIX wieku.

Fundusze unijne (Program Operacyjny – Wiedza, Edukacja, Rozwój), pomogły w zorganizowaniu przez Stowarzyszenie Dziennikarzy RP i OPZZ, szeregu spotkań dla 80 dziennikarzy (rotacyjnie) w różnych miejscach Polski np. Krynicy Morskiej, Krynicy-Zdroju, Wiśle, Warszawie.

To był już najwyższy czas, by pochylić się nad kondycją, zagrożeniami i warunkami, w jakich obecnie muszą pracować dziennikarze. Mówią o nas – „czwarta władza”, my jednak tego nie odczuwamy. Ustawa: „Prawo Prasowe” ma już ponad 30 lat (z 1984 r.) i wiele przepisów straciło swą aktualność, wiele należy dostosować do obecnej rzeczywistości. W dobie rozwoju mediów elektronicznych, internetu, cyberprzestrzeni, na nowo trzeba by zdefiniować pojęcie – dziennikarz. Nazywanie pewnych osób w ten sposób, chyba deprecjonuje dziennikarzy po specjalistycznych studiach. Czy ten piszący fake newsy to jeszcze dziennikarz, czy już manipulator? Skoro to celowa manipulacja (wymieszanie prawdy z kłamstwem), to tacy „dziennikarze” – psują środowisko prawdziwych dziennikarzy, którym przyświeca hasło – służba prawdzie i społeczeństwu. Prawdziwi dziennikarze mają swój – kodeks etyczny.

W tym kontekście zastanawialiśmy się nad tym, czy aby niektórzy nie za łatwo dostają legitymacje prasowe. Całą otoczkę praw dotyczącego świata mediów, korporacji, prawa unijnego, przybliżył nam mec. Jacek Wojtaś. O nowych technologiach (cyfryzacja), zagrożeniach, pracach różnych gremiów konsultacyjnych, współpracy etc, dyskutowaliśmy pod kierunkiem pani redaktor Anny Kolmer.

O społeczeństwie obywatelskim, dziennikarstwie śledczym, „czwartej władzy” i sytuacji dziennikarzy w krajach UE, mówił sekretarz generalny SD RP Andrzej Maślankiewicz. Nad całością (organizacja 5 zjazdów) czuwała niezastąpiona Irena Hamerska z SD RP z  Warszawy.

W trakcie dyskusji wyszła jedna ważna sprawa. Nasze środowisko jest rozbite na szereg stowarzyszeń dziennikarskich. Czyli – każdy sobie rzepkę… Brakuje nam – samorządu dziennikarskiego. Inne branże mają, potrafią walczyć o swoje interesy, a dziennikarze…? Nad tym zaczęliśmy pracę. Zadbać trzeba o wiele spraw jak choćby prawa autorskie, prawa do tantiem, sprawy emerytalne czy choćby zwykła ochrona przed naciskami, narzucaną samocenzurą, aż do obawy o zdrowie i życie. Widzimy, że dziś tę funkcję kontrolną władzy, dziennikarze wykonują, ale z dużą obawą, a czasem tracą życie (zwłaszcza na wschodzie). Z obawy często obniża się standard i moc tekstów dziennikarskich. Czy tak być powinno? Kto będzie bronił odważnego np. dziennikarza śledczego? I tu samorząd dziennikarski dla całego środowiska jawi się jako konieczność etapu.

Drugą sprawą jest konieczność zjednoczenia dotychczasowych rachitycznych związków zawodowych dziennikarzy, w jeden prężny i efektywny organ!

Szkodliwy zapis art. 212 KK ogranicza poważnie rozmach twórczy i badawczy dziennikarzy. Od lat nie można tego „naprawić”. Komu zależy na tym, by dziennikarz przestał być dociekliwym, a stał się posłuszny tym, kto mu płaci?  Te sprawy powinny być „ustawione” w inny sposób, by nie łamały sumień i etyki. Nie możemy dać się zagonić li tylko do relacjonowania wydarzeń i konferencji prasowych! Tych i innych problemów jest sporo. Teraz mamy okazję, by mądrze się zjednoczyć, stworzyć  podwale pod – Samorząd i ogólnopolski związek zawodowy dziennikarzy. Dyskutujemy i wkrótce nasze rekomendacje i wnioski, trafią do władz RP.

Aleksander Szymczak, KSD

Poznawaliśmy filmy z Jego felietonów

| 12 Paź 2018  19:00 | Brak komentarzy

Nie żyje Czesław Dondziłło (7.08.1942 – 9.10.2018). Pożegnamy Go w poniedziałek, 15 października, o godz. 13.30 na Cmentarzu Komunalnym Północnym w Warszawie. Dziennikarz, krytyk filmowy, dla którego branża filmowa nie miała tajemnic.

> Czytaj dalej >>>

Wyświetl więcej »
  • Redaktorowi STEFANOWI TRUSZCZYŃSKIEMU wyrazy głębokiego współczucia po śmierci córki DOROTY składają Zarząd Główny i Oddział Warszawski Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej
  • POLECAMY

  • SZLIF

    ”Szlif”: Czas podsumowań i nie tylko
    Koniec grudnia jest z pewnością jednym z najbardziej ekscytujących i sentymentalnych momentów w ciągu całego roku. Nie dość, że przypada on na okres świąt Bożego Narodzenia, to jeszcze z niecierpliwością czekamy na końcowe odliczanie, które z każdą sekundą zbliża nas do pierwszego dnia stycznia i różnych noworocznych postanowień. Czytaj więcej...
  • ***

    witryna4
    To miejsce przeznaczamy na wspomnienia dziennikarzy. W ten sposób staramy się ocalić od zapomnienia to, co minęło...

    Przejdź do Witryny Dziennikarskich Wspomnień

    ***

  • PARTNERZY

    infor_logo


  • FACEBOOK

  • Międzynarodowa Legitymacja Dziennikarska

    legitymacja Członkowie naszego stowarzyszenia mogą uzyskać legitymacje dziennikarskie (International Press Card) Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ (IFJ), z siedzibą w Brukseli.
  • Menu

  • Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy


    Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest organizacją członkowską Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy.
  • Tagi

  • ARCHIWUM