Wręczono „Melchiory 2018” za najlepsze reportaże roku

| 16 Lis 2018  16:52 | Brak komentarzy

Laureaci "Melchiorów" na scenie Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Lutosławskiego (screen: Youtube.com Polskie Radio)

Laureaci „Melchiorów” na scenie Studia Koncertowego Polskiego Radia im. Lutosławskiego (screen: Youtube.com Polskie Radio)

Dorota Jaśkiewicz-Łebek otrzymała Złotego Melchiora w kategorii Radiowy Reportażysta Roku w Ogólnopolskim Konkursie Reportażystów „Melchiory 2018”. Nagrody wręczono w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Lutosławskiego w Warszawie.

Dorota Jaśkiewicz-Łebek obok tytułu i statuetki otrzymała nagrodę pieniężną w wysokości 20 tys. zł. Jury nagrodziło ją za „kunsztownie zbudowane i poruszające opowieści o artystach”.

W kategorii Premiera Roku przyznano dwie równorzędne nagrody Srebrnego Melchiora: producentom niezależnym Adamowi Bochińskiemu i Maciejowi Hameli za „opowieść o polskości w pasjonującym dokumencie »Bitwa pod Gortatem«” oraz Agnieszce Czyżewskiej-Jacqument z Polskiego Radia Lublin za reportaż „Jestem Rózią”.

> Czytaj dalej >>>

Biało-czerwona autopsja

| 12 Lis 2018  16:53 | Brak komentarzy

Stałem na wysokości dawnej „Chinki” w Alejach Jerozolimskich. Była 14.30. Tłok biało-czerwony wzmagał się, osiągając przed 15. stan krytyczny, porównywalny z tłokami w tramwajach w latach 50/60. Czekaliśmy cierpliwie na prezydenta, który pierwszy raz w historii marszów, miał coś do Polaków powiedzieć – do nas. Powiedział ładnie, krótko i bez obawy, że go z dezaprobatą wygwiżdżą. „Dla wszystkich jest miejsce pod biało-czerwoną flagą.” Co by to było, gdyby przed nami stanął B. Komorowski? Pewnie jak zwykle skompromitowałby się swoja wypowiedzią i z okrutnymi gwiazdami oraz w wielkim BULU odprowadziliby go w ustronne miejsce jego ochroniarze. Odśpiewaliśmy ochoczo hymn (4 zwrotki). Wszyscy byli wzruszeni. Przemieściłem się w strategiczny punkt obserwacyjny za jednym z zaparkowanych samochodów (Renault Clio) i jak zwykle chciałem wszystko i wszystkich zobaczyć…

„Chwała bohaterom!!!” Skandowało wielokrotnie przechodzących 50 tysięcy biało-czerwonych flag. Zwróciłem uwagę na jednego, młodego murzyna, zintegrowanego z  białymi kolegami i koleżankami, który aktywnie z całego serca uczestniczył w skandowaniu. Po chwili następne tysiące skandowały: „Bóg, honor i ojczyzna!!!”. Stojąc z boku aktywnie włączałem się głosem i flagą do patriotycznych zawołań. Następna grupa skandowała: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę!!!” Rozkrzyczana drobna blondynka z zaciśniętą złowrogo piąstką i wyzywającą miną, piskliwie wykrzykiwała to hasło najgłośniej.

> Czytaj dalej >>>

REFLEKS REDAKTORA RESZCZYŃSKIEGO

| 9 Lis 2018  18:44 | Brak komentarzy

Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego wydał oświadczenie, w którym protestuje przeciwko „drastycznemu obniżaniu standardów pracy dziennikarskiej” i prosi władze Polskiego Radia o „zajęcie jednoznacznego stanowiska” w sprawie nazwania prof. Władysława Bartoszewskiego „bydlakiem” przez gościa audycji w radiowej Trójce.

Taki bydlak powiedział, że Polska to jest taka brzydka panna, która nie bardzo może sobie znaleźć męża” – powiedział w trakcie środowego programu „Trójka na poważnie” muzyk Paweł Piekarczyk. „Ja mówiłem o Bartoszewskim akurat” – dodał po chwili. Prowadzący audycję  Wojciech Reszczyński nie zareagował.
– Ubolewam, że te słowa padły z ust gościa w audycji na żywo – powiedział „Presserwisowi” Wiktor Świetlik, dyrektor Programu III Polskiego Radia.

„Jesteśmy oburzeni tym, co zaszło (…) Jesteśmy dalecy od tego, by ograniczać swobodę wypowiedzi, czy odbierać komukolwiek prawo do krytycznej oceny osób i wydarzeń. Ale debata na antenie publicznego radia powinna odbywać się z poszanowaniem godności wszystkich osób, także zmarłych. Za jakość tej debaty odpowiedzialni są zaś dziennikarze, dlatego naruszanie godności innych powinno spotykać się z reakcją i dystansowaniem się od tego typu wypowiedzi” –  napisał zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego, który tworzą dziennikarze Polskiego Radia: Wojciech Dorosz, Dorota Nygren i Marcin Majchrowski.

Źródło: PRESS

PS. W pełni popieramy stanowisko Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego. Dodajmy, że red Reszczyński popisał się wyjątkowym refleksem. Jeżeli dziennikarz w audycji na żywo nie potrafi zareagować na niegodne słowa rozmówcy, to albo nie nadaje się do zawodu, lub co gorsze utożsamia się z wypowiedzią muzyka Piekarczyka. Trudno również zrozumieć , jaki problem w tej sprawie, ma dyrektor Programu III Polskiego Radia –Wiktor Świetlik. Ubolewanie to zbyt mało.

Prezydium ZG SDRP

***

Aktualizacja: Dyrekcja Programu III Polskiego Radia zawiesiła Wojciecha Reszczyńskiego w prowadzeniu audycji ”Trójka na poważnie” – ustalił Press.pl.
Z naszych informacji wynika, że Wojciech Reszczyński nie będzie prowadzić programu prawdopodobnie do końca roku.

Danuta Dunin-Wąsowicz (31 stycznia 1930 – 30 października 2018)

| 9 Lis 2018  18:25 | Brak komentarzy

Bardzo osobiste wspomnienie o red. Danucie Dunin-Wąsowicz przekazała nam red. Irena Scholl, która mówi o Danusi: moja najdłuższa psiapsiółka.

„Moja najdłuższa psiapsiółka”

Że z Danką jest źle, wiedziałam już od wielu tygodni przed Jej śmiercią. Marek (mąż) nigdy nie tracił nadziei. Używał formy informacyjnej, unikał ukazującego skrywaną rozpacz tonu felietonowo – komentarzowego, mówiąc np. o tym, że pielęgniarz nosi bezsilną Danusię do wanny. W ten sposób poznawałam coraz gorszą prawdę. 30 października poznałam tę najgorszą, ostateczną: o 8 rano Jej zwykły sen, w który coraz częściej zapadała, przekształcił się w wieczny. Odeszła spokojnie, już nie cierpiąc dzięki środkom uśmierzającym ból.

Od tamtej chwili, a zwłaszcza 6 listopada, podczas żałobnego nabożeństwa i pogrzebu na cmentarzu ewangelicko-reformowanym przy ul. Żytniej 42 w Warszawie, i teraz wciąż jeszcze, przewija się w mojej głowie taśma z nagraniami, których dokonała zawodna, niestety, pamięć.

Znałyśmy się z Danusią 88 lat, czyli – rzec można – od narodzin w tym samym, 1930 roku. Ona była córką Stanisławy i Józefa Pośpiechów – tata był księgowym w naszej kalwińskiej (jak mawiają w Warszawie) parafii, zaś mój wujek, pastor Ludwik Zaunar, jej drugim proboszczem. Obie rodziny zajmowały mieszkania „służbowe” w lewej oficynie Pałacu Zuga przy ul. Leszno 20 – obie oficyny poległy podczas zagłady Warszawy po Powstaniu, a po wojnie nie zostały, niestety, odbudowane. Do dawnej świetności wrócił główny budynek pałacu z pomieszczeniami parafialnymi, m. in. salą zborową. I to właśnie na podłodze tej sali w 1930 r. ćwiczyłyśmy raczkowanie, potem chodzenie kuksając się, ściskając, wymieniając całuski, zabawki, cukierki.

Działo się to regularnie co tydzień podczas agap. Agapa, po grecku miłość, słowem tym pierwsi chrześcijanie określali swoje pierwsze spotkania po śmierci Chrystusa. Odbywały się po eucharystii, a u nas kontynuuje się tę tradycję pod nazwą „herbatka”, na którą przychodzą po nabożeństwie całe rodziny. Tu był niejako nasz drugi dom. Bardzo byliśmy zżyci.

Podrosłyśmy i rozpoczęłyśmy naukę religii w niedzielnej szkółce. Wśród katechetek był moje obie ciocie: pastorowa Irena i Mela (siostry mojego taty). Mela, nauczycielka i działaczka ZNP, po I wojnie tworzyła bibliotekę Związku, szkoły dla pracujących i uniwersytety robotnicze na warszawskim Powiślu, o czym Danka dowiedziała się ode mnie, bo ciocia Mela była uosobieniem skromności i o popisywaniu się czymkolwiek nie było mowy. Pamiętam że Danka, jak już przybywało nam w głowach oleju, wypytywała ciocię Melę o tamte dzieje. Tak więc bardzo wcześnie ujawniła się Jej dziennikarska ciekawość i sądzę, że nie było przypadkiem Jej zainteresowanie właśnie tematyką społeczną, edukacyjno-oświatową. Ale o tym za chwilę.

Kiedy Powstanie Warszawskie padło i niemcy (nie poprawiać, o członkach tej narodowości pisało się wówczas małą literą) weszli na teren parafii i spytali, kto tu jest nie polskiego pochodzenia, najwyraźniej oczekiwali odpowiedzi twierdzącej, wszak znaleźli się wśród ewangelików, ale i Zaunarowie i Pośpiechowie ich zawiedli, nie skorzystali z okazji, aby ujść wolno, uniknąć Pruszkowa. A przecież mogli odpowiedzieć twierdząco. Tak, z pochodzenia nie jesteśmy Polakami, co było prawdą. Ich korzenie były w Czechach! Wujka Lutka wywieźli do Dachau, tej znanej kaźni duchownych różnych wyznań, gdzie zginął w lutym 1945 r. Pani Stanisława z Danusią, także ciocia Irena znalazły się w Ravensbruck, dzieląc los 30 tys. Polek. Szczęśliwie nie podzieliły losu 17 tys., które zginęły w tym strasznym koncentraku. Kiedy po wojnie warszawiacy jakoś się poodnajdywali, nie pamiętam, aby któraś z nich opowiadała o horrorze, jaki przeżyła. Epatowanie cierpieniem, demonstrowanie martyrologii, popisywanie się patriotyzmem – to nie w kalwińskim stylu.

Ale przecież w każdej z nich tamten okres pozostawił ślady. Ciocia Irena żyła raptem 64 lata, zaś Danusi młodziutki organizm nie wytrzymał głodowych racji i ciężkiej, niewolniczej pracy. Jeszcze przed 20-tką dopadła Ją gruźlica. Los sprawił, że podczas jednego z etapów Jej choroby pracowałyśmy przez 4 lata (1953-1957) w jednym pokoju redakcji związkowego dziennika „Głos Pracy”, który znajdował się na IV piętrze budynku przy ul. Smolnej 12. W tamtym okresie nie było w nim windy! Podczas wojny zburzony został sąsiedni dom, nośna ściana naszego naruszona i jakoś tam podparta, ale o uruchomieniu dźwigu nie było mowy. Nastąpiło to po latach, gdy na styk zbudowano nowy dom. (Za te wszystkie szczegóły nie ręczę. Dziury w pamięci.) Gdy Danka odbyła wspinaczkę, padała pół żywa na krzesło, a ja przykładałam ucho do Jej klatki piersiowej skąd dochodziło głośne rzężenie. Pooperacyjne zrosty zaciskały się wokół aorty… Potem je wypalano poprzez dziurę w boku. Moja wspinaczka stała się uciążliwa, gdy rósł mi w brzuchu Władek. Wtedy Danka mnie osłuchiwała, ale to były wesołe chwile. Zwłaszcza, że miała poczucie humoru i gdy Władek zaczął serwować solidne kopniaki, zamieniała się w sprawozdawcę z meczu piłkarskiego. W tamtych czasach fundowałyśmy sobie jeszcze jedną wspinaczkę – na III piętro kamienicy przy ul. Górskiego, gdzie po ślubie Dunin-Wąsowiczowie zamieszkali u mamy Marka. Ukochana teściówka podawała natychmiast pyszną zupkę, a brat Marka, Krzysztof, historyk, gdy właśnie był w domu, opowiadał ciekawe historie z historii, bo go maglowałam i dostawałam najnowsze książki.

Kiedy poszłam na urlop macierzyński, najpierw ustawowy, a potem bezpłatny, do domu letniskowego zbudowanego przez moich rodziców przed moim pojawieniem się na świecie, w którym zamieszkałam po ślubie, przyjeżdżała na letnie niedziele cała redakcyjna ferajna. Był piękny ogród, Zbyszek robił nalewki na owocach z naszych własnych drzew. Nie pamiętam, abym kiedykolwiek i gdziekolwiek tak się śmiała, jak wtedy. Piękna Danka była, jak zawsze, duszą towarzystwa. Wesoły Mietek Ziemski, szef naszego działu, jak również Andrzej Dobrzyński, wówczas głosopracowy główny prawnik (gazeta była świetnym edukatorem w dziedzinie prawa pracy, a na pierwszej stronie znajdowała się stała pozycja piętnująca łamanie tego prawa pod tytułem „Bolesne sprawy dnia powszedniego”) opowiadali niecenzuralne kawały obyczajowo-politycznie. Ale naczelnym rozśmieszaczem był Mariusz Kwiatkowski, nasz działowy kolega, syn Remigiusza Kwiatkowskiego, znanego przed wojną autora aforyzmów „Parasol noś nawet przy pogodzie”.
Te wesołe spotkania przypominały Dance i mnie wygłupy podczas niedzielnych spotkań w Skolimowie, gdzie rodzina Pośpiechów zamieszkała po wojnie. Moim popisowym numerem było stanie na głowie.

W 1957 r. rozstałyśmy się z Danką na długie lata. Przeszła do nowej popołudniówki „Kuriera Polskiego”. I – jak to Ona – całym sercem i umysłem zaangażowała się najpierw w jej tworzenie, a potem prowadzenie działu – oczywiście – kulturalno-oświatowego. Potem pracowała w innych działach, m. in. była korespondentem „Kuriera” w Pradze. Minęło kilka lat, przeszła do „Tygodnika Demokratycznego” na stanowisko zastępcy redaktora naczelnego. Miała coraz więcej obowiązków, bo rodzina się powiększała. Syn Tomek zafundował Jej trzech wnuków, których uwielbiała i poświęcała im każdą wolną chwilę. Potem pojawiła się prawnuczka. Poznawałam ich podczas uroczystych obchodów rocznic ślubu Dunin – Wąsowiczów i urodzin Danusi. Wątpię, czy ich kiedyś zobaczę. Zapamiętam, jak podczas pogrzebu ukochanej babci podtrzymują nie mogącego utrzymać się na nogach Marka. Zapamiętam pożegnalne słowa, które napisał, ale nie mógł wypowiedzieć, w czym zastąpił go prof. Roch Dunin – Wąsowicz, wykładowca na Londyńskim Uniwersytecie. Mój kochany Roszek, mówiła o nim Danka, dumna ze świetnie wyedukowanego, między innymi w USA, wnuka. Pamiętam jak w „Głosie” z dumą pisała o sukcesach w walce z analfabetyzmem, dzięki którym coraz więcej młodzieży ze wsi, z robotniczych rodzin może studiować…

Czy ktoś o tym wspomni w 100-lecie odzyskanej niepodległości? -zastanawiała się Danka, kiedy jeszcze mogła rozmawiać przez telefon. A z badań socjologicznych wynika, że dziś coraz więcej studentów pochodzi z zamożnych rodzin… Na takie refleksje stać dziś tylko bardzo starych ludzi.

Ale zanim zrobiłyśmy się takimi, w 1988 r. połączyła nas jeszcze na kilkanaście lat wspólna praca w Społecznym Komitecie Opieki nad Zabytkami Cmentarza Ewangelicko-Reformowanego w Warszawie. Z pomocą Jerzego Waldorffa opracowałam statut Komitetu, zaprosiłam „znane nazwiska” i energiczne osoby z parafii, ówczesny proboszcz Bogdan Tranda (nieodżałowany !) pomógł zarejestrować Stowarzyszenie w sądzie, a Danusię, człowieka wielkiej rzetelności i pracowitości poprosiłam, aby była sekretarzem. Zgodziła się natychmiast, choć to przecież papierkowa robota, niewdzięczna i żmudna. Obie jej nienawidziłyśmy. Tak z ręką na sercu, to my obie przez kilkanaście lat „ciągnęłyśmy” Komitet. Tych różnych formalności było sporo, parafia pomagała, gdy żył Bogdan, potem różnie bywało. Nie będę opisywała naszych osiągnięć z tamtego okresu. Można je odczytać na naszym cmentarzu. Zostało odrestaurowanych 26 najbardziej zniszczonych, pięknych nagrobków, w których spoczywają prochy naszych słynnych przodków. Pomocą finansową wspierało nas miasto dzięki wystąpieniom o dotacje stołecznego konserwatora zabytków, któremu przekazywałyśmy uzasadnione wnioski. Podczas pogrzebu podziękowałam Dance za tamte lata. Dziękuję też Markowi, który nam świadczył samochodowe usługi.

Irena Scholl

„Szlif”; Jest dla nich nadzieja!

| 9 Lis 2018  18:09 | Brak komentarzy

Powszechnie uważa się, że współczesną młodzież obchodzi tylko czubek własnego nosa. Całymi dniami wpatrzeni w smartfony, nie robią nic produktywnego. Nie mają wyrobionych poglądów, nie interesują się wydarzeniami na świecie czy w swojej ojczyźnie, a co dopiero w lokalnej społeczności.

Na szczęście w jednym z wrocławskich liceów, a konkretnie w Liceum Ogólnokształcącym nr XIII im. Aleksandra Fredry, działa grupa uczniów, która jest idealnym zaprzeczeniem tego stereotypu. Ci młodzi adepci sztuki dziennikarskiej co miesiąc wydają kolejny numer gazety „Szlif”, która istnieje nieprzerwanie od 2002 roku. W artykułach poruszają rozmaite tematy, a w najświeższym, listopadowym numerze, pokazują między innymi, że też mają głos i dostrzegają nieprawidłowości tego świata…

> Czytaj dalej >>>

Krzyż Oficerski OOP dla redaktor Grażyny Orłowskiej-Sondej

| 6 Lis 2018  16:14 | Jeden komentarz

Redaktor Grażyna Orłowska-Sondej została uhonorowana Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystość wręczenia odznaczenia odbyła się 30 października 2018 roku w Pałacu Prezydenckim, podczas spotkania pary prezydenckiej z organizatorami i wolontariuszami akcji „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia”. Główną pomysłodawczynią i organizatorką tej akcji oraz prezeską Fundacji Studio Wschód jest red. Grażyna Orłowska-Sondej, nasza koleżanka ze Stowarzyszenia Dziennikarzy RP Dolny Śląsk.

Prezydent RP Andrzej Duda, wręczając Grażynie Orłowskiej-Sondej odznaczenie, podziękował jej za dotychczasową działalność oraz podkreślił jej wybitne zasługi przy ratowaniu polskich cmentarzy na Kresach.

Wzruszenia nie kryła również bohaterka spotkania, która stwierdziła między innymi, że akcja „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia” narodziła się z miłości do Kresów. – Kto choć raz pojechał na Kresy, ten będzie chciał tam powrócić. Polscy wolontariusze są tego najlepszym przykładem i w każde wakacje z wielką ochotą jadą na Kresy. W tym roku, w ramach IX edycji, w akcji uczestniczyło ponad 1300 wolontariuszy, którzy pracowali na 145 opuszczonych polskich cmentarzach położonych w okolicach Lwowa, Stanisławowa, Tarnopola, na Podolu i Wołyniu – powiedziała Grażyna-Orłowska Sondej.

Miłym akcentem spotkania był występ chóru ze Szkoły Podstawowej nr 2 im. Henryka Sienkiewicza z Ziębic (Oddział Gimnazjalny), pod kierownictwem Marzeny Jabłońskiej.

Red. Grażyna Orłowska-Sondej pod koniec lat siedemdziesiątych XX wieku wstąpiła do dziennikarskiego stowarzyszenia. Przez trzy kadencje była we władzach Dolnośląskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP.

Ryszard Mulek
Fot. Krzysztof Sitkowski (KPRP)

„Siłaczki” Warszawy

| 5 Lis 2018  19:47 | Brak komentarzy


Bohaterki dnia codziennego… Dwie z nich – wybrane spośród kilkuset zgłoszonych – zostały Warszawianką Stulecia i Warszawianką roku 2018. To Irena Sendler i Anna Ojer.

Jakże różne! Działające w sytuacji wymagającej ogromnej, heroicznej odwagi, kiedy nie lękając się śmierci ratowały innych (to Warszawianka Stulecia), ale także potrafiące zorganizować i uaktywnić tysiące osób – nie tylko w swojej „lokalnej ojczyźnie”, ale w całej Polsce – aby pomagać rodzicom dzieci przebywających w Centrum Zdrowia Dziecka (to Warszawianka 2018).

Kapituła, której przewodniczyła Ewa Malinowska-Grupińska, przewodnicząca Rady m.st. Warszawy nominowała w każdej kategorii 10 wspaniałych.

> Czytaj dalej >>>

Zebranie członków Oddziału Warszawskiego

| 5 Lis 2018  19:16 | Brak komentarzy

Zgodnie z zapisami Statutu Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej – par. 53 p. 3 – Zarząd Oddziału Warszawskiego SD RP zwołuje zebranie członków Oddziału, na którym przedstawi informacje o działalności od zebrania sprawozdawczo-wyborczego, które odbyło się 22 czerwca 2016 roku.

Zapraszamy na zebranie, które odbędzie się 19 listopada 2018 roku (poniedziałek), o godzinie 12.00, w Domu Dziennikarza, ul. Foksal 3/5, w sali A.

Przypominamy, że udział w zebraniu mogą brać członkowie Oddziału Warszawskiego, posiadający czynne i bierne prawo wyborcze (par. 12 Statutu). Przypominamy również, że członkowie SD RP mają obowiązek regularnego opłacania składek członkowskich (par. 13 Statutu).
Podczas zebrania zostanie przedstawione sprawozdanie Zarządu i opinia Komisji Rewizyjnej dot. działalności w okresie 22 czerwca 2016 – 19 listopada 2018.

W dyskusji chcemy również „wypracować” i zaakceptować propozycje, które pozwolą na poprawę sytuacji finansowej i dalszą działalność.
Zapraszamy do aktywnego udziału w zebraniu.

Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy RP

  • POLECAMY

  • SZLIF

    „Szlif”; Jest dla nich nadzieja!
    Powszechnie uważa się, że współczesną młodzież obchodzi tylko czubek własnego nosa. Całymi dniami wpatrzeni w smartfony, nie robią nic produktywnego. Nie mają wyrobionych poglądów, nie interesują się wydarzeniami na świecie czy w swojej ojczyźnie, a co dopiero w lokalnej społeczności.
    Na szczęście w jednym z wrocławskich liceów, a konkretnie w Ogólnokształcącym nr XIII im. Aleksandra Fredry, działa grupa uczniów, która jest idealnym zaprzeczeniem tego stereotypu. Ci młodzi adepci sztuki dziennikarskiej co miesiąc wydają kolejny numer gazety „Szlif”, która istnieje nieprzerwanie od 2002 roku. Czytaj więcej...
  • ***

    witryna4
    To miejsce przeznaczamy na wspomnienia dziennikarzy. W ten sposób staramy się ocalić od zapomnienia to, co minęło...

    Przejdź do Witryny Dziennikarskich Wspomnień

    ***

  • PARTNERZY

    infor_logo


  • FACEBOOK

  • Międzynarodowa Legitymacja Dziennikarska

    legitymacja Członkowie naszego stowarzyszenia mogą uzyskać legitymacje dziennikarskie (International Press Card) Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy FIJ (IFJ), z siedzibą w Brukseli.
  • Menu

  • Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy


    Stowarzyszenie Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej jest organizacją członkowską Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy.
  • Tagi

  • ARCHIWUM